Fundacja wcześniak

Wiktoria Szczepańska

29. tydz., 1200 g, 38 cm, ur. 5.09.2014 r.

Witam serdecznie, dopiero teraz się zmobilizowałam, by opisać losy mojej córeczki- wcześniaka, ale lepiej późno niż wcale 🙂

Od samego początku moja ciąża przebiegała wręcz książkowo. Mieszkałam wtedy za granicą, pracowałam. Jedyny problem to ciągłe wymioty, przez które 3 razy (w 11., 13. i 16. tc.) lądowałam w szpitalu pod kroplówkami, żeby się nie odwodnić, ale z dzieckiem było wszystko dobrze.

Potem wróciliśmy do Polski i wymioty ustały. Było wspaniale. Miałam termin na 20 listopada, ale 1 września o północy pojawiły się komplikacje. Był to 28. tydzień ciąży. Zaczęły mi się sączyć wody płodowe. Bardzo malutko, ale jednak. Już o 2.00 w nocy wylądowałam w szpitalu w Warszawie, przy ul. Czerniakowskiej. Położyli mnie na porodówce, ale że nie miałam ani skurczy, ani rozwarcia, więc rano umieścili mnie na patologii ciąży. Lekarze chcieli jeszcze jak najdłużej utrzymać ciążę. Na KTG było wszystko w porządku, USG wskazywało, że córeczka waży 1100 g, ale wody zaczęły teraz coraz bardziej odchodzić.

4 września miały już zabarwienie różowe, a 5 września pojawiła się krew. Najpierw trochę, a po południu to już był istny krwotok. Okazało się, że odkleja się łożysko. Tętno dziecka spadało. Biegiem popędzili ze mną na salę operacyjną, gdzie już 5 minut później, o 20:35, przyszła na świat Wiktoria – 1200 g, 38 cm. Ja obudziłam się z narkozy o 22.10. Już rano chciałam do niej iść i ją zobaczyć. Córcia była pod respiratorem, jej stan był ciężki. Dostała 6 pkt w skali Apgar. 8 września została ochrzczona. Miała odmę opłucnową, żółtaczkę, anemię. Była bardzo niestabilna. Ja 10 września wyszłam ze szpitala. Odtąd każdego dnia jadąc do niej, nie wiedziałam, w jakim stanie ją danego dnia zastanę. Wiktoria szybko przeszła na CPAP, a czasem też udawało jej się przez godzinkę czy dwie w ciągu dnia oddychać zupełnie samej. Miała kilka razy przetaczaną krew, dysplazję oskrzelowo-płucną, lekarze co dzień straszyli mnie coraz to nowymi możliwymi komplikacjami. A Wiktoria wbrew temu wszystkiemu małymi kroczkami szła cały czas do przodu. Aż do tamtego pamiętnego dnia…

24 września, dzień jak każdy, pojechałam do mojej córeczki, a tam nasza pani doktor powiedziała, że moją Wiki badali urolodzy i nie podoba im się jej moczowód. Być może zabiorą ją na obserwację do Centrum Zdrowia Dziecka na kilka dni. Parę godzin później było już pewne, że zabierają ją jeszcze tego samego dnia. Tam okazało się, że Wiktoria ma nie tylko ureterocele, co podejrzewali na Czerniakowskiej, ale też jej lewa nerka podzielona jest na 2 części, z których górna część nie pracuje i zalega w niej mocz. Konieczna będzie operacja jej usunięcia. Tylko Wiki jest jeszcze za mała (1450 g) i muszą ją najpierw wzmocnić, gdyż operacja musi być poprzedzona szeregiem obciążających badań, wykonywanych poza inkubatorem, długotrwałych i Wiki musi być silna, żeby je dobrze znieść. Później przyplątało się zakażenie. Już do CZD przybyłyśmy z podejrzeniem tego zakażenia, dlatego Wiki była cały czas w izolatce, a teraz się ono potwierdziło. Córeczka źle to znosiła, bardzo cierpiała. Ale i z tym sobie dała rade.

Wreszcie była juz na tyle duża, by znieść dobrze badania i zaraz po nich, 21 października, Wiktoria została zoperowana. Operacja trwała 3 godziny, bo były to dwa zabiegi naraz. Wycięcia górnego bieguna lewej nerki i usunięcie wpuklenia moczowodu do pęcherza moczowego. Równo dwie doby później moja córka zaczęła znów sama oddychać. Całkiem sama, nawet bez CPAP-u. Później już tylko dochodziła do siebie. Ale już nie wróciła na Czerniakowską, została w Centrum Zdrowia Dziecka. Gdy całkiem ustabilizowała się oddechowo, opuściła OIOM i przeszła na patologię noworodka, a stamtąd 21 listopada, czyli dzień po planowanym terminie porodu, do domu. Niedługo skończy 8 miesięcy, rozwija się wzorowo, poradziła sobie sama z retinopatią i wszystkimi innymi trudnościami. Jest w niej niezwykła wola walki.

Pozdrawiam

Anna Szczepańska z córką Wiktorią