Fundacja wcześniak

Sara Chichti


– 22. tydzień, 604 g, 29 cm, 19.04.2004 r.

Dzień Dobry,

Mam na imię Monika. Jestem mamą Sary urodzonej w 22. tygodniu ciąży. Sara przyszła na świat 19 kwietnia 2004 roku w St. Joseph Hospital w Chicago. Moje malutkie dzieciątko ważyło 604 gramy, a długość jej ciałka nie przekraczała 29 cm.

Trzy tygodnie wcześniej przed narodzinami Sary zgłosiłam się do lekarza ginekologa na badanie kontrolne. Pani ginekolog poinformowała mnie, że wyniki USG są bardzo dobre i następnie przystąpiła do badania. Okazało się, że mam 2 cm rozwarcia i natychmiast kazała mi zgłosić się do szpitala. Nie pamiętam, jak doszłam do szpitala, bo droga moja była mglista i we łzach…

Zostałam przyjęta na oddział szpitala; kontrolowano puls dziecka i możliwe skurcze. Jednakże skurcze się nie pojawiły, a serduszko Sary biło tak mocno. Lekarz w szpitalu powiedział mi, że urodzę w ciągu 24-48 godzin, ponieważ pęcherz płodowy był pęknięty i było zbyt późno jego zdaniem na założenie szwów.

Po tej diagnozie lekarskiej, w której nie było ani 1% szans na uratowanie dziecka, przeleżałam w szpitalu jeszcze 3 tygodnie. Przez cały ten okres nie dawano Sarze szans na przeżycie. W dniu porodu (miałam poród naturalny), kiedy już urodziłam Sarę, nakryłam głowę prześcieradłem i nie chciałam nic widzieć ani słyszeć. W dali usłyszałam płacz dziecka – mojego dziecka, jaka piękna melodia. Lekarz krzyczał z radości; ona jest różowa, ona jest różowa! I tak Sara pokazała wszystkim, jak bardzo się mylą. W pierwszej minucie życia otrzymała 6 punktów w skali Apgar i 8 punktów po 5 minutach.

Sara spędziła 65 dni podłączona do respiratora, później z powodzeniem oddychała przy użyciu wąsów tlenowych. Podczas pobytu w szpitalu miała wielokrotnie zapalenie płuc, pojawiający się bezdech i bradykardię (zwolnienie akcji serca), przeszła w sumie dwie operacje; PDA (przewód Bottala) oraz NEC (operację jelita cienkiego). Od urodzenia wymagała niezliczonej ilości kroplówek, przez jedną z nich miała bardzo poważne zagrażające życiu zakażenie krwi (SEPSIS). Przeszła również przez wielokrotne transfuzje krwi związane z anemią wcześniaczą. Prześwietlenia główki nigdy nie wykazały wylewów II, III ani IV stopnia.

Zabraliśmy Sarę do domu 26 lipca 2004 roku. Przez miesiąc od wyjścia ze szpitala miała jeszcze wąsy tlenowe, z bardzo małą ilością tlenu. Nasza córeczka jest taka silna i dzielna, ma w sobie tyle życia. Jest bardzo pogodna, bardzo często się śmieje ku radości całej rodziny 🙂

Sara była karmiona piersią i butelką na przemian. Miałam bowiem 4-miesięczny zapas mleka w szpitalnej zamrażalce. Kiedy Sara była w szpitalu, ja ściągałam pokarm 6-8 razy dziennie. Tak było przez pierwsze dwa miesiące, później niestety nie tolerowała laktozy, więc zastąpiono moje mleko specjalną formułą.

Czas leci tak szybko, że aż trudno uwierzyć, że nasza Sara w ubiegłym roku ważyła 604 gramy w dniu narodzin 🙂 Obecnie Sara waży 12 kilogramów i jest naprawdę dużą i zdrową dziewczynką. Rozwija się prawidłowo jak na wiek korygowany (a może nawet nadrabia już ten czas) 11 i pół miesiąca (16 od daty urodzin). Sara zaczęła siedzieć, jak miała 7 miesięcy, a pierwszy ząbek wyrósł jej w 9. miesiącu. I tak kolejno zaczynały się wyrzynać następne.

Od niedawna Sara raczkuje i sama wstaje. Jest bardzo samodzielna i pogodna, ma w sobie tyle samozaparcia i odwagi. Jest moją dumą i oczkiem w głowie 🙂

Jeżeli zaś chodzi o karmienie, to Sara jest w stanie zjeść wszystko, po prostu lubi „jedzenie dorosłych”. Od jakiegoś czasu pije też zwykłą mieszankę mleka, a nie jak poprzednio dla alergików. Tak naprawdę to ta „alergia” nie była uczuleniem na laktozę, po prostu niedojrzały przewód trawienny nie tolerował mleka ani żadnych innych pokarmów. Objawiało się to oczywiście kwaskowatym zapachem z buzi, białym nalotem na języku, nieustającymi gazami i codzienną czkawką. Ustało po tym, kiedy lekarz pediatra-gastrolog przepisał Sarze Prevacid.

W zasadzie od wyjścia ze szpitala Sara miała obustronne zapalenie uszu i dwa przeziębienia z katarem (bez gorączki). Jak na takiego wcześniaka, to chyba spisała się dobrze! Po wszystkich ciężkich przeżyciach pozostały jej tylko blizny na brzuszku i pleckach, zrosty na nóżkach i rączkach. Ja już w tej chwili ich nie zauważam, być może sż widoczne dla innych… ale w tych czasach można wszystko już skorygować 🙂 Zresztą są one tylko powodem do dumy i śladem walki o życie tak małej istoty.

Wszystkich rodziców chciałabym utwierdzić w przekonaniu, że wiara pomaga pokonać nam te wszystkie trudności. I w takich momentach nie jesteście sami, są jeszcze inni rodzice, których w taki sposób doświadczył los. I  sama wiem, z własnego doświadczenia, jak każdy przeczytany w Internecie artykuł o 22-tygodniowym wcześniaku  dodawał mi otuchy i wiary, że Sara wyrośnie na piękną i zdrową dziewczynkę. Takie wsparcie jest potrzebne wszystkim nam, którzy nigdy wcześniej nie doświadczyli przedwczesnych narodzin dziecka. Cieszę się, że w Polsce zaistniała taka wspaniała i bogata strona internetowa o wcześniakach. To naprawdę ogromna pomoc dla tych, którzy jej potrzebują.

Dziękuję


Kwiecień 2010

Dzisiaj były 6. urodziny Sary, obchodziliśmy je z wielkś dumś i radością. Sara jest zdrowym i szczęśliwym dzieckiem. Historia jej narodzin jest dla mnie tak odległa, że czasem trudno mi uwierzyć, że takie trudne i ciężkie były początki jej dorastania. Oczywiście pozostały blizny, których kompletnie nie zauważam (Sara również) i wspomnienia…

W wieku 3 lat Sara miała operację usunięcia migdałów, które były powodem częstych zapaleń uszu. Podczas operacji umieszczono jej dreny w uszach, które miały wypaść same po roku. I tak też się stało, pierwszy dren znalazłam na poduszce, a drugi zginął bez śladu. Od momentu założenia drenów, Sara nie chorowała na zapalenie uszu.

Do dnia dzisiejszego mam w domu maszynę do inhalacji, ponieważ podczas banalnego przeziębienia i kataru Sara miała skurcze oskrzeli. Powstawały wówczas trudności w oddychaniu. Na szczęście maszyna była zawsze pod ręką. Od 5. roku życia walka z przeziębieniem była łatwiejsza i duszności pojawiały się rzadziej albo wcale. Pediatra powiedziała, że z tego zupełnie wyrośnie w wieku 6-7 lat. Raz w roku odwiedzamy okulistę, badania kontrolne wypadają rewelacyjnie. Sara nie nosi okularów i nigdy nie miała problemów z oczkami. Nic przed nią nie można ukryć, ma sokoli wzrok. Sara uczęszcza do zerówki, w przyszłym roku pójdzie już do pierwszej klasy. Potrafi już świetnie czytać, rysuje naprawdę pięknie, ma bardzo dobrą pamięć i wyśpiewa cały repertuar radiowy. Jest bardzo sprawna fizycznie, w ubiegłym roku brała udział w zawodach z gimnastyki artystycznej i zajęła tam 2. miejsce.

Sara jest bardzo energiczna, co czasem przysparzało jej trochę problemów, zwłaszcza z koncentracją. Moim zdaniem to była i jest kwestia dojrzałości, taki „syndrom wcześniaka”. Ze słuchem bywało różnie, w przedszkolu dostała skierowanie na badanie słuchu. Ja zawsze twierdziłam (matka ma intuicję), że tu nie ma problemu, Sara po prostu słyszy tylko to, co chce i tyle. Wyniki badań zawsze były dobre.


Listopad 2010

Sara uczęszcza już do pierwszej klasy. Uwielbia czytać książki. Podczas wakacji nauczyła się pływać, a teraz zimą będzie miała okazję nauczyć się jeździć na nartach. Jest pełna energii i ciekawa świata.

Mama Monika i Sara

Wszyscy rodzice mogą się ze mną kontaktować poprzez mój adres e-mailmdrawicz@gmail.com.