Handling terapeutyczny

Pośpiesznym na świat – Handling terapeutyczny

Handling terapeutyczny to metoda wykorzystywana w terapii neurorozwojowej. Sam handling, to nic innego jak techniki opieki i pielęgnacji dziecka, które na co dzień wykorzystujemy w podstawowych czynnościach przy dziecku. Metoda handlingu terapeutycznego  wkracza wtedy, gdy rozwój dziecka jest w jakimś zakresie nieharmonijny, wymaga wsparcia. 

O handlingu już rozmawialiśmy z rehabilitantką Anną Szozdą: https://wczesniak.pl/pospiesznym-na-swiat-co-to-jest-handling/. Teraz przyszedł czas na handling terapeutyczny i krótki instruktaż dla Was od Pawła Zawitkowskiego. Zapraszamy do gabinetu Całkiem Fajni Terapeuci:

Subskrybuj nasz kanał

Katarzyna Nowacka: Dzisiaj zapraszam Was do rozmowy o handlingu terapeutycznym. Dzień dobry.

Paweł Zawitkowski: Dzień dobry.

KN: Paweł, ja już miałam przyjemność rozmawiać o handlingu również z osobą, która współtworzy z Tobą gabinet „Całkiem fajni terapeuci” – z Anią. Obiecujemy naszym widzom, że link do tego odcinka znajdą w opisie dzisiejszego programu, bo dla mnie to się układa w taką konsekwencję. Mamy handling, czyli takie metody, których możemy spokojnie używać w domu i tak naprawdę używamy, tylko nie umiemy tego nazwać, ale mamy też handling terapeutyczny, o którym wspominała Ania, ale nie pokazywaliśmy, jak to wygląda od takiej strony bardziej technicznej.

Paweł Zawitkowski: Handling w ogóle jako taki, to Ania już tłumaczyła, że to jest system opieki i pielęgnacji we wszystkich możliwych sytuacjach dnia codziennego. Też aranżacji otoczenia, aranżacji zabaw dla małego dziecka. W zależności od stopnia np. potrzeb dzieciaka i rodziców, możemy to wykonywać, nie wiem jak to nazwać, w bardziej taki lajtowy sposób, czyli tak nie do końca zwracać uwagę na niektóre elementy, bo to też jest fajne. Ta wielość różnych doświadczeń, czyli moderowanie naszych zachowań, naszych technik, jest też istotne przy budowaniu jakości rozwoju tego dziecka, czyli jakości jego wzorców postawy i ruchu.

Handling jest też rodzajem technik opieki i pielęgnacji, jakie wykorzystujemy w terapii neurorozwojowej. W takim przypadku zawsze prosimy rodziców i uczymy rodziców, żeby bardziej zwrócili uwagę na niektóre aspekty techniczne tych technik opieki i pielęgnacji i wtedy to zaczyna już być troszeczkę trudniejsza historia. Z doświadczenia już wiem, że do opanowania przez każdego z rodziców. Tak naprawdę takiej nowoczesnej prawdziwej terapii neurorozwojowej nie wyobrażamy sobie bez tego systemu handlingu terapeutycznego i w zależności od możliwości rodziców i ich umiejętności, wprowadzamy ich coraz bardziej w te szczegóły, w te tajniki, w te najbardziej finezyjne szczególiki techniczne.

Jest to: po pierwsze, dobre dla dziecka, dlatego że handling przygotowuje do elementów terapeutycznych, do terapii w gabinecie, ale też utrwala efekty tej terapii. Z drugiej strony daje rodzicom poczucie sprawstwa i tego, że oni na swoim poziomie, na poziomie swoich kompetencji takich czysto technicznych, są w stanie pomóc bardzo skutecznie dziecku w rozwoju czy w niwelowaniu  skutków, efektów przedwczesnych narodzin czy długotrwałej hospitalizacji, czy jakiś zespołów chorobowych. W związku z tym raczej wszyscy powinni być zadowoleni.

Oczywiście, na początku jest to takie przestawienie się z takiego zwykłego codziennego tradycyjnego sposobu wykonywania różnych czynności pielęgnacyjnych i opiekuńczych. Przestawienie się na te techniki, być może przez pierwszy tydzień, dwa tygodnie, sprawia pewien kłopot rodzicom, ale to tak jak ze wszystkim. Na rowerze też się trzeba nauczyć jeździć i na początku możemy się przewrócić, a potem już nie. Z reguły po dwóch tygodniach, po 10 dniach, po trzech tygodniach rodzice bardzo ładnie w to wsiąkają i rzeczywiście czują się, zaczynają się czuć sprawcami czy uczestnikami tego procesu wspomagania rozwoju czy terapii małego dziecka. Z drugiej strony nie obciążamy ich rzeczami, które przerastają ich kompetencje, bo jednak ćwiczenia, które wykonuje terapeuta są naprawdę tak skomplikowane, że nie lubimy obciążać tym rodziców, bo prawie nigdy im się nie uda robić ich tak jak chcielibyśmy, żeby to było zrobione.

 KN: Mamy dwie skrajności, bo wydaje nam się, że takie podnoszenie, przewijanie, przekładanie, jest instynktowne i bardzo często oczekując dziecka, jesteśmy przekonani, że to przyjdzie tak naturalnie i będzie proste i przyjemne. A drugą skrajnością jest to, że jak mamy takiego, zwłaszcza małego i niedojrzałego człowieka, to zaczynamy się tego bać, bo takie proste czynności stają się bardzo skomplikowane.

PZ: I często nas przerastają, dlatego, że stres powoduje też zmianę naszego nastawienia, czy obniża jakość naszych manewrów. Kiedy jesteśmy zestresowani nasze ręce są sztywne, nasze ciała są sztywne, staramy się wszystko zrobić szybko i sprawnie. Ale kiedy dziecko np. się napina, ewentualnie protestuje, to wtedy przychodzi stres i poczucie braku kompetencji. I chcemy to zrobić bardzo, bardzo szybko, żeby wreszcie się to skończyło albo jakoś opanować dziecko. Problem polega na tym, że tak naprawdę w przypadku dzieci, które nie mają żadnej historii klinicznej, czy w przypadku dzieci urodzonych o czasie, rozwijających się w takiej bardzo ścisłej normie, w takim prawie gold standardzie, w takiej ścisłej normie rozwojowej…

KN: To jest po prostu podnoszenie noworodka.

PZ: Podnoszenie noworodka. Dziecko sobie poradzi z każdym rodzicem. I to jest stara prawda. Natomiast im bardziej trudne było wejście dziecka w życie, im więcej tych klinicznych takich toksycznych, traumatycznych doświadczeń, im bardziej skomplikowane jednostki chorobowe, im trudniejsze do zdiagnozowania, a potem do leczenia zespoły, tym to dziecko wymaga lepszej jakości, bardziej zaawansowanych technik. Dlatego, że wypracowuje w swoim ciele nieprawidłowe, ewentualnie czasami nawet patologiczne wzorce postawy i ruchu. To są dwie różne rzeczy: bo nieprawidłowe wzorce mogą być po prostu efektem jakichś trudnych do opanowania zmian adaptacyjnych, czyli dziecko rozwija się w niefizjologicznych warunkach, w związku z tym produkuje czy wypracowuje w swoim ciele nieprawidłowe mechanizmy adaptacyjne i to jest ten problem, z którym też musimy już walczyć, czy wziąć go na klatkę i wtedy przydają się właśnie te techniki terapeutyczne handlingu, już nie mówiąc o naprawdę poważnej terapii neurorozwojowej.

KN: Ja chciałam jeszcze dopytać o dotyk, ponieważ taki młody człowiek będący przyzwyczajonym do dotyku, ale niestety pielęgniarek i lekarzy, mówię niestety, dlatego że to nie jest dziecko, które jest automatycznie przytulane, głaskane przez rodziców, tylko najpierw musi przejść przez szereg badań, zastrzyków, zabiegów, często operacji, niekoniecznie może kojarzyć dotyk z czymś przyjemnym.

PZ: Między innymi po to są te techniki, żeby pokazać dzieciakowi zupełnie inny świat. Czyli, że każdy dotyk, każde przemieszczenie jego ciała czy na podłożu, czy w przestrzeni, czy na naszych ciałach, może być dla niego przyjazne, a przede wszystkim pomaga mu zorganizować swoje ciało tak, że ono się nie musi tego wszystkiego bać. Dzieci naprawdę to czują, jeżeli ktoś wie jak to zrobić i robi to z odpowiednią atencją, to nie musi być idealne, ale w miarę dobrze technicznie, to dzieciak bardzo szybko zdaje się na tę osobę i czuje w swoim ciele pewnego rodzaju komfort. Że nie musi za bardzo walczyć ze swoim ciałem, nie musi walczyć z siłą grawitacji, przestaje się bać, ma mniej reakcji takich obronnych, mniej reakcji związanych właśnie z niepokojem, czy z takim poczuciem niepewności swojego ciała w przestrzeni i na podłożu. To są elementy, które my też czasami nazywamy niefarmakologicznymi technikami neutralizacji stresu i bólu. Dziwnie to brzmi. Stresu, bólu, dyskomfortu. Dziwnie to brzmi, ale to jest taki rodzaj profesjonalnego podejścia, który też jest o tyle ważny, że np. na oddziałach neonatologicznych w dużej mierze pozwala nam ograniczyć zapotrzebowanie czy podaż leków energetycznych albo sedacyjnych i jest to absolutnie możliwe do zbadania, dlatego że mamy taką aparaturę, która pokazuje nam w czasie rzeczywistym jakość opieki i pielęgnacji czy jakość wykonywanych procedur medycznych. To jest aparatura, która mierząc określone parametry, wykorzystując określone algorytmy, pokazuje w czasie rzeczywistym odpowiedź układu współczulnego i przywspółczulnego na jakość bodźców płynących z otoczenia. Wprost tłumacząc: jeżeli bodziec jest dla dziecka toksyczny albo jakiś niewygodny, dyskomfortowy, to widzimy na wykresie coś, co my nazywamy kryzysem, czyli ewidentną nadmierną reakcję dziecka na ten bodziec. Natomiast jeżeli ten bodziec jest przyjazny, też widać krzywą komfortu. Widać ewidentnie wzrost tego komfortu czy wzrost dobrego samopoczucia dziecka.

KN: O stresie i odroczonych skutkach stresu już rozmawialiśmy i też pozwolę sobie wspomnieć, że dołączymy do opisu tego odcinka link do naszej poprzedniej rozmowy, żeby każdy mógł się zapoznać z tym, o czym rozmawialiśmy. To ja Pawle chciałam Cię poprosić, żebyś teraz został sam na sam z Marianem, który nam towarzyszy od początku dzisiejszej rozmowy i pokażmy tak bardzo praktycznie ten handling terapeutyczny dobrze?

PZ: Zasady i techniki handlingu są ogólnie dostępne i w internecie, i w postaci filmów chociażby pod hasłem: “Mamo, tato, co ty na to?”, czyli tego projektu dedykowanego  rodzicom i  specjalistom, więc dzisiaj może zajmiemy się… Ja bym chciał pokazać tylko kilka elementów tego handlingu tak, żebyście zobaczyli do jakiego stopnia jest to dopracowane, do jakiego stopnia myślimy o reakcji dziecka na dany bodziec. W momencie zwykłego podnoszenia, trzymania na rękach czy zmiany pozycji dziecka z kolan na bark albo z barku na uda, czy podnoszenie, odkładanie. Paradoksalnie nie jest to bardzo skomplikowane, natomiast jeżeli chcecie się pobawić w to, a do tego namawiam, bo to jest fajna zabawa, szczególnie kiedy widać, jak dziecko reaguje w naprawdę fajny sposób na te wszystkie elementy. Chciałbym Was prosić po prostu, żebyście sobie te filmy, które są dostępne w internecie czy w samej książce, żebyście je dopracowali i żebyście się tym bawili, po prostu. Zanim pokażemy kilka szczegółów, dosłownie kilka, tak żeby pokazać Wam stopień skomplikowania

tych wszystkich rzeczy, namawiam was do tego, że jeżeli już zaczniecie bawić się w naukę tych technik opieki i pielęgnacji, to żebyście nie ćwiczyli pierwszy, drugi, trzeci raz na swoim własnym dziecku, tylko żebyście sobie kupili lalkę szmaciankę albo misia takiego miękkiego, któremu latają wte i wewte wszystkie rączki i nóżki, i główka. I żebyście spróbowali realizować te techniki właśnie na lalce albo na misiu. Jak poczujecie się troszeczkę pewniej, możecie to realizować ze swoim dzieckiem.

KN: Dobrze to zostajemy na chwilę z Marianem.

PZ: Zostajemy z Marianem. Nie wiem co Marian na to, ale zobaczymy.

KN: Wydaje się, że jest dość współpracującym dzieckiem.

PZ: Zobaczymy jak będzie po tym wszystkim.

KN: To po jeszcze się spotkamy, a teraz poproszę cię o taki krótki instruktarz, jeśli możemy to tak nazwać.

PZ: Dzisiaj chciałbym Wam pokazać tylko kilka szczegółów dotyczących handlingu terapeutycznego, oczywiście na poziomie, który jest bardziej do opanowania przez rodziców, terapeuci jeszcze bardziej dokładnie, jeszcze przy użyciu jeszcze bardziej dokładnych i skomplikowanych technik terapeutycznych, dopieszczają te elementy i tak, żeby to już miało charakter terapii. Staramy się, żeby te techniki, które my wykonujemy jako terapeuci, były bardzo podobne do tego, czego dziecko doświadcza w Waszych rękach. Stąd właśnie powstał w ogóle cały system handlingu terapeutycznego.

Teraz jak zauważyliście trzymam dziecko troszeczkę tyłem do siebie, bokiem do podłoża i pod skosem, a nie symetrycznie, dlatego że tak naprawdę w symetrii, w momencie kiedy dziecko nie ma jeszcze dopracowanych mechanizmów antygrawitacyjnych i wzorców odpowiednich modeli i wzorców postawy i ruchu, jest strasznie trudno, szczególnie u dziecka, które ma zakłócenia dystrybucji napięcia mięśniowego, strasznie trudno jest zapanować nad jego własnym ciałem. W związku z tym z jednej strony ułatwiamy mu panowanie nad tym ciałem, pracujemy nad odpowiednim rozkładem napięcia mięśniowego i nad promocją takich prostych rzeczy, jakie my nazywamy np. reakcjami prostowania, które stanowią bazę do prawidłowego dalszego rozwoju i zdobywania kolejnych etapów, kolejnych pięter rozwojowych.

Powiedziałem, że trzymam dziecko skosem, bokiem do podłoża i trochę tyłem do siebie, natomiast już do tej pozycji miałbym jako terapeuta parę uwag, dlatego że widzicie, że głowa nie leży w idealnym przedłużeniu tułowia, a ręka jest lekko zwrócona. Z takim nawróceniem, protrakcją barku w kierunku rotacji wewnętrznej. W związku z tym, jeżeli zależałoby mi na takiej naprawdę dobrej jakości, to musiałbym tę pozycję poprawić i zaczynamy zawsze od dołu, czyli od miednicy. Muszę się upewnić, że miednica siedzi na wewnętrznej stronie uda, że uciskam ani jednej, ani drugiej nogi, że obydwie nogi są swobodne i że te nogi nie są zanadto odwiedzione, czyli nie są w zgięciu i odwiedzeniu, dlatego że to powoduje absolutnie niepotrzebny i burzący odpowiedni wzorzec postawy u małego dziecka, powoduje reakcje nadmiernego wyprostu w okolicy miednicy i odcinka lędźwiowego.

W związku z tym, oczywiście najpierw jest miednica i nogi mogę sobie tutaj poprawić bardzo blisko swojego brzucha. Teraz jak poprawiamy z takiej pozycji dziecko: układamy dłoń pod miednicą, zabezpieczając uda dziecka i tak jakbyśmy wypychali całe ciało dziecka całym swoim ciałem do góry. Cofamy miednicę jak najbliżej swojego brzucha i możemy ustawić nogi tak jak chcemy. Ważne, żeby te nóżki nie wisiały zupełnie gdzieś bez sensu. Więc mamy ustawioną miednicę.

Sprawdzamy teraz, czy tułów nie jest za bardzo zgięty i rośniemy razem z dzieckiem do góry. Następnym problemem jest ustawienie osi głowy zgodnie z osią tułowia. W związku z tym możemy sobie to zrobić w bardzo różny sposób. Unikamy dotyku ucha, bo ucho jest niesłychanie tkliwym obszarem u małego dziecka. Możemy to zrobić albo tak, albo lekko układając w taką łódeczkę naszą dłoń. Terapeuci często lubią mieć też kontrolę nad potylicą, w związku z tym my wolimy np. taki chwyt, który omija ucho, omija policzek, omija brwi i oczy.

Ale z drugiej strony bardzo ładnie ustawia palce pod potylicą, tak żebyśmy mogli spowodować wydłużenie ciała dziecka, czyli tułowia i szyi. My to nazywamy alongacją.

Teraz zajmijmy się łopatką i kością ramienną. Zobaczcie, delikatnie muszę odciążyć rękę, na której leży dziecko i oczywiście ją zabezpieczam. Staram się tu nie zasłaniać świata dzieciakowi, mogę to zrobić w bardzo różny sposób: albo przykładając kciuk do łopatki tej, która jest na górze i palce upadając na barku i ramieniu, zdobywając odpowiednią mobilność czyli wolność w okolicy łopatki i kości ramiennej. Mogę wspomóc reakcję prostowania u małego dziecka, zabezpieczyć tę rękę i podejść pod rękę, na której leżało dziecko i zachowując odpowiednią odległość barku od szyi. Zrotować do odpowiedniego ułożenia tę rękę, tak żeby dziecko, żebyście czuli na swoim udzie, że dziecko pięknie leży łopatką na waszym udzie, a ta ręka jest absolutnie swobodna w każdą stronę. Chodzi o to, żeby nie była ani wygięta na zewnątrz, ani nadmiernie skręcona do środka. Staram się nie używać jakichś bardzo skomplikowanych terapeutycznych określeń, ale wybaczcie czasami się uda. Teraz w zależności od tego, czego oczekujemy od naszego dziecka, możemy spowodować, że w pewnym momencie dzieciak zacznie już tę głowę utrzymywać samodzielnie. I to już jest naprawdę element wspomagania terapii. Możemy zabezpieczyć jedną i drugą  rękę i starać się trochę dać odczuć dziecku odpowiedni rozkład napięcia mięśniowego w tułowiu i w barkach.

Zabezpieczając stawy barkowe, zabezpieczając ułożenie łopatki względem kości ramiennej i odpowiednie ułożenie zarówno rączek, czyli kończyn górnych i tułowia itd. itd. Jeżeli to zrobię w tej pozycji albo w tej pozycji, albo w tej pozycji, to będzie nie fajnie. Oczywiście przepraszam Was za to, że czasami nie do końca to jest precyzyjne. Marian nie jest żywym dzieckiem, więc nie będzie reagował idealnie tak, jak byśmy tego chcieli, ale chciałem Wam pokazać jak bardzo jest to przemyślane i jak bardzo zwracamy uwagę na wszystkie szczegóły dotyczące ułożenia małego dziecka.

I teraz co możemy z tej pozycji zrobić. Możemy ułożyć dziecko trochę bardziej do tyłu, ale za każdym razem uważamy na ustawienie nóg, miednicy, nóg, całego tułowia i ten tzw. alignment, my to nazywamy liniowością, czyli logiczne ułożenie wszystkich części ciała, ciała względem siebie. Teraz zobaczcie co np. terapeuta zrobiłby w takiej sytuacji. Ja troszeczkę wydłużyłbym plecy, wydłużyłbym plecy po to, żeby dziecko nie uciekło w tym kierunku (do przodu biodrami), czy na poziomie miednicy, czy na poziomie głowy.

Oczywiście, jeżeli potrafimy w miarę plastycznie pływać razem z dzieckiem i ruszać się stanowiąc takie ruchome podłoże, zmieniającą się tacę, na której dziecko pływa, to wtedy jesteśmy w stanie nad tym zapanować, nad całym tym procesem. I teraz troszeczkę poprawiłem Mariana, spowodowałem, że on trochę bardziej zapracował, ale zobaczcie co możemy dalej robić. Mogę spróbować pokazać mu, że ma kolano, mogę mu spróbować pokazać, że ma również stopę. Mogę to wykonać bądź kontrolując bark, bądź kontrolując łokieć, ewentualnie samą nogę. Jeżeli podnosicie np. nóżki, to nigdy, może nie tyle nigdy, ile lepiej nie od strony stopy, lepiej nie od strony dołu podkolanowego, tylko najlepiej od strony górnej części uda i kolana, i w ten sposób możecie przygotować nogę do tego, żeby Marian tę nogę po prostu, tę nogę po prostu chwycił.

Jeżeli na tym etapie macie kłopoty, po prostu prosicie terapeutę, żeby wam pokazał w jaki sposób zapanować nad reakcjami Mariana. Proszę, żebyście zwrócili uwagę, żeby ta noga nigdy nie była za bardzo odwiedziona i za bardzo zgięta. Ona ma swobodnie się ruszać i swobodnie pracować. Możecie w tym ułożeniu przyzwyczajać dziecko do przemieszczania różnych części ciała względem siebie. Możecie koniec końców spowodować, że ono tym kciukiem i ustawieniem swoich palców, lekko odsuwam bark od szyi po to, żeby uwolnić troszeczkę sam bark po to, żeby Marian mógł chwycić np. za stopę przeciwległej nogi. Nie jest to obowiązek To zależy w jakim jest okresie rozwojowym, ale pokazuję wam tylko przykłady tego, co można zrobić z takim małym dzieckiem. Zobaczcie, jeszcze jest jedna rzecz. Terapeuci zazwyczaj mają otwarte dłonie, czyli jeżeli dotykamy, to nie chwytamy tak bardzo mocno dziecka, tylko przylepiamy się do jego ciała i namawiamy dziecko do tego, żeby wykonało jakiś ruch, ewentualnie odpowiednio zareagowało.

Co możemy dalej zrobić? Układam sobie rękę pod miednicą, delikatnie wydłużam plecy. Teraz drugą rękę układam w ten sposób, pod pachą dziecka.

Tą bliższą mojej ręce, a palce układam pod ramieniem drugiej ręki i teraz wydłużając troszeczkę tułów dziecka, wchodzę między nogi, tam gdzie są biodra, żeby zabezpieczyć te biodra i w ten sposób obracam sobie dzieciaka do leżenia na brzuchu i tutaj też jest mnóstwo rzeczy do poprawienia. I teraz zaczynamy znowu od pupy strony. Póki co kontrolujemy jedną ręką ramiona i główkę, a teraz zaczynamy zmieniać układ i miednicy, i nóg, bo w jednej nodze jest za dużo odwiedzenia, a w drugiej najczęściej wtedy jest za dużo przywiedzenia i rotacji wewnętrznej. W związku z tym zaczynam od lekko długich pleców. To nie jest rozciąganie dziecka, to jest taki sygnał: „wiesz co, weź się troszeczkę wyprostuj” i teraz przenoszę ciężar ciała tak, żeby odciążyć tę nogę. Rotuje ją tyle, ile trzeba i ustawiam biodra i uda na zasadzie szczycie jednego z moich ud. Teraz przyszedł czas na drugą nogę, znowu odciążam ją i układam w odpowiedni sposób, cały czas kontrolując te długie plecy, nie zgięte tylko długie, nie przeprostowane, nie zgięte, w takiej pozycji mniej więcej pośredniej.

Teraz mogę zabezpieczyć, zabezpieczyć miednicę. Marian jest troszeczkę za krótki jak na moje uda, musiałbym je bardziej ścisnąć. Można to zrobić na jednym udzie, zaraz to pokażę. I teraz zabezpieczamy całe ciało dziecka. Przenosimy ciężar ciała, odciążając tę zewnętrzną rączkę, delikatnie ją rotuję i kontroluję ustawienie łopatki i kości ramiennej tak, żeby swobodnie dół pachowy ułożył się w osi mojego uda. Teraz mogę zrobić to samo z drugiej strony i mogę pomóc dziecku lekko unieść głowę, z tym, że nie podnosimy samej głowę pod tułowiem, tylko zmieniamy kąt ustawienia całego dziecka, przytrzymujemy w odpowiedni sposób miednicę, ustawiamy głowę w osi całego ciała i wtedy zmieniamy z powrotem te ułożenie. Trochę skomplikowane. W każdym przypadku, w każdej minucie i z każdym dzieckiem jest troszeczkę inaczej, ale chciałbym, żebyście na to zwrócili uwagę. Teraz, jeżeli potrzebujecie tej ręki do czegoś innego, zamieniacie ręce w ten sposób, układacie po prostu przedramię pod główką dziecka, ale pod czołem, nie pod oczami. I teraz możemy, kontrolując miednicę, ułożyć Mariana na jednym udzie, tylko troszeczkę muszę zmienić układ tego uda i cały czas przetaczając dziecko z jednej strony na drugą, układamy je tak, żeby i dziecku było wygodnie, i żeby nie wpijało swoich rączek, łokci w nasze ciało.

To jest o tyle fajne, że dzięki temu przyzwyczajamy dziecko do leżenia na brzuchu, przyzwyczajamy do wysuwania rąk do przodu i to jest przyzwyczajenie do podporu, do obrotu, do siadania, czworakowania itd. Zaraz muszę poprawić tę pozycję, już to robię. W związku z tym, możemy ułożyć dziecko obciążając jego kolana, ale cały czas panujemy nad tzw. długimi plecami i odpowiednim ułożeniem miednicy i oczywiście cały czas pomagamy dziecku w utrzymaniu główki. Może obciążyć kolana, może obciążyć stopy. Możemy przesunąć dziecko trochę do przodu i ono w zupełnie naturalny sposób zaczyna tutaj odpychać się nogami.

Dlaczego to jest takie strasznie ważne? Oprócz samego pchania, czyli przygotowywania stopy do obciążenia, takiej fajnej stymulacji czuciowej itd., bardzo ładnie pracuje tutaj mięśniami brzucha. To nie chodzi o wzmacnianie mięśni brzucha, ale chodzi o zbudowanie równowagi pracy przedniej strony ciała i tylnej strony ciała, czyli równowagi między prostownikami, zginaczami, bardzo ogólnie to tłumacząc. Oczywiście stąd możemy wyjść jeszcze dalej, czyli np. kontrolować obroty dziecka, zawsze mając co najmniej 2 punkty kontroli, czyli barki i miednicę. Możemy wyprowadzić dziecko w te pozycje, zarówno w jedną jak i w drugą stronę.

Pytanie jak podnieść dziecko z tej pozycji? Otóż układamy jedną rękę pod miednicą, cały czas pilnując tych długich pleców. Drugą rękę pod barkiem i pod głową i toczymy dziecko na swoje własne ciało.

Dopiero teraz wchodzimy głęboko ręką tak, żeby głowa znalazła się w zagłębieniu łokcia i układamy w miarę pod kątem dziecko do podłoża, żeby nie leżało w ten sposób, dlatego że tutaj zacznie się odginać do tyłu. Oczywiście, uwaga, muszę poprawić ułożenie i głowy, i barku. W związku z tym znowu pomagam sobie np. tak jak już pokazywałem, czyli przenoszeniem ciężaru ciała. Zobaczcie. W zależności od tego jak ułożę swoje ciało, tak się układa ciało dziecka, i tak się układa łopatka, kość ramienna, głowa, obręcz barkowa i biodrowa. Tutaj troszeczkę jest dziecko tak jakby gotowe do wyprostu. W związku z tym muszę znowu zapracować troszeczkę, ustawić nogę w odpowiedni sposób, przełożyć ją i teraz bardzo fajna rzecz. Często musicie poprawiać ustawienie miednicy i dziecka, bo ono się próbuje wysunąć pupą do przodu, chwytacie za kolano, lekko dociskacie do miednicy i obracacie je troszeczkę bardziej w tą stronę. Tak, żeby było trochę bardziej tyłem do was ustawione albo bardziej przodem.

Pozycja po karmieniu

Bardzo częstym problemem rodziców jest np. pozycja do odbijania, w jaki sposób to robić? Oczywiście terapeuci mają też tutaj jakiś pomysł na to. My lubimy układać zawsze dzieci asymetrycznie, dlatego że jest taka niepisana zasada, że tak naprawdę czystej symetrii nie ma, a symetria w biomechanice jest bardziej wypadkową naprzemiennej asymetrii, a nie symetrią. W związku z tym jeżeli mamy do czynienia z jakimiś problemami z asymetrią postawy dziecka, jego ciała, z jakimiś ograniczeniami ruchu po jednej stronie czy ograniczeniami wydłużenia jednej strony względem drugiej, to zawsze ćwiczymy z dzieckiem naprzemiennie asymetrycznie tak, żeby dać podobne doświadczenia wydłużenia, skrócenia dziecku z każdej strony i pokaże Wam jak fajnie układać dziecko na ramieniu np. po karmieniu. Nie będę udawał, że karmię, dobrze?

Bierzemy sobie dzieciaka na klatkę piersiową, wchodząc tak jakby miednicą pod głowę. Teraz układem kciuk na ramieniu, palce idą do ramienia, jednocześnie zabezpieczam głowę. Teraz cały się pochylam do przodu, układam dziecko trochę dalej od swojego ciała.

Teraz zamieniam ręce, układam kciuk pod pachą, dłonie pod rączką, ewentualnie pod głową. Teraz robię dokładnie to samo z drugą rączką dziecka i nie podnoszę dzieciaka do góry. Uwaga, z tej strony zabezpieczam kolanem albo do tego stopnia, albo do poziomu miednicy i tutaj mogę nawet dać dziecku taki bodziec, żeby urosło trochę do góry i teraz nie podnosząc dziecka pod pachy do góry tylko podnosząc je na swoim kolanie.

Pochylam się do przodu, układam pachę dziecka na swoim ramieniu, przytulam się głową. Teraz uwaga, wkładam rękę pod pupę tak, żeby zabezpieczyć też zgięcie nóg w stawach biodrowych, odchylając się do tyłu układam je na swoim ramieniu. Teraz szukam sobie gdzieś tutaj nogi, układam zagłębienie łokcia na piszczeli. W każdym razie na pewno ważne, żeby pod kolanem. Układam dłoni albo pod pupą, albo na boku dziecka jednocześnie dbając o to, żeby ten bok był wydłużony i w ten sposób sobie mogę dopracować ułożenie zarówno całego ciała jak i wszystkich części ciała dziecka, czyli np. nogi, kolana, barku, rąk itd.

To co jest bardzo ważne: zawsze zwracamy uwagę na to, żeby jedna część ciała, czyli jeden bok dziecka był minimalnie, ten na którym dziecko leży oczywiście, był minimalnie dłuższy, a drugi minimalnie krótszy. Nie ma sensu rozciągać za wszelką cenę dzieciaka, jeżeli się niepokoi, to możecie delikatnie wprowadzić coś, co my nazywamy puddingowaniem. To oczywiście nie jest profesjonalna nazwa „puddingowanie”, ale to jest coś pomiędzy potrząsaniem a wibracją. To takie delikatne drżenie rąk, zawsze dziecku pomaga. Musimy uważać, żeby ta noga nie wyleciała w dół, ale też żeby nie była za bardzo odgięta w bok, czyli żeby nie było za dużo odwiedzenia. Oczywiście wszystko robimy raz na jedną, raz na drugą stronę. To jest bardzo ważne i oczywiście cały czas dbamy o każdą część ciała dziecka tak, żeby się czuło bezpieczne. I bardzo ważna historia: nie możemy wysuwać dziecka za bardzo do tyłu, dlatego że wtedy traci kontrolę nad swoim ciałem, przede wszystkim nad swoją głową. Nie możemy za bardzo zsuwać dziecka w dół, dlatego że wtedy powodujemy bardzo duży dyskomfort na poziomie łopatki, kości ramiennej. Po prostu rozdzielność pracy i ułożenia jednej i drugiej części ciała i łopatki, i kości ramiennej, nie jest wystarczająco dojrzała w tym momencie. W związku z tym naprawdę warto poćwiczyć tego typu rzeczy z lalką szmacianką albo misiem, zanim weźmiecie do ręki swoje własne dziecko. Oczywiście do tego czasu nic się nie stanie, jeżeli będziecie wykonywali wszystkie rzeczy tak jak do tej pory. Natomiast warto się pobawić, warto.

Teraz zobaczcie w jaki sposób zdjąć dziecko z tej pozycji. Układam znowu rękę pod pupą dziecka dbając o to, żeby znowu zachować długie plecy. Zabezpieczam nogę, układam rękę wzdłuż boku dziecka i boku jego główki. Teraz pochylam się do przodu, nie odrywając swojego ciała od ciała dziecka. Pochylam się do tyłu, układam głowę w zagłębieniu łokcia i zachowując te tzw. długie plecy, obniżam tułów dziecka.

Zobaczcie, bardzo dużo jest takich ruchów naszego ciała do przodu, do tyłu, które pozwalają dziecku w odpowiedni sposób ułożyć głowę względem tułowia, miednicy itd.

Następna rzecz, obiecuję, że już prawie ostatnia, to jest zmiana pozycji dziecka. Oczywiście, jeżeli mamy bardzo małe dziecko, takie jak Mariana, możemy utrzymywać je mniej więcej w tej pozycji.

Tylko uwaga, zwróćcie uwagę na jedną rzecz, nie przyciskamy dziecka do siebie, bo wtedy ono uzyska zupełnie niepotrzebnie, nie do końca komfortową pozycję. Nasze ręce są oddalone od naszego tułowia, a ciało dziecka leży i na naszym brzuchu, na naszym torsie i w zagłębieniu łokcia i utrzymujemy też kontrolę ciała dziecka na poziomie miednicy drugą ręką. Ewentualnie, jeżeli potrzebujemy drugiej ręki, to możemy ułożyć palce pod udem dziecka, panując nad tą dolną nóżką, drugą możemy założyć jedną na drugą a tutaj np. otworzyć drzwi.

Co zrobić żeby przełożyć dziecko na drugą rękę, gdyż ta nam się zaczyna już troszeczkę męczyć. Układam rękę pod pupą dziecka, pochylam się do przodu i przytulam się do dzieciaka trochę bardziej w centrum swojego ciała. Teraz odchylając się do tyłu, układam dziecko skosem na swoim własnym ciele, jednocześnie obracając je z jednego boku na drugi. Teraz układam łokieć i całe swoje przedramię pod ciałem dziecka, przygotowuję swoje ramię, żeby główka dziecka ułożyła się na tym ramieniu i w ten sposób mogę dzieciaka przełożyć na drugą stronę. Jeżeli mi się nie podoba albo dziecku nie podoba się ułożenie jego ręki, mogę odciążyć tę rękę poprawić jej ułożenie i ułożyć dziecko na nowo. To co jest niesłychanie istotne, to jest to żeby nie zginąć ciała dziecka, tylko dać mu poczucie pełnej jego długości, wszystkich jego, jego możliwości. To nie jest strasznie trudne. To wygląda tak, że jest to bardzo skomplikowane, ale naprawdę, jeżeli poćwiczycie tydzień, dwa z lalką szmacianką albo z misiem, na pewno wam się to uda.

W zasadzie wszystkie porady dotyczące handlingu znajdziecie w projekcie “Mamo, tato, co ty na to?”, zarówno na YouTubie, jak i, to bardziej polecam, w książce i filmie pod tym samym tytułem. Dlatego dzisiaj już was nie będę męczył i miłej zabawy z lalką szmacianką, a potem z własnym dzieckiem.

KN: Pawle okazało się, że Marian jest bardzo współpracującym dzieckiem.

PZ: On już wie o co chodzi… Zresztą dzieciaki też bardzo szybko się tego uczą i dzieci mają cudowną zdolność takiej bardzo trafnej oceny tego, czy coś z sensem i dobrze z nimi robimy, czy. I bardzo szybko wsiąkają w te techniki, dlatego że czują, że one same z tego korzystają. Także poza taką korzyścią czysto, jakby to powiedzieć, techniczną, rozwojową itd. mamy po prostu z tego niezły fun i rodzice też wielką przyjemność.

KN: Właśnie ja jako puentę bardzo chciałabym dodać, że to jest cudowne, że rodzic wykonując codzienne czynności może jednocześnie pomóc w rozwoju swojemu dziecku.

PZ: To jest klucz do rozumienia handlingu w ogóle, handlingu terapeutycznego w szczególności, bo tak naprawdę nie mamy w zwyczaju obciążać rodziców czymś, co przerasta ich możliwości. To nie dlatego, że oceniamy źle ich możliwości i chęci, tylko dlatego, że po prostu tak bardzo skomplikowana jest terapia, a handling daje im wszystko, czego potrzebują i też nie zaburza jednej bardzo, bardzo ważnej rzeczy, na którą szczególnie zwracamy uwagę.

Rodzic w całym tym procesie terapeutycznym i procesie wspomagania swojego dziecka w rozwoju, ma zostać rodzicem, a nie terapeutą.

KN: Bo jeśli terapeuta jest potrzebny, to się do niego udajemy.

PZ: Tak jest.

KN: Dziękuję Ci za dzisiejszą rozmowę.

PZ: Dzięki.

KN: To zapraszamy na kolejny odcinek.

 

Zobacz również:

Poradnik opieki

 

Pośpiesznym na świat – O rozwoju wcześniaka

Shopping Cart
Przewiń do góry