Bartosz Gabryszewski

O ciąży dowiedziałam się od ginekologa dopiero w 11 tygodniu. Ciąża przebiegała pomyślnie, bez problemów, co miesięczne kontrole i badania bez zarzutu. Co prawda brzuch był mały ale lekarz prowadzący zapewniał, że wszystko było w porządku. Ostatnia wizyta u ginekologa 26 lutego nie zapowiadała tak wczesnego rozwiązanie, tym bardziej,że zrobiono mi USG, które oczywiście wypadło bez zarzutu. Jeszcze pamiętam,ostatnie słowa lekarza na pożegnanie: “Za niedługo będziemy się przygotowywali do porodu”

W dniu porodu nic na to nie wskazywało, samopoczucie dobre, ruchy dziecka też odczuwałam, nic niepokojącego, co mogłoby mnie zaniepokoić. W nocy około 2-3 poczułam silne bóle. To moje pierwsze dziecko, więc skąd mogłam wiedzieć, że to już skurcze. Co chwila wizyta w toalecie i ulga kiedy chodziłam po pokoju i oczywiście częste i regularne bóle “od krzyża”. Dopiero rano, kiedy odwiedziła mnie mama, stwierdziła, bym poszła do lekarza, gdy zapytała co się dzieje. Jednak chwilę później zaskoczyła mnie krew. Szybko przyjechało pogotowie, które zabrało mnie do szpitala. Oczywiście na pogotowiu nie mogłam doczekać się na lekarza, pielęgniarki postanowiły mnie same zawieźć do jego gabinetu. Moment później znalazłam się na PORODÓWCE. Poród przyjmował mój lekarz prowadzący, który ledwo pamiętał mnie z ostatniej wizyty. Do szpitala trafiłam po 9 rano, a maleństwo urodziło się o 10:55. To był szybki poród. Jedynie co pamiętam, to głos położnej, która kazała mi tylko na chwilę pokazać małego, powiedziała, że mam syna. Był mały, cały siny, ledwo to pamiętam, bo szybko go zabrali. Dostał 8 pkt i od razu podłączony to nCPAP .Doszłam do siebie dopiero na oddziale ginekologii. Bez dziecka, zapłakana wśród rodziny. Po 2 dniach opuściłam szpital, by móc pojechać do mojego dziecka, które zostało przewiezione 40 km ode mnie, do Zabrza, bo w szpitalu, w którym rodziłam nie ma specjalistycznej opieki dla wcześniaków z takim obciążeniem poporodowym.
Właściwie po raz pierwszy zobaczyłam go po paru dniach, był taki mały, więcej było wszystkich kabli niż jego ciała. Chciałam porozmawiać o jego stanie z pielęgniarką, która opiekowała się wszystkimi maleństwami na sali, ale ta podeszła i pozwoliła mi go dotknąć. To straszny widok kiedy cała aparatura właściwie utrzymywała go przy życiu. Tam przebywał do 30 kwietnia następnie został przewieziony do Katowic- Ligoty (Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka) – wcześniactwo, wodogłowie pokrwotoczne, uporczywe bezdechy, infekcja wewnątrzmaciczna, niedotlenienie okołoporodowe, krwawienie śródczaszkowe, zespół RDS, przetrwały przewód tętniczy Botalla, odma opłucnowa lewostronna, dysplazja oskrzelowo-płucna, retinopatia wcześniacza,niedokrwistość, małopłytkowość.
W Katowicach wszczepiono mu zastawkę komorowo-otrzewnową oraz wykonano laserokoagulacje siatkówek z powodu retinopatii. Spędził tam 16 dni i został przekazany do Świętochłowic na oddział patologii noworodka by nauczył się pić z butelki, jednak szybko,b o po 3 dniach powrócił do Katowic z poważną infekcją. Utrzymujące się bezdechy nie pozwoliły na szybki powrót dziecka do zdrowia i z OIOM-u w Katowicach został przewieziony do Chorzowa, do ChCPiO. Tam ustabilizowano jest stan zapalny, wypisany ze stwierdzonym brakiem odruchu ssania i połykania, został przekazany do OIT w Jastrzębiu Zdroju, byśmy mieli bliżej do niego i mogli nauczyć się jak opiekować się dzieckiem, które nie potrafi samo pić z butelki. Tam spędził 5 dni, bez zaburzeń oddychania. Tam także podjęto próby karmienia smoczkiem, jednak bezowocnie. W końcu został przewieziony do szpitala w Rybniku (25.06.14). W tym szpitalu spędził ponad miesiąc, bo do 21.07.14. Cały personel podejmował próbę karmienia smoczkiem, jednak Bartuś wyjątkowo uparcie nie chciał spróbować. Musieliśmy nauczyć się zakładać sondę dożołądkową jak i karmienia przez sondę strzykawką. Tak zostaliśmy wypisani do domu. Strach, niepokój, to wszystko co towarzyszyło nam, rodzicom, kiedy po raz pierwszy mieliśmy go w domu, przy nas, kiedy w końcu mogliśmy mu okazywać nasza miłość, przez przytulenia,ciepło, czułość i dotyk.
We wrześniu odstawiliśmy sondę. Bartuś sam potrafi pić z butelki i połykać, opanowuje technikę samodzielnego jedzenia z łyżeczki. Wiemy, że przed nim długa droga pełna nauki i ćwiczeń rehabilitacyjnych, jednak najważniejsze, że już jest w domu z rodziną!

Aktualizacja – wrzesień 2019

Bartek w lutym skończył 5 lat i chociaż to kawał czasu od tamtych wydarzeń i Bartek bardzo się zmienił, to wciąż pamiętam, jak głaskałam każdy kawałek jego ciała przez otwór w inkubatorze, pierwsze kangurowanie, przytulanie.
Niestety z wcześniactwa nie udało się wyjść obronna ręką. Choć Bartek jest bardzo pogodnym, wesołym dzieckiem, ma w sobie ogromną ciekawość świata, to jest znacznie opóźniony psychoruchowo: nie chodzi, nie siada samodzielnie, a problem ze wzrokiem i słuchem utrudnia mu znaczną komunikacje. My się jednak nie poddajemy, codzienna rehabilitacja, terapie, zajęcia sprawiają, że co jakiś czas zauważamy maleńkie kroki w jego rozwoju. Od roku jest przedszkolakiem. Codziennie z ochotą rano wstaje, idzie do swoich kolegów i koleżanek, a także cioć, które się nim opiekują i wcale nie płacze, kiedy mama znika za zamkniętymi drzwiami sali.
Na co dzień staramy się żyć zupełnie normalnie. Mamy swój rozkład dnia – rehabilitacje, zajęcia,czas na zabawę,czas dla siebie. Wyjeżdżamy na wakacje, weekendowe wycieczki, imprezy rodzinne – żyjemy bez ograniczeń w miarę możliwości.

Bartek wywrócił nasze życie do góry nogami, a jego niepełnosprawność dodała Nam szersze pokłady cierpliwości. Nauczył całą rodzinę, że do sukcesu trzeba dochodzić powoli, małymi kroczkami i nie zawsze w życiu jest tak,  jak sobie zaplanujemy. Bez niego nie wyobrażamy sobie życia.

 
 
 
Bartkowi można przekazać darowizny lub 1% podatku:
Fundacja Wcześniak Rodzice-Rodzicom
ul. Prymasa Augusta Hlonda 2a lok. 71, 02-972 Warszawa
KRS: 0000191989, cel szczegółowy “Bartosz Gabryszewski”
Numer subkonta: 35 1240 6351 1111 0010 6169 9529