fbpx

Pola i Julia Skulskie

Pola i Julia, 27. tydzień ciąży

Nasza historia z wcześniactwem rozpoczęła się niemalże 7 lat temu i postanowiliśmy się nią z Państwem podzielić, jako przykład na to, jaką moc mają wiara, siła woli i nieustająca walka.

Wszystko zaczęło się w maju 2013 roku kiedy to dowiedzieliśmy się z mężem, że zostaniemy rodzicami. Radość była ogromna. Kiedy około 10. tygodnia ciąży lekarz oznajmił, że biją dwa serduszka nie mogliśmy powstrzymać łez. Ciąża przebiegała wzorowo, czułam się bardzo dobrze i nic nie wskazywało na to, co miało się wydarzyć kilka miesięcy później…

Pamiętam tylko poranek w łazience kiedy poczułam, że coś jest nie tak… Zaczęłam tracić wody płodowe. To był 20. tydzień ciąży.  Był strach, płacz, telefon do lekarza i w kolejnym dniu byłam już na oddziale Patologii Ciąży bytomskiego Szpitala Specjalistycznego. Do dziś pamiętam słowa lekarza, który oznajmił mi, że na tym etapie, jeśli rozpocznie się poród, nie ma praktycznie żadnych szans na to, aby moje dzieci przeżyły… Byłam załamana. Seria badań, wlewów, kroplówek i diagnoza – worek owodniowy, w którym znajdowała się jedna córeczka (moja ciąża było dwu-owodniowa) jest uszkodzony i dlatego tracę wody płodowe. Lekarze nie mogli zrobić nic poza tym aby farmakologicznie podtrzymywać moją ciąże jak najdłużej się da. Ja miałam leżeć, najlepiej w ogóle nie wstawać, pić 8 litrów wody dziennie i modlić się o każdy kolejny dzień. Tak mijały kolejne dni i tygodnie, a ja nie poddałam się, każdego dnia traciłam część wód płodowych ale ponieważ bardzo dużo piłam i otrzymywałam masę kroplówek ich poziom wzrastał i tak w kółko… Lekarze mówili też, że druga dziewczynka (ta której worek nie był uszkodzony) jest umiejscowiona niżej w moim brzuchu co powoduje, że było jakby „poduszeczką dla siostry”, której worek przeciekał. Od pierwszych chwil obie więc walczyły o swoje życie i o życie „tej drugiej”.

Pola i Julia Skulskie 1 procent podatku

Tak minęło 7 tygodni, w międzyczasie kilkakrotnie lądowałam na porodówce, bo pojawiały się skurcze, krwotoki, ale za każdym razem serduszka biły i nie przestawały walczyć… Jednak 07.12.2013 roku zaczęły się silne bóle, silniejsze niż dotychczas…Pani doktor oznajmiła mi, że walczyłyśmy dzielnie, ale teraz już natura i mój wykończony organizm powiedział dość i dzisiaj musimy rozwiązać ciążę. W ciągu godziny leżałam na stole operacyjnym i modliłam się przez łzy, żeby moje dzieci przeżyły.

Pola i Julia urodziły się w 27. tygodniu ciąży. Pola 950 gr, 38 cm, Julia 1000 gram i 38 cm. Nie usłyszałam płaczu… Od razu zabrano je na oddział neonatologiczny i gdzie lekarze starali się ustabilizować ich stan. Po kilku godzinach usłyszałam, że córeczki żyją, ale najbliższe dni będą decydujące. Ponieważ po porodzie, w następstwie wcześniejszych wydarzeń rozwinął się u mnie bardzo silny stan zapalny, musiałam spędzić w szpitalu jeszcze kilka tygodni… Byłam bardzo słaba, doszło do częściowego zaniku mięśni, ale wola walki była we mnie jeszcze silniejsza, bo to one były najważniejsze.

Pola i Julia spędziły 64 dni na oddziale. Codziennie byliśmy z nimi przez kilka godzin, przebieraliśmy, pielęgnowaliśmy i kangurowaliśmy te maleńkie istotki. Było dużo radości, ale i wiele bardzo trudnych momentów, kiedy to ich stan się pogarszał i lekarz informował o kolejnych powikłaniach.

Julia (dziewczynka, której worek był uszkodzony), ze względu na niski poziom wód była niedotleniana co spowodowało wylew dokomorowy IV stopnia. Rokowania co do jej rozwoju były bardzo złe… ale nie załamywaliśmy się, mózg jest w końcu organem, który nie został do końca przez medycynę zgłębiony. W 10. miesiącu życia usłyszeliśmy diagnozę – dziecięce porażenie mózgowe (hemiplegia). Pola miała problemy z serduszkiem i musiała spędzić pod tlenem nieco więcej czasu. Później okazało się, że wpłynęło to na jej wzrok, Pola ma bardzo silne niedowidzenie oka lewego -17 Dpi oraz wrodzoną wadę serca.

Od początku bardzo intensywnie rehabilitujemy dziewczynki, każdego dnia walczymy o ich zdrowie i jesteśmy dumni z każdego nowego postępu. Dzięki ciężkiej pracy, ciągłym ćwiczeniom i rehabilitacji Julia na swoje 2. urodziny postawiła swoje samodzielne pierwsze kroki 🙂 Pola również świetnie sobie radzi, mimo uszkodzenia wzroku. Dziś dziewczynki mają 7 lat, chodzą do szkoły i każdego dnia zaskakują nas tym, jak fantastycznie się rozwijają. Wiem, że nie byłoby to możliwe bez wparcia ze strony lekarzy, rehabilitantów, naszego każdodniowego poświęcenia oraz wszystkich dobrych ludzi, których spotkaliśmy do tej pory i których zapewne spotkamy na naszej drodze. Bo nasza walka o ich zdrowie i lepsze życie będzie trwała jeszcze bardzo długo.

Mamy nadzieję, że nasza historia da nadzieje wszystkim Państwu, a szczególnie tym z Was, którzy dopiero wkraczają na tą trudną ścieżkę „bycia rodzicem wcześniaka”.

Serdecznie dziękujemy za wsparcie oraz przekazanie 1% podatku na poczet Poli i Julii Skulskich.

KRS:0000191989 cel szczegółowy: Pola i Julia Skulskie

Można również przekazać darowiznę:

„FUNDACJA WCZEŚNIAK RODZICE-RODZICOM”

nr subkonta: 19 1240 6351 1111 0010 5685 6122

z dopiskiem: „Darowizna dla Poli i Julii Skulskich”

Pola i Julia Skulskie 1 procent podatku wcześniaki

 

Miś dla wcześniaka