Tak, stało się – jesteśmy rodziną wielodzietną!

Tak, stało się – jesteśmy rodziną wielodzietną!

Małgorzata Kliś, mama Paulinki (28. tydz.), Maksymiliana (38. tydz.) i Aleksandra (39. tydz.)

Tak, stało się – jesteśmy rodziną wielodzietną! Kilkanaście lat temu, kiedy w 28. tygodniu ciąży urodziła się maleńka Paulinka, wydawało się, że pozostanie jedynaczką. Jednak siła marzeń o domu rozbrzmiewającym tupotem małych stóp i dziecięcym śmiechem zwyciężyła. Kiedy Paulina skończyła 2 latka, minął najtrudniejszy czas związany z jej przedwczesnym pojawieniem się na świecie. Skończyły się nieustanne wędrówki po specjalistach, rehabilitacje i ciągłe obserwacje jej rozwoju. Odetchnęliśmy. Nadrobiła wszystkie opóźnienia i większość ludzi, patrząc na nią, nigdy nie pomyślałaby, jak ciężkie były jej pierwsze chwile na tym świecie. Pełni obaw spróbowaliśmy jeszcze raz.

 

Niestety druga ciąża, pomimo najlepszego lekarza prowadzącego, starannie wybranego szpitala zakończyła się zdecydowanie za wcześnie. Byłam młodą kobietą (zaledwie 22 lata). Miałam pretensje do całego świata. Dlaczego jako silna, zdrowa kobieta nie potrafię donosić ciąży? Początkowo próbowałam zapomnieć o chęci posiadania kolejnego dziecka. Próbowałam wmówić sobie, że można być szczęśliwym rodzicem jednego dziecka. Jednak ten stan nie trwał długo. Z natury waleczna postanowiłam nie oglądać się za siebie. Ciąża z Maksymilianem nie należała do łatwych. Ciągły strach towarzyszył każdego dnia, które to dni sumiennie przeliczałam na tygodnie upływającej ciąży. Wtedy nie było dostępu do internetu. Pozostawało czytanie książek i oglądanie telewizji. Czas płynął zdecydowanie za wolno. Jednak, kiedy przez cesarskie cięcie urodził sie praktycznie w terminie (38. tydzień) śliczny, zdrowy chłopczyk, wszelkie niepokoje przestały być ważne. Moja wcześniaczka została dumną trzyletnią siostrą.

Upłynęło kolejne kilka lat, dzieci szybko urosły i w domu nastała cisza. Pomyślałam, że fajnie byłoby jeszcze raz zostać rodzicami. Ciąża była ogromnym zaskoczeniem. Spodziewałam się wielu miesięcy leżenia i pilnowania, żeby tylko nie urodzić za wcześnie. Jednak okazało się, że ciąża trzyma sie wspaniale, a ja do 8. miesiąca pracowałam. Bez kłopotu, mając 35 lat, donosiłam do 39. tygodnia naszego Aleksandra. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że strach w głębi duszy pozostaje zawsze, ale z upływem czasu wiele szczegółów się zaciera. Zapominamy o złych rzeczach, które nas spotkały i wtedy ciąża przechodzona jest z większym spokojem. Droga Mamo wcześniaka, jeśli czytasz ten tekst i zastanawiasz się, czy kiedykolwiek starczy Ci odwagi, by Twoje dziecko miało rodzeństwo, podpowiem, że warto ten strach przezwyciężyć. To, że pierwsza czy druga ciąża jest trudna, wcale nie znaczy, że kolejna też taka będzie. Mam nadzieję, że moja historia będzie inspiracją dla kobiet, które mają obawy i wątpliwości w kwestii rodzeństwa dla swoich wcześniaczków.