Fundacja wcześniak

Paulinka Kliś

Paulinka Kliś
– 28. tydzień, waga 1170 g, 43 cm, 29.08.2001 r.

Paulinka urodziła się 29.08.2001 r. o godzinie 23:55. Były to ostatnie minuty w dniu kończącym 28. tydzień ciąży. Jestem dość młodą mamą. W chwili urodzenia córeczki miałam 21 lat. Paulinka od początku była dzieckiem planowanym i chcianym. Mój mąż jest 9 lat starszy. Na dziecko zdecydowaliśmy się zaraz po ślubie. Jednak w ciążę zaszłam dopiero po kilku miesiącach starań. Całą ciążę czułam się dobrze (nie licząc standardowych dolegliwości ciążowych). W niedzielę, 27. tydzień, zauważyłam odrobinę różowego śluzu na wkładce. Nie chciałam zawracać głowy mojemu lekarzowi w niedzielę, więc zdecydowaliśmy się pojechać na USG do szpitala. Lekarz wykonujący USG powiedział, że wszystko jest w porządku. Miałam niestety małego polipa na szyjce macicy, którego trzeba było natychmiast usunąć. Do domu już nie wróciłam. Przez pierwsze 3 dni leżałam na Ginekologii (nie na Patologii Ciąży, bo wytłumaczono mi, że 27. tydzień to jeszcze niska ciąża).

Po trzech dniach wzięto mnie do zabiegówki. Tam obecnych było kilka osób. Lekarz pogrzebał coś w mojej szyjce i powiedział, że polip jest posmarowany jakimś ziołowym lekiem i sam odpadnie. Kiedy jeszcze przed zabiegiem pytałam, czy jest on bezpieczny, wyśmiano mnie. W ten sam dzień, kiedy miałam zabieg, wypisano mnie do domu. Jeszcze przed wyjściem do domu, ok. 2 godziny po zabiegu, zaczęłam się dziwnie czuć. Dostałam dość bolesnych skurczy brzucha. Zgłosiłam to lekarzowi, ale on zbagatelizował sprawę. Zostałam odesłana do domu z bólami. Wieczorem miałam już regularne i bardzo bolesne skurcze. Zgłosiłam się do lekarza, do którego chodziłam prywatnie. Próbował mi pomóc lekami (Fenoterol i Isoptin). Nic to jednak nie dało i w efekcie 2 dni po wypisie trafiłam z powrotem do tego samego szpitala, już na Patologię Ciąży. Spędziłam tam kilka dni. Wieczorem 29 sierpnia poczułam, jak dziecko pcha się na dół. Wezwany lekarz powiedział, że w szpitalu,  w którym przebywam, nie ma inkubatora na tak maleńkie dziecko (z ich pomiarów USG córka miała mieć ok. 900 g). Stwierdził, że jedyne co może zrobić, to przewieźć mnie do Szpitala Wojewódzkiego w Rzeszowie, gdyż mają tam oddział odpowiedni do ratowania życia wczesniaków. Karetka na sygnale ledwo zdążyła mnie dowieźć. Oba szpitale są oddalone od siebie ponad 50 km. Lekarze, którzy przyjmowali mój poród, nie szczędzili słów krytyki pod adresem poprzedników. Wymienię tylko niektóre błędy i zaniedbania lekarzy ze szpitala w miejscowości, z której pochodzę:

  1. zabieg, który mi wykonano, był zbędny, niczemu nie zagrażał, a tylko przyczynił się do przedwczesnego porodu;
  2. był przyczyną zakażenia wewnątrzmacicznego;
  3. karetka przywiozła mnie z niekompletną i niedającą się odczytać kartą, nie można było odczytać, jaki miałam zabieg, czy i kiedy podano zastrzyki na rozwój płuc dziecka.

Poród poszedł mi szybko i sprawnie. Cały czas kołatało mi w głowie jedno wyczytane zdanie: Lekarze ratują dzieci urodzone już w 24. tygodniu ciąży. Moja córeczka, gdy tylko się urodziła, głośno płakała i nie wydawała mi się mała. Przecież to był 28. tydzień. Sytuacja zmieniła się diametralnie na porannym obchodzie. Pani ordynator z Oddziału ION powiedziała, że malutka oddycha samodzielnie, ale ma zakażenie, z którym nie mogą sobie dać rady. Przez cały czas pobytu nastawiała mnie, że dziecko umrze. Dopiero w 8. dobie, dzień przed opuszczeniem przeze mnie szpitala, dała nam cień nadziei – wyniki zaczęły się znacznie poprawiać, a córka przestała spadać na wadze. W 4. dobie ochrzciliśmy ją. Była silna i dzielnie walczyła.

Dopiero takie doświadczenia życiowe pozwalają nam sprawdzić, ile człowiek jest w stanie wytrzymać. Nie wiem, jak bym przez to wszystko przeszła, gdyby nie pomoc mojego ukochanego męża. On nie dopuszczał myśli, że naszej córeczki może nie być. Gdy wychodziłam do domu, młoda salowa powiedziała mi, że jestem wyrodną matką, bo nie czekam na dziecko. Ona nie miała pojęcia, że każdy pisk aparatury i nerwowa krzątanina za drzwiami oddziału, gdzie leżało moje dziecko, doprowadzały mnie do panicznego strachu. Tym bardziej, że mogłam wejść i sprawdzić, czy z moją córką wszystko w porządku. Po 49 dniach mogliśmy wreszcie zabrać naszą perełkę do domu. Od początku sama kąpałam ją i przewijałam. Uważałam, że tylko ja potrafię opiekować się malutką, jak należy. Na ręce pozwalałam brać ją tylko mężowi. Bałam się, że dziadkowie, ciocie… mogą jej zrobić krzywdę. Przez pierwsze 6 miesięcy karmienie było udręką. Mała nie umiała skoordynować ssania z oddychaniem i połykaniem, w efekcie nieustannie krztusiła się i dusiła. Po kilku takich wypadkach nauczyłam się ją sprawnie odratowywać, ale nadal bałam się każdego karmienia.

Dziś Paulinka jest dużą dziewczynką, ma 3 lata i 2 miesiące. Po jej wcześniactwie nie ma już śladu (no może tylko ślady po ukłuciach na rączkach i nóżkach). Niedawno (06.08.2004) dołączył do nas mały Maksymek, urodzony w 38. tygodniu z wagą 3240. Historia się nie powtórzyła, choć nie obyło się bez drobnych komplikacji. Pozdrawiam wszystkich rodziców wcześniaków. Najważniejsze to ani na chwilę nie zwątpić w wasze maleństwo. One pomimo maleńkich rozmiarów naprawdę chcą żyć. A jak się w coś bardzo wierzy, to zawsze się to spełnia.

Grudzień 2010

Bardzo dawno nie było u nas aktualizacji, a jest się czym chwalić. 🙂 Paulinka to już trzecioklasistka.

Wbrew opinii, że wcześniaki często chorują, ona jest okazem zdrowia. Jedynie w okresie zimowym zdarza się jej ropiejące oczko. Okulista twierdzi, ze to po operacji zeza, którą przeszła, mając 4 latka. Niestety operacja niewiele pomogła i teraz jeździmy na ćwiczenia korygujące wzrok.

Jeśli chodzi o naukę jest różnie. Czasem ma okres, kiedy wszystko świetnie jej idzie, zbiera same dobre stopnie i wszystko jej lekko przychodzi. Czasem z kolei jest tak, jakby się cofała, zapominała to, czego wcześniej się nauczyła. Wygląda to tak, jakby nie była systematyczna (a tak nie jest). Bolała ją głowa, dlatego wybraliśmy się na wizytę do neurologa. Badanie EEG głowy wykazało spowolnienia pracy mózgu w płacie czołowo-ciemieniowo-skroniowym. Stwierdzono także niezgrabność neurologiczną (jednak z tym sobie szybko poradzimy). Spędziłyśmy kilka dni na badaniach w klinice w Prokocimiu. Na szczęście rezonans jest w porządku. Przyczyną bólów głowy okazały się źle dobrane okulary.

Paulinka ma talent plastyczny. Uwielbia malować (już drugi rok uczęszcza na zajęcia w szkole rysunku). Bardzo lubi wszelkie prace plastyczne. Jest drobna jak na swój wiek (praktycznie najmniejsza w klasie), jednak lekarze mówią, że mieści się w normach. Jeśli ktoś nie wie, że była takim wcześniaczkiem, nigdy nie pomyślałby, ile przeszła.