Mama bliźniaczek Oliwii i Kasi i Bartka urodzonego o czasie

Jolanta Siemieniec – mama bliźniaczek Oliwii i Kasi (26./27. tydz.) i Bartka urodzonego o czasie

Oliwia – 12 lat – wcześniak, niewidoma, mpd, padaczka lekooporna, refluks – uparta i waleczna, emocjonalna – jak się cieszy, to pięknie się uśmiecha, jak się złości, to też na maksa.

Bartek – 7 lat – radosny, wrażliwy, inteligentny, emocjonalny (to chyba u nas rodzinne ;), pasjonuje się piłką nożną.

Nie bardzo mogę sobie przypomnieć, jak to było, jak nie było Bartka i kiedy, i jak zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, ale spróbuję poszperać w pamięci.

Po pierwszych latach życia Oliwii – po szoku, strachu, licznych pobytach w szpitalach – w biegu, pędzie, nadziei, wierze, że będzie lepiej, szukaniu, że istnieje gdzieś ktoś, coś, co pomoże uleczyć Oliwię, że jest jakaś cudowna metoda rehabilitacji, leczenia, jakaś operacja, która uratuje wzrok, poprawi funkcjonowanie Oliwii – przyszedł czas, kiedy trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy, że lepiej już nie będzie, że Oliwia będzie chora i zależna od nas całe życie.

W trakcie pierwszych lat życia Oliwii robiliśmy mnóstwo badań m.in. genetycznych i wiedzieliśmy, że przedwczesny poród bliźniąt to był przypadek (Oliwia miała siostrę bliźniaczkę Kasię, która żyła jeden dzień). Wykluczono obciążenia genetyczne, wady dzieci, ginekolog stwierdził, że nie ma konkretnej przyczyny przedwczesnego porodu przy pierwszej ciąży, że jestem zdrowa, ciąża była książkowa, wyniki badań dobre i nie ma przeciwwskazań do starania się o następne dziecko.

Chcieliśmy mieć więcej niż jedno dziecko, ale pomyśleliśmy nic na siłę – będzie teraz, to będzie, będzie za parę lat, też dobrze. Mimo braku zabezpieczeń – nie zaszłam od razu w ciąże (tak jak było to w przypadku Oliwii), pomyślałam nawet, że może nie będziemy mogli już mieć dzieci i będziemy musieli rozważać za jakiś czas adopcję. Przyszedł też taki moment, że nie mogłam patrzeć na zdrowe dzieci, ciesząc się ich obecnością albo uśmiechałam się, choć wewnątrz czułam smutek czy żal. Wydawało mi się, że chyba nie chcę mieć następnego dziecka. Kiedy zaczęłam sobie inaczej układać życie – skupiając się oprócz opieki nad Oliwią na nauce, własnym rozwoju, pracy – wzięłam wspólnie z koleżanką dotację unijną, założyłyśmy wspólnie własny biznes i dokładnie w momencie rozpoczęcia działalności okazało się, że jestem w ciążyJ. Teraz to miałam dylemat, jak oznajmić wspólniczce tę nowinę, ale udało się pogodzić wszystko – i prowadzenie działalności, i opiekę nad dwójką dzieci, w tym nad niepełnosprawną Oliwią. Nie do przecenienia była pomoc mojej mamy i wsparcie męża.

Czas ciąży wspominam z perspektywy czasu dobrze, ale dla mojego męża to był ogromny stres – bał się, żeby nie powtórzyła się historia z przedwczesnym porodem, mówił, że nie miałby sił wychować dwojga chorych dzieci. A tu jak na złość, jak ciąża z Oliwią i Kasią była bezproblemowa, a skończyła się przedwczesnym porodem, tak ciąża z Bartkiem obfitowała w różne przeboje – a to miałam kolkę nerkową, a to infekcje z duszącym kaszlem, a to krwiaka, który spowodował ponad miesiąc krwawienia – jadąc do lekarza czy szpitala, jak coś się działo, myśleliśmy, że to już koniec. Bałam się przywiązywać do tej ciąży w początkowej fazie, bo bałam się, że coś się stanie. Pamiętam, jak raz wracałam od ginekologa i płakałam, bo doktor tak się cieszył tym, że dzidziuś urósł, a ja bałam się cieszyć przedwcześnie. Na szczęście Bartek urodził się o czasie, dostał 10 pkt Apgar, rozwijał i rozwija się dalej prawidłowo. Tato zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia. Dla mnie początki były czasem trudne, bo zdarzało mi się porównywać go do Oliwii, jak szybko zdrowe dziecko osiąga różne umiejętności bez wysiłku, a Oliwia mimo tylu lat pracy i rehabilitacji nie jest w stanie utrzymać głowy, wziąć do ręki klocka, który jej młodszy brat wręczał, zobaczyć, pobawić się, zjeść, powiedzieć, wskazać. Oliwia też przeszła różne etapy, odnajdując się w nowej sytuacji, od zaciekawienia, nasłuchiwania młodszego brata, po zdenerwowanie, bo hałas i być może zazdrość.

Teraz z perspektywy czasu nie wyobrażam sobie sytuacji, że moglibyśmy nie zdecydować się na drugie dziecko tylko z uwagi na lęk, bo Oliwia jest wcześniakiem i jest tak mocno niepełnosprawna, tym bardziej, że nie mieliśmy podstaw, że drugie dziecko mogłoby urodzić się chore. Nawet czasem żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na więcej dzieci J

Bartek wniósł do naszego życia równowagę, dużo radości i słońca. Jest wrażliwym, kochającym i radosnym chłopcem. Czasem też daje popalić – sprzeciwi się, odpyskuje, obróci moje słowa przeciwko mnie – to nowość dla mnie i w tym kontekście Oliwia jawi się jako grzeczny aniołek ?? To inny rodzaj rodzicielstwa, inne wychowanie.

To niesamowite obserwować, jak dziecko dorasta, rozwija się, staje się samodzielne, zdobywa nowe umiejętności, uczy się, myśli, kombinuje, jest naszym odbiciem, obserwuje nas, słucha i zachowuje tak jak my ;), a jednocześnie jest odrębną istotą, ma swoje zdanie, przemyślenia, plany na przyszłość.

A naszej miłości, czasu i uwagi starczyło i dla Oliwii, i dla Bartka…