Terapia SI

Pośpiesznym na świat – Terapia SI wcześniaków

Terapia SI jest znana wielu rodzicom wcześniaków. Z powodu nadwrażliwości lub podwrażliwości na różne bodźce, dzieci urodzone przedwcześnie często korzystają z tej formy terapii. Zdarza się, że konsultacja z terapeutą SI pozwala zdiagnozować problemy, które pojawiły się w rozwoju dziecka, jednak nie została odnaleziona ich przyczyna w innych gabinetach lekarskich i rehabilitacyjnych.

O tym, czym jest terapia integracji sensorycznej, kiedy ją wdrożyć, na czym polega, co może być przyczyną i objawem zaburzeń integracji sensorycznej u wcześniaka, rozmawialiśmy z dr n. hum. Martą Wiśniewską.

  • Co to jest integracja sensoryczna?
  • Terapia SI wcześniaków.
  • Diagnoza zaburzeń integracji sensorycznej wcześniaków.
  • Na czym polega terapia SI?
  • Dieta sensoryczna.
  • Nadwrażliwość i podwrażliwość sensoryczna.
  • Ile trwa terapia integracji sensorycznej wcześniaków?
  • Różnice w rozwoju sensorycznym między dziećmi urodzonymi o czasie a wcześniakami.
Subskrybuj nasz kanał

Katarzyna Nawrocka: Dzień dobry, witam Was w programie „Pośpieszny na świat”, w którym porozmawiamy o integracji sensorycznej z panią doktor n. hum. w zakresie pedagogiki Martą Wiśniewską.

MW: Dzień dobry.

KN: Biorąc pod uwagę, że będziemy rozmawiać o terapii, którą stosuje się podczas zaburzeń integracji sensorycznej, to na początek chciałam zapytać, co oznacza to pojęcie „integracja sensoryczna” oraz na stałe weszło do słownika medycznego.

Co to jest integracja sensoryczna

MW: Pojęcie to oznacza odbiór, rejestrowanie, przetwarzanie bodźców zmysłowych, czyli jest to taki proces neurofizjologiczny, który towarzyszy nam od poczęcia do śmierci, bo te bodźce przetwarzamy cały czas. Jeśli chodzi o termin, został wprowadzony do użytku w latach 20. XX wieku, ale spopularyzowała go dr Jean Ayres przy okazji wprowadzania idei teorii integracji sensorycznej.

KN: Czyli integracja sensoryczna to emocje, zmysły, odczuwanie?

MW: Też. Dzisiaj bardziej używamy pojęcia „procesy przetwarzania sensorycznego” i w związku z tym dalej – „dysfunkcje przetwarzania sensorycznego”, czy zaburzenia przetwarzania sensorycznego. De facto na poziomie funkcjonalnym, behawioralnym, widzimy to u dzieci po prostu w zachowaniu, w tym, jak sobie radzą z zadaniami życiowymi, czy to na poziomie noworodka, czy osoby dorosłej.

Terapia SI wcześniaków

KN: O takich symptomach chciałabym jeszcze z panią porozmawiać, ale zanim to nastąpi, skupmy się na specjalnym pacjencie, jakim jest wcześniak. Proszę powiedzieć, jak często u wcześniaków obserwujemy zaburzenia SI?

MW: Często, ale czy częściej niż w populacji nie-wcześniaków, trudno mi powiedzieć. Szczerze mówiąc nie wiem nawet, czy istnieją takie badania, które by bardzo wyraźnie porównywały częstotliwość korzystania z terapii SI przez wcześniaków czy przez dzieci nie wcześniacze. To, co na pewno trzeba powiedzieć, to to, że wcześniaki rzeczywiście mają więcej czynników ryzyka, bo wcześniactwo jest z tym związane, niż dzieci neurotypowe. Te czynniki ryzyka my typujemy jako czynniki wywołujące, powodujące zaburzenia integracji sensorycznej, czy zaburzenia przetwarzania sensorycznego. Na pierwszy rzut wydawałoby się, że wcześniaki częściej powinny korzystać, czy korzystają, ale takich jednoznacznych moich zdaniem nie ma. Również dzieci urodzone o czasie korzystają z terapii SI.

KN: Odrobinę wyprzedziła Pani moje kolejne pytanie, ponieważ chciałam zapytać, z jakich powodów wcześniaki często korzystają z tej terapii.

MW: Na pewno wcześniak jest pacjentem niedojrzałym. Jego niedojrzałość jest różna, w zależności od momentu kiedy się urodził. My wiemy że mamy dzieci skrajnie wczesne i wcześniaki, które są późne. Z tej skrajności, czy z tego przedwczesnego porodu wynikają pewne kwestie, jak na przykład uszkodzenia układu nerwowego, powikłania wzrokowe, związane z układem nerwowym. Jest niedotlenienie, mamy różnego rodzaju wylewy. Te czynniki mogą podbijać częstotliwość korzystania z terapii SI. Z tych powodów też o wcześniaku możemy powiedzieć, że jest pacjentem specjalnym. Po pierwsze dla tego, że urodził się już przedwcześnie, czyli znacznie przed terminem, a druga rzecz jest taka, że przebywając na oddziale neonatologii, czy intensywnej terapii, jest jednak otoczony nadmiarem, skomasowaną ilością bodźców przypadkowych, z perspektywy medycznej oczywiście mają absolutne uzasadnienie.

Nieodpłatny punkt konsultacyjny Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej – SI:

https://pstis.pl/pl/html/index.php?str=p_konsultacje-zapisy

KN: Ale są tymi bodźcami mniej przyjemnymi, mówimy na przykład o kroplówkach, zastrzykach, aparaturze.

MW: Zastrzyki, zabiegi, ale też światło, które musi się świecić, bo tam są wykonywane zabiegi. Nikt tego nie kwestionuje. Rodzice pewnie są szczęśliwi, że ich dzieci są z nimi na świecie, natomiast trzeba na to popatrzeć z perspektywy wcześniaka. Dla tych dzieci ta symulacja, przypadkowa, skomasowana jednak nie jest przyjazna. To jest kolejny czynnik ryzyka. Proszę sobie wyobrazić neurotypowe dziecko, które rodzi się o czasie: ono w oddziale szpitalnym przebywa krótko, kontakt z personelem medycznym jest okazjonalny i jest cały czas przy mamie, więc ma zachowane rytuały, czuje mamę, jest kołysane, przytulane. Wcześniaki w oddziałach niestety nie mają takiej możliwości, covid zwiększył jeszcze tą rozłąkę. Niestety te trudności, które wcześniak może mieć, też są z tym związane. Perspektywa wcześniaka bardzo nas tu interesuje. Możemy więc mówić o pacjencie specjalnym, bo ma ten czynnik przedwczesnego porodu, a druga rzecz to narażenie na przypadkową stymulację.

KN: Zaburzenia SI mogą być jednym z odroczonych skutków stresu?

MW: Myślę, że mogą być, ponieważ wcześniak ma duże problemy z samoregulacją. Po pierwsze dlatego, że przyszedł na świat wcześniej. U dzieci urodzonych o czasie mówimy często, że ich pierwsze 3 miesiące życia, to jest ich czwarty trymestr, a wcześniak rodzi się czasem przed lub w trakcie trzeciego trymestru. Musi wypełnić ten trzeci trymestr i jeszcze przejść ten teoretycznie czwarty. Wcześniaki słabo się regulują z otoczeniem, czyli szybko się pobudzają, przemęczają, przeładowują i rzeczywiście stres z tym związany może także wpływać na parametry krążeniowo-oddechowe, a my wiemy, że wcześniak to jest przede wszystkim dziecko, u którego te parametry powinny być dobre, żeby dojrzewał. Jeżeli więc wcześniak nam się struje, jest w dyskomforcie, do tego jest nadmiar stymulacji, to ma to bezpośredni związek np. z saturacją, to już jest poważny czynnik ryzyka. Taki stres dla dziecka związany z rozłąką, wczesnym porodem, przypadkowymi dotykami pielęgniarek, lekarzy, z zabiegami, na pewno podnosi poziom kortyzolu.

Diagnoza zaburzeń integracji sensorycznej wcześniaków

KN: Pani doktor, zanim zapytam o to, jak rodzice mogą zorientować się, zobaczyć, że ich dziecko powinno skorzystać z terapii SI, to chciałabym poruszyć jeszcze jeden ważny aspekt: jak szybko jesteśmy w stanie zdiagnozować dziecko?

MW: Szybko. Stosunkowo szybko, bo te pierwsze objawy, trudności, które może mieć wcześniak, widzimy już w okresie pobytu w szpitalu, a najpóźniej w momencie zabrania wcześniaka do domu.

KN: Możemy dowiedzieć się czegoś więcej o tych objawach?

MW: To są najczęściej problemy związane z szybką męczliwością, z problemami ze snem, często z karmieniem, przystawianiem do piersi – oczywiście należy pamiętać, że wcześniak może mieć rozregulowane rytmy sen-czuwanie-karmienie, bo jednak trochę inaczej wyglądało to w szpitalu, a trochę inaczej wygląda to w domu. Należy pamiętać, że problemy ze snem, karmieniem, większa pobudliwość, płaczliwość, prężenie się, wrażliwość na dźwięki i dotyk, to są podstawowe rzeczy, które widzimy u wcześniaków dosyć wcześnie i możemy działać.

KN: Ale możemy też to rozdzielić na różne kategorie wiekowe? Czy to prawda, że jeśli u noworodka nie zauważymy tych objawów, to nie znaczy, że dwu-, trzy-, czterolatek nie da nam jakiegoś sygnału, że jednak coś się dzieje?

MW: Ja bym powiedziała, że konsekwencje wcześniactwa projektują na dłuższy czas. Często jest tak, że wcześniak wychodzi ze szpitala, w stanie dość stabilnym, rodzice są przekonani, że wszystko jest w porządku, a czasem te konsekwencje widzimy dopiero w okolicy pójścia do przedszkola, a czasem dopiero w okolicy pójścia do szkoły. Ten monitoring jest niezwykle ważny u wszystkich wcześniaków. U tych, u których widzimy dysfunkcje już w oddziale, czy po wyjściu ze szpitala, to ten screening jest naturalny, ale mamy wcześniaki późniejsze i one teoretycznie nie zdradzają żadnych objawów i rozwijają się dość typowo. Ten moment przedszkolno-szkolny może być dla nich trudnością i wtedy byśmy mówili np. o trudnościach w uczeniu się, o problemach z uwagą, z koncentracją uwagi.

KN: Czy to jest tak, że zmiana otoczenia, sytuacji może wywołać pewne zachowania, które pokażą się nam jako ta czerwona flaga? Wspomniała Pani, że pójście do przedszkola może pokazać nam np. problemy z integracją w otoczeniu z rówieśnikami lub pójście do szkoły. Czyli jakakolwiek zmiana w życiu dziecka może spotęgować te objawy?

MW: Ten moment pojawienia się trudności jest też związany z dojrzewaniem układu nerwowego. Może być tak, że u wcześniaków to dojrzewanie przebiega trochę inaczej i moment ujawnienia się trudności może być z tym związany. Od przedszkolaka, czy od dziecka szkolnego oczekujemy czegoś, a ten inaczej jednak rozwijający się układ nerwowy, który być może został uszkodzony we wczesnym okresie, będzie reagował inaczej. Z jednej strony mamy objawy, które mogą się pojawić później i jest to efekt wymogów, które stawia przed nami otoczenie: w szkole trzeba umieć czytać, pisać, w przedszkolu trzeba piętnaście minut być skupionym, na tym, czego chce nauczyciel. Jednocześnie otoczenie czy też środowisko może sprzyjać ujawnianiu się albo wyciszać nieco, wygładzać te trudności. W przypadku opieki nad wcześniakiem środowisko będzie stanowiło jedno z kluczowych czynników, który będzie działał korzystnie: środowisko skrojone na miarę, dobrostan dopasowania może nam lepiej wyregulować wcześniaka i wtedy on ma mniej stresu, lepiej oddycha, łatwiej się uczy. Uczenie rozumiemy w tym wczesnym okresie jako pewną gotowość do wchodzenia w kontakty z człowiekiem, ale też z bodźcami, zabawkami, dzwonkiem telefonu, czy szczekaniem psa.

KN: Jest po prostu hałas.

MW: Wcześniaki najczęściej mają z tym problem. W związku z tym, kiedy mamy komfortowe możliwości logowania się w świecie pozałonowym, wtedy trudności z samoregulacją mogą nam się trochę spłaszczyć, wygładzić, noworodek ma wtedy łatwiej. Z kolei w środowiskach, w których nie jest przestrzegana ta wiedza na temat profilu sensorycznego pacjenta, te trudności mogą się ujawnić czy intensyfikować. To samo będzie na poziomie przedszkola, żłobka, czy szkoły.

KN: Pani doktor, mówimy o integracji sensorycznej i rozumiem, że to jest pojęcie dość dobrze znane, zwłaszcza rodzicom wcześniaków, ale jakbyśmy mogły powiedzieć prościej, do osób które jeszcze nie znają tego pojęcia: jakie aspekty mogą przeszkadzać takiemu dziecku? Mówimy tu o dźwiękach, dotyku..

MW: …o bodźcach świetlnych, wzrokowych, audytywnych, czyli wszystkich dźwiękowych, o nadmiarowych wizytach domowych, które przecież gdy rodzi się dziecko, są częste, bo wszyscy chcą zobaczyć malucha, wziąć na ręce. Dla wcześniaka może to być niekomfortowa sytuacja, dlatego w zaleceniach dajemy często redukcję bodźców. Mówimy, że wcześniak potrzebuje jeszcze w domu takiej „cieplarki”, wyłączenia niektórych bodźców. Nazywamy to właśnie dobrostanem dopasowania. Wtedy, jeżeli są przestrzegane warunki tego dojrzewania, to możemy uzyskać szybciej efekt samoregulacyjny.

KN: Jeśli mówimy o wizytach w domu, to raczej chodzi o ich nadmiar, prawda? Jeśli chodzi o dźwięki, to mówimy o tym, że dziecko słyszy intensywniej albo coś mu przeszkadza.

MW: Tak, szybciej się przeładowuje na przykład.

KN: A jeśli chodzi o dotyk? Mówimy tylko i wyłącznie o tym, że jest go za dużo, albo dziecko jest na niego bardziej wrażliwe, czy może być też odwrotna sytuacja, że dziecko potrzebuje tego tzw. „ugniatania”.

MW: Tak, często jest tak, że dzieci urodzone przedwcześnie są nadwrażliwe dotykowo.

KN: Przez te wszystkie zabiegi.

MW: Też, ale nie tylko. Mówimy przecież o pewnej skłonności genetycznej do nadwrażliwości, więc nawet gdyby urodziło się o czasie mogłoby być też nadwrażliwe. Na pewno wcześniactwo i okoliczności medyczne trochę to podbijają. Powierzchniowy lekki dotyk może być dla wcześniaka niekomfortowy, stąd to spowijanie, czyli te dawne bety, ściskanie dziecka, oczywiście na granicy bólu, może być zdecydowanie bardziej korzystne. Z drugiej strony, czyli posturalnej, budować świadomość ciała, bo wcześniak z reguły jest dzieckiem „rozlanym”, ma niższe napięcie mięśniowe, słabo czuje środek ciała. W momencie gdy je spowijamy lub ugniatamy, dajemy mu więcej bodźców, które rozwijają to coś, co fachowcy nazywają somatognozją, a my powiemy po prostu: lepsze czucie ciała, a ono jest bardzo ważne dla wielu dalszych funkcji.

Na czym polega terapia SI

KN: Dobrze, że doprecyzowałyśmy to, bo chciałabym przejść do pytania, które ma na celu wyjaśnienie, na czym polega terapia SI. Wydaje mi się, że najłatwiej będzie to zrobić, jeśli opowiemy o różnych etapach rozwoju dziecka, bo podejrzewam, że terapia u noworodka, trzylatka, czy u dziecka w wieku szkolnym wygląda zupełnie inaczej.

MW: Kiedy mówimy o wcześniakach, raczej bym mówiła o wersji wczesnej interwencji na terenie domu, w naturalnych warunkach, czyli instruktaż otrzymują rodzice, opiekunowie i według niego działają. Osobami, które powinny się włączyć w tą terapię i czasem jest to już forma gabinetowa, to jest fizjoterapeuta i neurologopeda, bo to są ważne funkcje motoryczno-ruchowe, a druga sprawa to karmienie, a więc neurologopeda, bo wiemy, że często wcześniaki mają słaby odruch ssania lub go nie mają. To też zależy od momentu przyjścia na świat. Kwestie neurologopedyczne i fizjoterapeutyczne powinny być wiodące i często mają status gabinetowy. Najczęściej polegają na tym, że rodzic pojawia się w gabinecie, dostaje instruktaż i ćwiczy, układa, pielęgnuje dziecko według tych instrukcji, i pojawia się na takich wizytach monitorujących, konsultacyjnych. To jest bardzo dobre rozwiązanie, bo wszystko dzieje się w domu i na dodatek te wizyty dają rodzicowi sprawczość wychowawczą, coś co jest kompetencją rodzicielską. Wcześniak pozbawiony jest tych pierwszych momentach opieki rodzica, ale rodzic jest pozbawiony kontaktu z dzieckiem. Niedawno publikowaliśmy studium przypadku wcześniaka z 26. tygodnia ciąży i mama mówi wyraźnie, że czuła ogromy dyskomfort emocjonalny, kiedy wdziała, że pielęgniarka radzi sobie z jej dzieckiem znacznie lepiej niż ona i to dziecko ma lepszą saturację u niej na rękach, niż u mamy. Właśnie ten tryb konsultacyjny daje rodzicowi sprawczość. Rodzic się boi wcześniaka, bo widział go wcześniej pod aparaturą.

KN: Plus stres o życie dziecka.

MW: Oczywiście i co będzie dalej. Te konsultacje, które dają wskazówki rodzicowi co ma robić i to się sprawdza, a rodzic widzi, że umie zaobserwować sygnały przeciążenia, dyskomfort związany z pozycją, dają też rodzicowi wsad. Powiedziałabym, że ten pierwszy etap terapii to jest plus dla dziecka, plus dla rodziców.

Później terapia ma prawo, powinna być już gabinetowa, o ile dziecko tego potrzebuje. Najczęściej odbywa się w kontakcie 1:1, w otoczeniu sprzętów: huśtawek, hamaków, deskorolek i tego wszystkiego, co głównie aktywizuje obszar motoryczny, my mówimy fachowo: aktywizuje system przedsionkowy, bo to jest istota terapii..

Dieta sensoryczna

KN: Mówimy o zabawkach, ale jeśli skupiłybyśmy się na chwilę na takiej młodzieży szkolnej, to jaka forma terapii jest dla nich?

MW: Powiedziałabym, że dieta sensoryczna, to jest strategia kompatybilnie związana z terapią SI i ona jest od początku, od urodzenia do śmierci. Mamy pacjentów, którzy do terapii SI już nie pasują gabarytowo, wiekowo, emocjonalnie, na przykład czują się infantylnie w czasie tej terapii, bo ma konwencję zabawy. Dorośli, na przykład ze spektrum autystycznym, czy w ogóle dorośli, bo wśród nas również są osoby z zaburzeniami przetwarzania sensorycznego, dorośli korzystają z diety sensorycznej.

KN: Dieta sensoryczna?

MW: To jest taka strategia, której celem jest utrzymanie człowieka w paśmie optymalnego zaangażowania, czyli w takim przedziale, w którym się czujemy dobrze, komfortowo, kiedy jest nam przyjemnie i mamy dobrą uwagę.

KN: My mamy sobie stworzyć to środowisko?

MW: My musimy wiedzieć, w jakich okolicznościach mamy to pasmo optymalnego zaangażowania. Oczywiście pomaga nam w tym terapeuta na wizycie, np. o statusie diagnostycznym. Terapeuta robi wywiad, pyta nas o różne rzeczy, wypełniamy kwestionariusze i na tej podstawie terapeuta określa, czy pacjent jest bardziej nadwrażliwy, podwrażliwy, czy poszukujący i co możemy mu zaproponować, żeby często przebywał w tej strefie komfortu oraz jednocześnie co możemy zrobić, kiedy pacjent się za bardzo pobudzi. Dieta sensoryczna ma sprzyjać optymalnemu poziomowi pobudzenia. Ten poziom jest indywidualny dla każdego z nas. Jedni potrzebują do niego czegoś, a czegoś nie potrzebują i cała zabawa polega na tym, żeby coś dać, ale czasem coś zabrać.

KN: Dieta sensoryczna kojarzy nam się z dietą żywieniową.

MW: Trochę podobnie, ponieważ kiedy jesteśmy na jakiejś diecie, to coś jemy często, a czegoś jeść nie możemy lub możemy jeść rzadko. Tutaj jest podobnie. Ustawiamy taki zestaw aktywności, który sprzyja optymalnemu pobudzeniu, ale mówimy również pacjentowi, by pewnych aktywności nie używał. On często jako dorosła osoba wie, które aktywności mu nie służą, z dorosłymi jest trochę łatwiej, bo wiedzą i mówią co im się sprawdza, a co nie. U dzieci musimy mocno podziałać i czasem intuicyjnie.

Nadwrażliwość i podwrażliwość sensoryczna

KN: Wyłapałam z Pani wypowiedzi 3 pojęcia: nadwrażliwy, podwarażliwy i poszukujący. Możemy o tym opowiedzieć?

MW: Nadwrażliwość mamy wtedy, gdy pacjent reaguje na bodźce bardzo intensywnie, kiedy bodźce są dla niego nieprzyjemne, awersyjne. Może stosować wtedy strategię unikania, bronienia się przed bodźcami. Tu najczęściej na poziomie funkcjonalnym widzimy dzieci, które mrużą oczy w ostrym świetle, nie chcą wychodzić na dwór, kiedy świeci słonce, zatykają uszy w kontakcie z różnymi bodźcami, narzekają na zapachy, wymiotują w kontakcie z bodźcami węchowymi, często mogą mieć problemy z jedzeniem, ponieważ pokarm jest i dotykowy, i zapachowy. Mogą też reagować źle na faktury ubrań, nie chcieć nosić różnych ubrań. Z tym często są związane trudne zachowania. Jeśli mamy pacjenta niewerbalnego, czyli takiego który nie umie nam powiedzieć, co mu doskwiera, to często w manifeście behawioralnym mamy trudne zachowania, które musza być rozpatrzone także w kontekście sensorycznym.

Z kolei podwrażliwość, to jest taka niska rejestracja, pacjent potrzebuje dużej ilości bodźców, żeby nastąpiła reakcja. Takie przeciętne bodźce często są dla tych osób niezauważane, potrzebuje większej ilości stymulacji, często sprawia wrażenie apatycznego, biernego, długo się budzi w ciągu dnia, jest mało „przytomny”.

Strategia poszukiwania – ona też jest związana z podwrażliwością: pacjent aktywnie poszukuje bodźców, bo czuje, że ma ich za mało. Pacjent typowo podwrażliwy nie czuje, że ma ich za mało, korzysta z tej małej ilości i jest trochę bierny. Pacjent poszukujący ma świadomość, że potrzebuje więcej i szuka. To są często dzieci bardzo aktywne i dynamiczne, ale też impulsywne, chaotyczne.

Jeśli mogę rozszerzyć – często te objawy podwrażliwosci mogą nam dawać wrażenie, że to jest rzeczywista podwarażliwosć, a może to być skrajna nadwrażliwości i pacjent ma tzw. strategię zamknięcia, czyli takiego shutdownu, kompletnie zamyka się przed dopływem bodźców, bo świat jest dla niego zbyt intensywny. Wtedy pozornie on wygląda jakby był pacjentem podwarażliwym i często chcemy mu dołożyć jakichś bodźców, stymulacji, a on jeszcze bardziej się wycofuje i zamyka. To jest dla nas informacja, że jednak się pomyliliśmy i nie jest to podwrażliwość, a skrajna nadwrażliwość.

KN: Wspominała Pani, że ważna jest praca z terapeutą, ale też rozumiem, że rodzic może również pomóc dziecku?

MW: W czasie pierwszych spotkań z terapeutą rodzic dostaje czy to na poziomie wczesnym, noworodkowo-niemowlęcym, czy później, rodzic otrzymuje od terapeuty różne wskazówki, a często rodzice sami zgłaszają z czym mają problem. Terapeuta od razu proponuje jakieś strategie zaradcze. Jak najbardziej, rodzice mogą wdrażać różne rzeczy już na poziomie przyniesienia dziecka do domu po szpitalu: mogą ograniczać bodźce, gniazdkować, dawać bodźce proprioceptywne (czucia głębokiego), które mają status regulujący i wyciszający, mogą przystawiając do piersi rezygnować z pewnych bodźców. Taka czynność jak karmienie piersią jest skomasowaną ilością bodźców: dotykowych proprioceptywnych, węchowych, zapachowych. Wystarczy np. kilka informacji dla mamy, żeby w czasie karmienia nie mówiła i nie patrzyła na noworodka i często to wystarczy, żeby noworodek lepiej się czuł. Również: żeby nie używała perfum albo nie prała ubrania w bardzo intensywnie zapachowym proszku, Może się okazać, że ten moment karmienia staje się dla bobasa bardziej przyjazny.

Ile trwa terapia integracji sensorycznej wcześniaków?

KN: Czy terapia SI może być stała? Tak jak np. niektóre terapie ruchowe?

MW: Jeśli by Pani pytała o długość interwencji, to raczej bym powiedziała, że ona zamyka się średnio w przedziale 2 lat, ale ta strategia diety sensorycznej może być używana dożywotnio. Bardzo często będziemy zamykać pacjenta terapeutycznie, czyli kończyć terapię, ale będziemy dopełniać jego problemy właśnie dietą sensoryczną. Trzeba podkreślić, że są takie przypadki, że dysfunkcje integracji sensorycznej, zwłaszcza tam gdzie mamy zaburzony rozwój, gdzie czynniki ryzyka zagrały tak, że pacjent się nie rozwija, tak jakbyśmy chcieli, to tych dysfunkcji nie da się wyrównać. Często pacjent kończy terapię, ale dalej jest pacjentem, który posiada pewien unikalny sposób reagowania na bodźce, z którym otoczenie musi sobie poradzić i pacjent również musi sobie z nim poradzić. To właśnie dziecko na różnych etapach życia. Dieta sensoryczna, dostosowanie otoczenia, ale też świadomość tego, co jest dla mnie dobre, a co nie może być bardzo pożyteczna.

Dysfunkcje integracji sensorycznej (SI) i ich terapia

Różnice w rozwoju sensorycznym między dziećmi urodzonymi o czasie a wcześniakami

KN: Czy możemy wymienić istotne różnice między rozwojem dziecka, które z integracją sensoryczną problemów nie ma, a rozwojem dziecka z zaburzoną SI.

MW: Myślę, że dziecko, które ma problemy z przetwarzaniem bodźców, to jest dziecko, które jest nadwrażliwe, podwrażliwe, nadmiernie pobudliwe, impulsywne, często chaotyczne, ma też problem z realizowaniem zadań rozwojowych, które na różnych etapach stawia przed nim życie, może z opóźnieniem lub dużymi trudnościami nabywać kompetencji samoobsługowych, motorycznych, później poznawczych, społecznych. Dziecko bez problemów z reguły modeluje się w sposób bardzo płynny: wchodzi w kontakt z różnymi bodźcami w sposób elastyczny, dostosowuje się do bodźców, adaptuje się dobrze, nie sprawia trudności, życie nie jest dla niego wyzwaniem, rozwija się z reguły w sposób prawidłowy, osiąga o czasie kamienie milowe rozwoju ruchowego, czy komunikacji, społecznego. Radzi sobie, mówiąc kolokwialnie. Dziecko z zaburzeniami SI z reguły ma trudności w codziennym funkcjonowaniu. Trudności mogą rozszerzać się na wiele różnych obszarów życia i wpływać nie tylko na to, co nazywamy kwestiami sensorycznymi, ale na zabawę, kontakty społeczne, na komunikację, procesy motoryczne, ruchowe, poznawcze. Na przykład 6-miesięczne dziecko, które ma nadwrażliwość dotykową dłoni – można by powiedzieć, że ma tylko nadwrażliwość dotykową dłoni – tymczasem ta nadwrażliwość spowoduje, że dziecko nie zechce się podpierać na rękach, ma problem z pełzaniem, może mieć problem z czworakowaniem, dalej: nie chwyta w rękę przedmiotów, a my wiemy, że za tą manipulacją stoi koordynacja wzrokowo-ruchowa, kierowanie przedmiotu do ust, czyli cała strategia mouthingu.

KN: Młodsze dzieci poznają świat przed jamę ustną i jeśli mają nadwrażliwość, to poznanie jest utrudnione.

MW: To jest problematyczne. Duża częstotliwość brania tych przedmiotów do ręki wytwarza w umysłach engramy (slady pamięciowe), czyli wyobrażenia przedmiotów, a to jest nam niezbędne do rozwoju poznawczego. Powiedziała Pani o tej stymulacji i nadwrażliwości rąk. Najczęściej jest tak, że jeżeli mamy nadwrażliwe ręce, to również buzia nie jest zbytnio typowa w tym zakresie i często mamy nadwrażliwe okolice jamy ustnej, czyli tzw. okolicę orofacjalną. W związku z tym dziecko nie chwyta do rąk, ale też nie kieruje przedmiotów do buzi. My wiemy, że ten mouthing, czyli kierowanie przedmiotów do buzi to jest prelogopedyczny trening, przygotowanie do technicznego mówienia. Dziecko, które się pozbawia kontaktów ręka-usta, jest dzieckiem, które ma już cechy ryzyka, jeśli chodzi o manipulację, ale też o techniczną stronę mówienia, czyli artykulację. Te kwestie nadwrażliwości raczej trzeba by było dość wcześnie monitorować i coś z nimi terapeutycznie robić, bo one rzutują na dalsze sfery funkcjonowania. Taka nadwrażliwość dotykowa w dorosłym okresie może być kłopotliwa w relacjach partnerskich i dorośli neurotypowi i nieneurotypowi bardzo wyraźnie mówią że dotyk jest obszarem, zmysłem, który mocno im doskwiera w kontaktach społecznych i wyklucza.

KN: Czy diagnozując dziecko zdarza się też jakiś przypadek, że mamy przeciwskazania do wprowadzenia tej terapii?

MW: Może nie koniecznie przeciwskazanie, ale wielka ostrożność powinna nas cechować, kiedy pracujemy z pacjentem z epilepsją, a wcześniak może ją mieć, z pacjentem z kruchością kości, z łamliwością kości, z pacjentami z SMA – z ostrożnością. Dlaczego nie przeciwskazanie? Każde dziecko do rozwoju, czy to wcześniak, czy dziecko z mózgowym porażeniem, potrzebuje do rozwoju określonej dawki bodźców, wszyscy ich potrzebujemy. Trzeba te bodźce podać dziecku w różnych okolicznościach i formach, natomiast trzeba zachować ogromną ostrożność i robić to w porozumieniu z lekarzem, fizjoterapeutą, ale jak najbardziej jakieś formy terapii wprowadzać.

Pośpiesznym na świat – Ortoptysta

Przewiń do góry