32. tydz., 1900 g, 49 cm, ur. 20.11.2011 r.
W 22. tc. zaniepokoiły mnie zwiększone upławy, więc pojechałam do szpitala, a ponieważ wcześniej poroniłam w 21. tc. nie zwlekałam. Na miejscu okazało się, że mam 4 cm rozwarcia i widoczny pęcherzyk płodowy. Lekarze nie dawali żadnych szans, że choćby donoszę jeden dzień, a tu szok dotrwałam aż do 32. tyg. (mało tego po 2 tyg. okazało się, że pęcherzyk płodowy się troszkę cofnął!). Lekarze nazywali to prawdziwym cudem! Moja ciąża miała również być opisana w gazecie naukowej. Całe 10 tyg. tylko leżałam i to w szpitalu, dostawałam także masę leków, tylko dożylnie, bo inaczej nie działały.
W inkubatorze leżała tydzień. Po 2 tygodniach zaczęła już jeść tylko z piersi, a po 30 dniach wróciłyśmy do domu, z wagą 2300 gram. Obecnie Laura ma 7 miesięcy (5 miesięcy wieku korygowanego) i waży 7,5 kilo, nie choruje, nie ma i nie miała żadnych kolek, problemów z brzuszkiem itd. Zawsze wszystko zjada i wciąż wisi mi na piersi :-), choć wprowadziłam jej już zupki i deserki. Wymaga jedynie niewielkiej stymulacji w postaci rehabilitacji, ale to tylko po to, żeby dogoniła troszkę szybciej swoich rówieśników :-). Jest pogodna i spokojna. Ku pokrzepieniu innych rodziców, pomimo że była to ciąża wysokiego ryzyka, przyjmowałam naprawdę masę leków, leżałam przez 3 miesiące w szpitalu i to plackiem! Na dodatek po porodzie mój organizm był tak wyczerpany, że zachorowałam na sepsę! Było naprawdę ciężko, bo byłam w stanie ciężkim, a nawet krytycznym, ale mimo to nie poddałam się, walczyłam o siebie i o moje SZCZĘŚCIE. Z całych sił walczyłam także o utrzymanie laktacji, bo wiem, że to najlepsza rzecz, jaką mogłam dać mojemu dziecku. I pewnie dzięki temu nie choruje, nie ma żadnych (odpukać) problemów, rozwija się świetnie.
Pozdrawiam
Bożena Szadkowska