fbpx
Pośpiesznym na świat – odcinek 40 – 620 gramów szczęścia

Pośpiesznym na świat – odcinek 40 – 620 gramów szczęścia

W tym szczególnym dla każdego dziecka i rodzica dniu, chcemy Was zaprosić do obejrzenia odcinka o małym wojowniku i jego rodzinie, która codziennie walczy o jego przyszłość.
Patryk ma 5 lat i urodził się jako skrajny wcześniak.
Dlaczego historia Patryka jest tak wyjątkowa? Ponieważ urodził się w domu.
Był to 24. tydzień ciąży, a maluch ważył zaledwie 620 gramów.

Zapraszamy do subskrybowania naszego kanału: https://www.youtube.com/c/FundacjaWcześniakPośpiesznymNaŚwiat/videos. Poniżej znajdziecie też linki do innych nagrań z poradami dla rodziców wcześniaków.

 

Katarzyna Nawrocka: Dzień dobry. W dzisiejszym odcinku programu „Pośpiesznym na świat” chciałam Was zaprosić na spotkanie z Patrykiem i jego mamą. Magda, będziemy dzisiaj rozmawiać o Waszej historii, o Patryku. I my już z Patrykiem jesteśmy zaprzyjaźnieni, ale może przywitajmy się do naszych widzów. Pomachamy?

Magdalena Kochańska: Dzień dobry, witamy. Zrobimy „Cześć”, Patryś?

KN: A nie, ja nie będę narzekać, dlatego że Patryk jest zapatrzony we mnie, więc możemy to tak zostawić. Chciałam Was zapytać o to, jak to się wydarzyło, że Patryk jest wcześniakiem.

MK: A to już by trzeba było zapytać o ten plan Patrysia, bo to jest taki mały fighter.

KN: On miał swój plan.

MK: On miał swój plan. Poinformował mnie o tym troszeczkę za późno, czyli w 24. tygodniu ciąży.

KN: Czyli był skrajnym wcześniakiem.

MK: Tak, był skrajnym wcześniakiem. Tak naprawdę na granicy przeżywalności. To wszystko to jest nic, bo takie wcześniaki się rodzą i żyją, i mają się całkiem nieźle. Ale Patryk stwierdził, że on musi być tym wyjątkowym wcześniakiem no i niespodziewanie urodził się w domu.

KN: W domu?

MK: Tak.

KN: To była taka bardzo duża niespodzianka.

MK: No, taka bardzo, bardzo duża niespodzianka, bo byliśmy dopiero 3 dni po badaniach u naszego ginekologa, po kontroli.

KN: I oczywiście wszystko było w porządku.

MK: No powiedzmy, że w takim małym cudzysłowie, ponieważ ja jestem po operacji szyjki macicy, więc było zagrożenie, że poród będzie przedwczesny, ale nie aż tak przedwczesny. I tego się nie spodziewaliśmy. No i Patrysio sobie tak przyszedł na świat zupełnie niespodziewanie i z takim wielkim przytupem bym powiedziała.

KN: Nasi widzowie nie wiedzą, ale my wiemy, że Patryk jest teraz bardziej zainteresowany tym, co dzieje się na monitorze. Więc my sobie spokojnie będziemy rozmawiać, a niech on bawi się tutaj i zachowuje tak, jak ma ochotę. Czyli przyszedł na świat w domu?

MK: Tak. To było popołudnie, późne popołudnie. Oglądam sobie z córką telewizję, jakiś tam program i w pewnym momencie po prostu poczułam bardzo duży ból i jakby wiedziałam od razu, że zaczynam rodzić. Wyprosiłam córkę z pokoju. Już teraz takich totalnych szczegółów to Ci Kasiu nie opowiem, natomiast wezwałam pogotowie. Zanim skończyłam rozmawiać z pogotowiem, urodziłam go w całym worku płodowym, więc tak naprawdę nie wiedziałam, co tam jest. Instynkt macierzyński podpowiedział mi to, żeby ten worek rozerwać. Zobaczyłam, że tam jest mały.

KN: Mały Patryk.

MK: Małe takie o, łobuz teraz duży jest. I co było dalej? Dalej było to, że wzięłam go na rękę i zaczęłam płakać, że on nie żyje, bo byłam pewna. No i najciekawsze z tego wszystkiego okazało się to, że ja zobaczyłam, że on oddycha. Trzymając go na jednej ręce, nie odcinając pępowiny, bo jakby też zabrakło mi rąk po prostu, zaczęłam mu malutkim palcem masować śródpiersie czekając na pogotowie. Przyjechało pogotowie i to też nie spieszyli się zbytnio, bo jakby nie znali do końca sytuacji. Córka zachowała na tyle zdrowego rozsądku, mimo dziesięciu lat, że czekała na nich na dole i tylko powiedziała „biegnijcie szybko, bo mama już urodziła”. No i wtedy rzeczywiście już wbiegli na górę. I nie wiem, kto był w większym szoku: ja, czy pogotowie, czy w ogóle trudno powiedzieć. No i też tutaj pogotowie pierwsze, które przyjechało, które stanęło na wysokości zadania i zaczęło próbować go chociaż reanimować, bo nie mieli żadnego sprzętu do reanimacji takiego małego dzieciaczka. No i mieli dobrą wolę, bo mogli w ogóle nie podejść do reanimacji go, tak. Mogli stwierdzić po prostu zgon, z tych informacji, które ja później otrzymałam. Mogła mieć taka sytuacja miejsce. Natomiast widząc moje samozaparcie i walkę o niego, no to zrobili wszystko. Zresztą do dzisiaj się przyjaźnię z jednym z ratowników. Mamy ze sobą kontakt.

KN: Pięknie.

MK: I pierwsza karetka powiedziała, że jest szansa wezwania karetki neonatologicznej. No, ale też się nie nastawiałam na cuda, bo nie wiadomo, czy będzie wolna, czy będzie taka możliwość, żeby przyjechała. No, ale tutaj chyba fighter naprawdę miał więcej szczęścia w tym wszystkim, bo była wolna karetka, była niedaleko, bo na Bemowie, więc bardzo szybko przyjechała. I szczerze mówiąc to, co się działo dalej, to już niewiele pamiętam. Niewiele pamiętam z racji tego, że ja… jakby mną się nie pozwoliłam zająć, bo dla mnie Patryk był najważniejszy. Potem szpital. Ja trafiłam do szpitala na Wolskiej, Patryś na Kasprzaka i jedna wielka niewiedza przez pierwszą noc.

KN: Czyli trafiliście do Instytutu Matki i Dziecka?

MK: Tak, Patryś trafił do Instytutu Matki i Dziecka, ale żadnych informacji nie miałam. Nie wiedziałam, czy mój Patryk żyje czy nie żyje, co się z nim dzieje. No i rano trafiłam, przyjechała koleżanka, poszłyśmy – ja po operacji w nocy, po porodzie, poszłam na piechotkę do szpitala obok, żeby zobaczyć, czy on jest. No i był. I żyje i jest.

KN: I pokażemy jego zdjęcia.

MK: Dobrze.

KN: Jak się urodził. Pokażemy to maleństwo, żeby nasi widzowie mogli zobaczyć, jaki teraz jest duży chłopak i jaka jest różnica. Jak długo byliście w szpitalu?

MK: W szpitalu spędziliśmy 160 dni. Ponad pół roku walki, naprawdę heroicznej walki lekarzy, pielęgniarek. Super ekipy, która dała bardzo dużo z siebie. Wydaje mi się, że tam każdy stawał na maksymalnej wysokości zadania. I przy tym atmosfera, która tam była. Ja nikomu tego nie życzę (przebywania na takim oddziale). Dźwięki, które tam są, sytuacje, które się zdarzają. Jest strasznie przytłaczające, tak. Ale wszyscy wierzyliśmy gdzieś tam w to, że te wszystkie dzieci będą żyły i będą się miały jak najlepiej. Patryś, jak widać, przez pierwszy czas miał nie żyć w ogóle, a potem miał w ogóle nie chodzić. Miał być roślinką, miał nie mówić. A chodzi jak chodzi, po swojemu, bo po swojemu, ale chodzi. Czasami zaliczamy jakiś tam drobny upadek, co widać tutaj chociażby, czy na kolanach, ale chodzi. Czyli dzięki wielkiej też pracy rehabilitantów i nie tylko, no można coś osiągnąć. Nie wolno się poddawać na pewno w takich sytuacjach.

KN: Wspominałaś też, że miał nie mówić i widzimy, że mówi po swojemu, ale bardzo ładnie potrafi powiedzieć „tak”, a jeszcze głośniej – „nie”.

MK: To znaczy, zaczął od „nie”. Najpierw było „mama”, a potem było „nie”.

KN: Także komunikuje również swoje potrzeby.

MK: Tak. To znaczy względnie ja to rozumiem. Ania, czyli moja córka 16 latka, też to rozumie. Myślę, że osoby z zewnątrz niekoniecznie. A jeżeli nie zrozumieją tego, co on powie, to jest tak nauczony, że musi pokazać.

Halo, jesteś pod stołem, nie ma Cię w kamerze. Chodź do góry.

KN: To porozmawiajmy trochę o tym, jak wyglądał Wasz pobyt w szpitalu. No, bo 160 dni to brzmi strasznie ciężko. Podejrzewam, że mieliście wiele badań, jakieś zabiegi.

MK: To jest jedna wielka księga badań, wyników, ekspertyz i tak dalej i tak dalej. Tego było bardzo dużo. No chociażby tak: Patryk przeszedł operację na zamknięcie przewodu Botalla. Nie pamiętam, ile wtedy ważył gramów, ale chyba coś koło 700.

KN: A nie wspominałyśmy, ile ważył, jak się urodził.

MK: No właśnie! 620 gramów szczęścia. Więc to jest taka waga naprawdę bardzo niska. Znaczy na pewno są, z tego co wiem, są wcześniaczki z dużo niższą masą urodzeniową. Natomiast z informacji, które posiadam, tak małego wcześniaka urodzonego w domu, który żyje to chyba w Polsce nie ma.

KN: Tym bardziej jest to inspirująca historia. No to wróćmy w takim razie do tych niestety przykrych badań i zabiegów.

MK: Kasia, starałam się być od rana do wieczora w szpitalu. Różnie to wychodziło. Nie powiem, że też miałam lepsze i gorsze dni pod względem psychicznym, ponieważ jestem z dziećmi sama, więc różnie z tym bywało. Natomiast starałam się być praktycznie codziennie u małego. Mega dużo w ogóle emocji jest różnych w takim szpitalu, bo zżywamy się wszyscy ze sobą. Rodzice, rodzice innych wcześniaków. Staramy się też, przynajmniej tak było jak Patryk był w szpitalu, wszyscy po części znaliśmy swoje historie. I to dużo daje. Wydaje mi się, że takie wsparcie dla mam, które tam jakby zostają rzucone na głęboką wodę, przepraszam nie tylko dla mam, ale rodziców, wsparcie innej mamy, która przechodzi dokładnie to samo, bądź bardzo podobnie, jest bardzo, bardzo ważne. Akurat w Instytucie Matki i Dziecka są wspaniali lekarze i pielęgniarki, które też tworzą taką rodzinną atmosferę, gdzie się wszyscy znamy, rozmawiamy, dzielimy tymi i dobrymi wiadomościami, i też tymi złymi wiadomościami, bo to nie jest tylko fajnie, znaczy fajnie, mieć kogoś komu się powie te złe rzeczy, ale też i te dobre rzeczy.

KN: Trzeba się pochwalić.

MK: Tak, czerpać siłę. Więc wydaje mi się, że Patryś trafił najlepiej jak mógł, jeżeli chodzi o ten Instytut. Więc tak, jak mówiłam, miał ten zabieg na przewód Botalla, dwie przepukliny, 3 razy miał podawane pod narkozą leki w gałki oczne. Później, nawet jak wyszedł ze szpitala, to kolejne oczy, żeby oczywiście uniknąć retinopatii wcześniaczej, miał podawany laser. Rok temu miał kolejną operację na oczy, żeby troszeczkę z tym zezem powalczyć. Wiemy, że na pewno będzie czekała nas kolejna operacja w tym zakresie. To są cały czas przygody. Z takich śmieszniejszych sytuacji, no nie zawsze może śmiesznych, to jak się wchodzi na oddział, wie się, w którym miejscu stoi inkubator. Już ma się to, że tak powiem, z zamkniętymi oczami widzi i wchodzi się, a dziecka np. nie ma. I jest wtedy…

KN: To nie jest śmieszna sytuacja.

MK: No nie jest śmieszna sytuacja, ale jak Patryczek już był większy i jakby nie wymagał takiej dużej ilości tlenu, to ciocie pielęgniarki bardzo o Patrysia dbały, żeby był kangurowany, jak mamy nie było, przytulany i gdzieś tam czuł tą obecność i ciepło. No i po prostu Patrysia zabierały. No to wtedy było to dobre, tak. A jak gdzieś tam był na badaniach, no to był kolejny stres, czy jest dobrze, czy wróci itd. W międzyczasie miał olbrzymiego naczyniaka pod gałką oczną. I tu też były różne podejrzenia co będzie, czy to jest naczyniak, czy to jest guz, ewentualnie jak to wyleczyć. No wyleczyliśmy go jeszcze jak był na terenie Instytutu. Jakby sam ten pobyt ponad pół roku w szpitalu to jest nic, bo przy takiej dysplazji oskrzelowo-płucnej, jaką miał Patryk, to dochodzi do bardzo częstych infekcji, tak. I Patryk wyszedł 23 czerwca ze szpitala, a od stycznia następnego roku już był z powrotem w szpitalu. Niestety było tak źle, że był znowu pod respiratorem. Znowu sytuacja była krytyczna. Wyszedł z tego, więc tak naprawdę przy tego typu schorzeniach to nigdy nie ma gwarancji, że ten szpital się skończy i na jak długo.

KN: Ale wspominałaś przed przyjściem do studia, że Patryk chodzi do takiego specjalnego przedszkola.

MK: Tak, po pięciu latach jak spędzam z Patrykiem dzień w dzień i jeździmy po różnych zabiegach, rehabilitacjach, pedagogach i w ogóle, i w ogóle, i w ogóle logopedach i tak dalej, zaczęłam szukać troszeczkę odpoczynku. Możliwości, żeby ktoś mi dał tego odpoczynku. No i trafiliśmy do przedszkola Ooniwerek, do pani Joanny Palicy, która prowadzi przedszkole specjalne – terapeutyczne, która daje mi masę takiego obciążenia mnie od właśnie tych wszystkich wyjazdów, dojazdów itd. Mam wtedy 3-4 godziny czasu powiedzmy dla siebie, aczkolwiek to i tak nigdy nie jest tak, że to jest tylko dla mnie ten czas. A Patryś wtedy ma różne fajne zajęcia. Jest w grupie 5-osobowej. Ma świetnych opiekunów, terapeutów i widać, że chce tam chodzić. I jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Póki będzie mnie stać na to, żeby Patryka tam dowozić i mam nadzieję, że nasze auto wytrzyma to. Chociaż różnie z tym bywa, bo już raz mieliśmy taką sytuację, że musiałam dzwonić do pani Joanny i na szczęście przywiozła Patryka do domu, bo inaczej by mały chyba został na weekend, bo to oczywiście musiał być piątek. Ale jeżeli tylko będzie taka możliwość, to będę chciała, żeby Patryk tam był jak najdłużej.

KN: Ktoś tu jest śpiący chyba.

MK: Halo, łobuzku.

KM: No dobrze, dałyśmy Patrykowi odpocząć, niech sobie tam posiedzi z ciociami i trochę się uspokoi, a my kontynuując rozmowę chciałabym, żebyśmy opowiedziały o tym, jak wygląda teraz Wasze życie. Bo wiemy już, że byliście bardzo długo w szpitalu. Wiemy, że Patryk przeszedł chyba wszystkie powikłania wcześniacze, jakie można sobie wyobrazić. Mówię „chyba”, bo wiem, że rozmawiałyśmy przed wejściem do studia, że na szczęście uniknął tych takich bardzo, bardzo konkretnych jak wylewy.

MK: To znaczy miał wylew pierwszego, drugiego stopnia, natomiast one się wchłonęły. Więc jestem dobrych myśli, że tutaj jakby no będzie dobrze. Ale tak, jak sama widziałaś, nie chodzi prawidłowo. Z tym mamy duży problem. Mamy problem z chociażby z dofinansowaniem na ortezę. Jednak to są koszty bardzo duże. Ja, tak jak mówię, jestem sama z dwójką dzieci i uzyskuję jakby pomoc z zewnątrz. Staram się tam, gdzie mogę uzyskać jakiekolwiek dofinansowania, bądź pomoc od osób prywatnych. No bez tego bym nie dała rady, to od razu w ogóle nie ma dyskusji. Z tego, co daje mi państwo w zamian za to, że ja musiałam zrezygnować z pracy i opiekuję się tylko dzieckiem, no to chyba wszyscy wiemy, że są tak nieduże pieniądze, że… Najgorsze jest w tym wszystkim Kasia to, że o wszystko trzeba walczyć. Że nikt do Ciebie nie przyjdzie i nie powie: „Słuchaj, jesteś w takiej i takiej trudnej sytuacji, masz takie i takie opcje wyjścia”. No tego w naszym kraju nie ma. To wszystko jest wywalczone, wyproszone, wychodzone.

KN: Ja wiem, że to jest trudne i jak najbardziej przyznaję Ci rację. Chciałabym podejść do tego od takiej bardziej optymistycznej strony, bo widzę, że świetnie sobie radzisz. Ja wiem, że jest trudno czasami. Pewnie masz takie dni, że chciałabyś to wszystko rzucić i mieć święty spokój, ale nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała, że jestem dumna, że zadbałaś również o siebie, bo wiem, że przedszkole jest przede wszystkim dla Patryka. On tam pewnie ma obycie z innymi dziećmi, nabywa zdolności społecznych, ma rehabilitację, uczy się. Są prowadzone ćwiczenia, uczy się mówić i to jest dla dziecka i wszystko jest. Nie tylko rodzice wcześniaków, ale po prostu rodzice wszystko robią dla dziecka. Ale wspomniałaś, że dzięki temu masz te 3 godziny, czasami więcej, czasami mniej w ciągu dnia wolnego. Czyli dbasz również o siebie i to jest naprawdę godne podziwu.

MK: Kasia, bo uważam, że w tym wszystkim, w tym całym pośpiechu, w tej całej walce i staraniach o różne rzeczy, musimy pomyśleć też o sobie. Do tego mnie namawiali znajomi, do tego nawet właścicielka przedszkola mnie namawiała mając własne niepełnosprawne dziecko, więc znając ten temat od podszewki. Jeżeli nie znajdziemy tej chwili odsapnięcia dla siebie, to skąd ja bym miała czerpać tę siłę. Wiesz, to różnie bywa. Ja mówię, to są 3-4 godziny, no bo jest dojazd, ja muszę wrócić i tak dalej. Powiem Ci z ręką na sercu, że pierwsze chyba 3 czy 4 dni jak zawoziłam Patryka do przedszkola, wracałam do domu i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.

KN: No, bo do tej pory byliście cały czas razem.

MK: Do tej pory byliśmy cały czas razem, cały czas jakby coś się działo. Było jak nie piciu, to coś innego. Jak nie zabawki, to też coś innego. Jak nie ćwiczenia, to… Zawsze było coś. A tutaj nagle zostaję ja i córka i jest konsternacja: co z tym czasem zrobić.

KN: Mam wolne.

MK: Mam w końcu tę parę ładnych minut wolnego dla siebie. Pierwszy ten czas, kiedy był w przedszkolu przesiedziałam w kuchni robiąc zupełnie nic. Nawet nie wiedziałam, kiedy ten czas mi upłynął. Drugi przespałam. Nastawiając sobie budzik, żeby zdążyć jechać do przedszkola. Więc gdzieś tam odreagowywałam. No teraz już jest jakby też inaczej. Natomiast to też nie jest do końca tak, że Patryk chodzi do przedszkola i ja mam wolne. Bo na przykład w ubiegłym miesiącu był tylko dziewięć dni w przedszkolu. Miesiąc wcześniej też był tylko 9 dni w przedszkolu. Jednak ciągle ta odporność nie jest taka, jaka powinna być. No i łapie te choróbska. No i wtedy musi zostać w domu. Tak, jak mówię, też mieliśmy awarię samochodu i jakby też nie mógł dojechać.

KN: Ale ja Ci tutaj przerwę, dlatego że oczywiście wcześniaki mają obniżoną odporność i jakby już niestety nic z tym nie zrobimy. Ale też trzeba brać pod uwagę, że każde dziecko, które wybiera się do przedszkola ma zamiar rodzicom zrobić na początku takiego psikusa i cały czas chorować. I niestety tak jest. No, ale są sytuacje, w których niestety rodzice nie mogą oddać dziecka do przedszkola i wtedy też spędzają 24 godziny z tym dzieckiem. A Ty jednak ten zapas masz. Rozumiem, że mogłaś mieć problem z tym, żeby się odnaleźć, bo to jest taki szok nagle. Mam wolny czas, co ja mam z nim zrobić? Zwłaszcza, że wspomniałaś, że Patryk ma rodzeństwo.

MK: Tak, ma siostrę.

KN: Teraz to już nie jest dziewczynka mała, tylko to już jest nastolatka. Więc ona również nie wymaga w tej chwili takiej opieki, prawda, żebyś np. musiała ten wolny czas od Patryka to, nie chciałabym, żeby to źle zabrzmiało „wolny czas od Patryka”, ale jakby ten wolny czas musiała poświęcać jeszcze małemu dziecku w tej chwili.

KN: No nie, na szczęście to było zupełnie odwrotnie, bo tutaj – no, a co, no pochwalę się – moja córka jakby teraz kończy 16 lat, dokładnie 2 czerwca, więc chwila chyba po emisji. Ona jest takim innym dzieckiem. Ona jest takim dorosłym dzieckiem, więc nie muszę jej aż tyle poświęcać. Wiadomo, lubimy ten czas spędzać razem. A chwalę się chociażby tym, że jak Patryk był w szpitalu, czyli moje dziecko wtedy miało 10 lat, zawsze jak wracałam do domu wieczorem miałam ciepły posiłek, który mała przygotowała sama. Będąc sama w domu pod opieką sąsiadów, którzy jakby w naszej klatce mieszkają. Musiałam o tym wspomnieć.

KN: Bardzo się cieszę, że o tym wspomniałaś. Ja bardzo pozdrawiam w takim razie Twoją córkę i gratuluję. Jeśli się zgodzi, to bym chciała Cię namówić na pokazanie też córki. Oczywiście ma prawo powiedzieć „nie”, więc będziemy pokazywać tylko zdjęcia Patryka. Ale zapraszam, bo tak, jest gdzieś coś takiego, że te starsze rodzeństwo w momencie, kiedy młodsze rodzeństwo jest chore, albo jest wcześniakiem, albo boryka się z jakimiś problemami, szybciej dorośleje. Jest takie bardziej odpowiedzialne, prawda?

MK: To znaczy,  powiem Ci, że był taki moment przełomowy, jak ja urodziłam Patrysia. Patryk był w szpitalu. No i gdzieś ta mama zniknęła nagle mojej Ani. To był taki moment, że Ania mówi „Mamo, Ciebie nie ma w tym domu, Ty ciągle gdzieś wychodzisz, a ja jeszcze tego brata nie widziałam.” Bo ona nie widziała. Ona tylko widziała przez okno, że lekarz wynosi zawiniątko.

KN: Czyli ona nie mogła wchodzić na oddział tam, gdzie jest inkubator?

MK: Oficjalnie nie mogła, ale tak się udało załatwić któregoś pięknego dnia, że po prostu ja mówię: „Słuchajcie ja muszę mojej Ani pokazać Patryka”, bo ciężko jest wytłumaczyć dziesięcioletniemu dziecku, że twój brat na pewno tam jest i on tam żyje mimo pokazania zdjęcia. Ona musiała po prostu namacalnie to zobaczyć. I pojechała ze mną do szpitala. Była przy inkubatorze, zobaczyła brata, dotknęła brata i już wtedy jakby jej, odzyskała ten spokój wewnętrzny. I wiedziała, dlaczego mamy nie ma. Ona jest bardzo za Patrykiem, bardzo i bardzo dużo mi pomaga.

KN: No dobrze, bo my się rozgadałyśmy, ale to bardzo dobrze. Bardzo się cieszę. No jak koleżanki przy kawie, więc dopytam Cię o jeszcze jedną rzecz. Ja chyba już o to pytałam, ale popłynęłyśmy z tematem, o Waszą codzienność. No, bo tak, bo Patryk jedzie do przedszkola. Oczywiście, jeśli jest zdrowy, ale co się dzieje dalej? Bo mamy też rehabilitacje, mamy wizyty u specjalistów, które są kluczowe jeśli chodzi o wcześniaki.

MK: No cały czas są te wizyty. Tego nie unikniemy. Jakby są dni, że Patryk nie idzie do przedszkola, bo gdzieś właśnie musimy jechać na jakąś kontrolę. Chodzi też na jeszcze dodatkowe rehabilitacje po przedszkolu. No też mamy ten czas wspólny dla siebie, czyli gdzieś tam wiadomo posiłek, bo Patryk wraca z przedszkola, więc jemy wspólne obiady, bo to jest ten czas tak jakby dla nas. Dla mnie, dla mnie i dla Patrysia. Jak jest pogoda oczywiście są spacery. Mamy dwa psy w domu, więc też trzeba zadbać o nasz zwierzyniec. No i tak spędzamy czas. Jeździmy również na konie, bo mamy przyjaciół, którzy mają konie i jakby tutaj ten kontakt ze zwierzętami dla Patryka jest bardzo ważny, bo jednak to jest inna, powiedzmy brzydko tak kolokwialnie nazwę, faktura, więc może podotykać. Widzi, że to jest zwierzę żywe, że wchodzą w jakieś interakcje. Patryk się kompletnie nie boi koni, więc głaszcze je, przytula się do nich. No myślę, że to są bardzo fajne nasze wspólne momenty. Tak spędzamy czas. Natomiast zanim Patryk trafił do tego przedszkola, to ja jeździłam dzień w dzień przez np. trzy tygodnie do Zagórza do szpitala neurologicznego, czyli ponad 50 kilometrów w jedną stronę, żeby Patryk tam miał część tego, co ma w tym przedszkolu.

KN: Ja bym bardzo chciała, żebyś skontaktowała mnie z właścicielką tego przedszkola, bo czuję, że to będzie kolejna bardzo inspirująca historia. Tak na sam koniec chciałam powiedzieć, że bardzo Ci gratuluję. Brawa dla starszej siostry Ani, bo to, że jest tak za Patrykiem i to, że tak Ci pomagała to jest wyjątkowe. Jeśli chodzi o Patryka, to bardzo się cieszę, że do nas przyjechał, że mogliśmy się w końcu poznać, bo tak znamy się tylko przez maile. My się znamy przez maile i ja znam historię Patryka z internetu i z gazet. Wiem, że prężnie promujesz Waszą historię, no bo sytuacja jest taka, jaka jest. A jeśli chodzi właśnie o Waszą historię i o koszty, które niestety się pojawiają, chciałam Ci tylko wspomnieć, bo nasi widzowie nie wiedzą, ja już wiem, że Patryk nie jest podopiecznym Fundacji Wcześniak. Ale nic się nie dzieje, dlatego że nasza Fundacja pomaga również takim dzieciom. A my posiadamy taki dział, taki aspekt działalności naszej Fundacji, który jest wypożyczalnią i tam możemy pomóc przy zorganizowaniu jakiegoś potrzebnego sprzętu. Także skontaktujemy się i jeszcze o tym porozmawiamy. A na razie co? Ja bym proponowała, żebyśmy poszły sprawdzić, czy Patryk nam tam nie zasnął.

MK: Nie ma sprawy. Lecimy.

KN: Bardzo Ci dziękuję.

MK: Dziękuję Kasiu również bardzo.

KN: To zapraszamy na kolejny odcinek.

 


Poprzedni odcinek:

Pośpiesznym na świat – odcinek 39 – Świadczenia z tytułu niepełnosprawności dziecka

 

Miś dla wcześniaka