Fundacja wcześniak

Sebastian Jan Griner

32. tydz., 2120 g, 49 cm, ur. 08.06.2012 r.

Moja ciąża przebiegała bardzo poprawnie. Poza upadkiem na początku ciąży i nagłą wizytą u neurologa oraz 3-dniowym pobytem w szpitalu w związku z silnymi nudnościami i wymiotami wszystko układało się dobrze. 12.05.2012 roku planowaliśmy z mężem wycieczkę na targi dla przyszłych rodziców. Niestety poranek tego dnia okazał się dla mnie koszmarem. Obudziłam się i poczułam, że chyba odchodzą mi wody płodowe. Ponieważ była to moja pierwsza ciąża i nie miałam pewności, co się stało, zadzwoniłam do lekarza prowadzącego, który zalecił nam podjechać do najbliższego szpitala. Tam usłyszałam słowa, które do dziś brzmią mi w uszach… „Takich niskich ciąż nie ratujemy, proszę jechać do Kliniki”. Jednak po naciskach na lekarza dyżurnego zrobiono mi USG i moje przeczucie zostało potwierdzone – 28 tydz. i odeszły mi wody.

W Klinice zrobiono mi wszystkie badania i trafiłam do boksu porodowego. Dostałam zastrzyk ze sterydami, żeby płucka mojego synka lepiej się przygotowały, a lekarze powiedzieli, że mogę się modlić, żeby wytrzymać 48 h, aż sterydy zaczną działać. Na porodówce spędziłam aż 4 tygodnie… chyba najtrudniejsze w moim życiu. Wody odpływały i odtwarzały się na nowo, ryzyko infekcji było każdego dnia coraz większe, ale dopingowana przez męża i rodziców wiedziałam, że każdy dodatkowy dzień w moim brzuchu daje młodemu lepsze szanse. Na moją prośbę 08.06.2012 r. o 11:25 urodziłam przez CC – dłuższe czekanie było już zbyt ryzykowne. Mój mąż towarzyszył mi podczas CC, co było ogromnym wsparciem. Mały dostał 6/7 pkt APGAR i trafił natychmiast do inkubatora. Niestety nawet go nie zobaczyłam.

Pierwszy raz zobaczyłam go na drugi dzień. Uczucie strachu i miłości wzajemnie się uzupełniało. 4 dni leżał pod CPAP-em, miał zastoje i problemy z przyjmowaniem pokarmu. Gdy już przeniesiono go do łóżeczka, okazało się, że ma bardzo silną żółtaczkę i musiał wrócić do inkubatora na naświetlania. Walczyłam, żeby móc karmić go moim mlekiem. Niestety ostatecznie nie nauczył się pić z piersi, a ja odciągałam do 4. miesiąca. Ze szpitala wyszliśmy po 2 tygodniach, a młody nadal nie odrobił wagi urodzeniowej. Z wypisem ze szpitala dostaliśmy całą listę specjalistów, których musieliśmy odwiedzić – audiolog, neurolog, okulista, kardiolog, rehabilitacja, usg główki (niestety w szpitalu nie zostało zrobione, bo pracownik wykonujący był na urlopie), usg brzuszka i bioder. Każda z tych wizyt kosztowała mnie niesamowicie dużo nerwów.

Obecnie Sebastian ma 6 miesięcy i jest bardzo pogodnym chłopczykiem. Po wcześniactwie została nam przepuklina, wodniaczki, wiotki przełyk, zez no i wzmożone napięcie. Chodzimy na rehabilitację i od czasu do czasu na wizyty kontrolne. Jesteśmy przekonani, że nasz ukochany wcześniaczek szybko dogoni rówieśników i będzie rósł zdrowo. Drodzy rodzice wcześniaków, mam nadzieję, że nasza historia jest kolejną szczęśliwą historią, która doda Wam otuchy i pozwoli uwierzyć w szczęśliwe zakończenie.

Pozdrawiam,

Marzena Griner


Lipiec 2013 r.

8 lipca Sebastian skończył 13 miesięcy. Patrząc wstecz, trudno uwierzyć, że to historia prawdziwa, ponieważ wszystkie trudniejsze chwile już zdążyliśmy wymazać z pamięci. Nasz syn rozwija się wspaniale. Krok po kroku rozwija nowe umiejętności, jest ciekawy świata, uwielbia kontakt z ludźmi, przepada za zwierzętami, jest bardzo pogodnym dzieckiem. Mamy za sobą szereg kolejnych badań kontrolnych, m.in. USG, okulistę, psychologa, kardiologa, które to potwierdziły brak nieprawidłowości, które mogłyby być konsekwencjami wcześniactwa. Raczkowanie rozpoczął w wieku 8 miesięcy, w tej chwili mając 13 miesięcy stawia samodzielnie pierwsze kroki. Zakończyliśmy zasadniczą rehabilitację w wieku 11 miesięcy, gdy Seba prezentował już utrwalone prawidłowe wzorce ruchowe. W tej chwili już mniej regularnie odwiedzamy naszego rehabilitanta. Uporaliśmy się z refluksem – po prostu serwowaliśmy mniejsze porcje zgodnie z rekomendacją naszej Pani Doktor i problem został rozwiązany. W ciągu pierwszego roku życia Seba przeszedł kilka drobnych infekcji wirusowych, z których na szczęście bardzo szybko wychodził bez antybiotykoterapii. Szczęśliwie zaszczepiony jest przeciwko rotawirusom – został zarażony od innego dziecka. W jego przypadku objawami była jednodniowa biegunka, rodzice przechorowali pełne 3 dni…

Pozostał ślad po przepuklinie pępkowej – wrota mięśniowe nie zamknęły się do końca i cały czas lekko odstaje. Pozostaje obserwować do drugiego roku życia, a potem zdecydujemy, co dalej.

Od miesiąca Sebastian uczęszcza do żłobka – była to decyzja nie tyle wymuszona, co chcieliśmy umożliwić mu kontakt z innymi dziećmi. W tej chwili jesteśmy przekonani, że była to dobra decyzja. Sebastian bardzo dobrze odnajduje się w grupie, uwielbia zabawy na świeżym powietrzu z innymi dziećmi.

Do rodziców wcześniaków: historia historii nierówna. Pełni niepokoju i zupełnie niespodziewanie rozpoczynaliśmy naszą historię, wyjeżdżając do szpitala po odejściu wód w 28. tygodniu ciąży. Prawdą jest, że żaden z lekarzy, począwszy od naszego prowadzącego ginekologa, a kończąc na Profesorach w CSK Ligota, nie dawał nam szans na podtrzymanie ciąży dłużej niż 1 tydzień. Okazało się, że wytrzymaliśmy wspólnie pełne 4 tygodnie – czas, który nie ma swojej ceny, gdy patrzymy na to z obecnej perspektywy. Lista potencjalnych zagrożeń dla naszego dziecka była bardzo długa – na szczęście żadne z nich nie zostało urzeczywistnione.