Fundacja wcześniak

Lena, Kalina i Izabella Siuta

Lena Siuta – 29./30. tydz., 1015 g, 41 cm, ur. 20.07.2013 r.
Kalina Siuta – 29./30. tydz., 1500 g, 50 cm, ur. 20.07.2013 r.
Izabella Siuta – 29./30. tydz., 1200 g, 40 cm, ur. 20.07.2013 r.

Jesteśmy „świeżo upieczonymi” rodzicami trojaczek: Leny, Kaliny i Izabelli, które przyszły na świat 20 lipca w łódzkim szpitalu im. Pirogowa.

Dziewczynki (Lena, Kalina i Izabella) urodziły się przedwcześnie, na przełomie 29./30. tyg. ciąży, są skrajnymi wcześniakami. Przebywały w szpitalu do 7 września, zmagając się z różnego rodzaju mniejszymi i większymi problemami wcześniaczymi. Najstarsza, Lena, miała zabieg kardiochirurgiczny zamknięcia drożnego przewodu tętniczego Botalla (w Centrum Zdrowia Matki Polki).

Średnia, Kalina urodziła się z wylewami dokomorowymi 2./3. i 4. stopnia, ma zdiagnozowaną leukomalację okołokomorową, była trzykrotnie odbarczana (podejrzenie wodogłowia pokrwotocznego, szczęśliwie po trzech odbarczaniach proces zatrzymał się, a komory zwężyły, nic już nie przyrasta) i mimo iż jest silna i nie poddaje się, prawdopodobnie będzie wymagała długiej rehabilitacji. Po wielu trudnych chwilach nastąpiła poprawa, ostatnie USG główki Kaliny wykazało, że skrzepliny po wylewie powchłaniały się, rozszerzone komory zwężyły, jamki leukomalacyjne oczywiście są, ale nie powiększają się i przede wszystkim córka zdaje się rozwijać prawidłowo, zachowuje się jak pozostałe siostry, ma prawidłowe odruchy, choć wciąż jeszcze jest niedojrzałym dzieciątkiem (córeczki powinny być w moim brzuchu jeszcze miesiąc, miałam termin na początek października).

Ciąża trojacza była dla nas ogromnym zaskoczeniem, zwłaszcza, że to ciąża naturalna, w historii rodziny nikt nie miał nawet bliźniąt, nie korzystaliśmy z terapii hormonalnej. Jesteśmy już rodzicami 5-letniego synka Bartka, a więc, nagle, z rodziny 3-osobowej (w planach cztero), staliśmy się „składem” 6-osobowym. Sam czas ciąży był bardzo trudny, ciągle chorowałam, mój organizm był zupełnie pozbawiony odporności. Pierwszych skurczów, które udało się powstrzymać, dostałam w 25. tyg. Tych pod koniec 29. niestety nie udało się już powstrzymać, mimo że od miesiąca leżałam w szpitalu i byłam pod dobrą opieką. Oczywiście miałam ogromne wyrzuty sumienia, że nie dałam rady donosić ciąży i dziewczynki mają teraz kłopoty przeze mnie. Jednak pobyt w szpitalu, stały kontakt z lekarzami neonatologami i pielęgniarkami ze szpitala im. Pirogowa, ich porady, cierpliwość i wyrozumiałość oraz możliwość szybkiego kangurowania dzieci, czytania i śpiewania im, kontakt z rehabilitantką, która uczyła mnie, jak odpowiednio układać maleństwa, brać je na ręce itp., jak również podawanie córkom mojego pokarmu spowodowały, że przestałam się zadręczać myślami, uwierzyłam w siłę moich dziewczyn i mimo naprawdę trudnych chwil udało mi się wykraść dla nas i te cudowne, pełne radości i miłości nawet w warunkach szpitalnych.

Moje maleństwa są już w domu i nie mogę się nimi nacieszyć. Mimo tylu początkowych złych prognoz naprawdę sobie radzą, są wydolne oddechowo i krążeniowo, radzą sobie ładnie z jedzeniem i z piersi, i z butelki, rosną i nie tracę nadziei, że wszystko będzie dobrze i wszystkie trzy będą rozwijać się prawidłowo. Nie wiadomo, co wyniknie z dolegliwości średniej córki, czy będzie wymagać dalszego leczenia (być może będzie rehabilitowana metodą NDT Bobath), to okaże się w przyszłości. Mam jednak nadzieję, że będzie po prostu dobrze.

Nadzieja to nie jest przereklamowana rzecz. Wiedzą chyba o tym rodzice wszystkich wcześniaków.