Fundacja wcześniak

Oliwia Marciniak

ur. 27./28. tydz., 710 g, 34 cm, 19.08.2010 r.

Witam,

mam na imię Sylwia, mam 26 lat i jestem mamą Oliwki urodzonej na przełomie 27./28. tygodnia ciąży z wagą 710 gramów. Postanowiłam opisać historię Naszego Cudu, aby dać wiarę rodzicom wszystkich dzieciaczków urodzonych przedwcześnie, że choć są małe, to mają wielką siłę walki i chęć przyżycia, wystarczy uzbroić się w cierpliwość i nie dopuszczać do siebie żadnych złych myśli.

No, ale zacznę od początku. O tym, że jestem w ciąży, dowiedziałam się dokładnie 13 marca ubiegłego roku. Kiedy zrobiłam test ciążowy, a następnie ujrzałam dwie kreseczki, nasza radość była nie do opisania. Na początku wielkie niedowierzanie, lekki strach i to piękne uczucie, że za 9 miesięcy będę Najszczęśliwszą Mamą pod słońcem. Nasza radość była tym większa, że leczyłam się na zespół policystycznych jajników i cykle bezowulacyjne. Jednak udało się 🙂 Już na pierwszej wizycie lekarz wyznaczył nam termin porodu na 19 listopada. Ciążę znosiłam w miarę dobrze, w pierwszym trymestrze dokuczały mi nudności, natomiast pod koniec 3. miesiąca ustąpiły prawie całkowicie. Badania zarówno krwi, jak i moczu przez pierwsze dwa trymestry były książkowe. Badania USG również nie wykazywały żadnych nieprawidłowości.

Jednak pod koniec czerwca moje ciśnienie znacznie zaczęło się podnosić, z czasem jednak do wysokiego ciśnienia doszła jeszcze opuchlizna nóg i dłoni. Tłumaczyłam sobie to wtedy koszmarnymi upałami, a każdy uspokajał, mówiąc „nie martw się, każdej kobiecie w ciąży puchną nogi, to normalne“. Przyznam szczerze, że po części sama zaczęłam twierdzić, że to chyba normalne. Wysokie ciśnienie nie dawało jednak o sobie zapomnieć. Zdarzało się, że nawet po lekach potrafiło mi podskoczyć do poziomu 160/170 na 100/110, czasem nawet więcej. Brałam jednak leki, czułam się bardzo dobrze, nie miałam żadnych zawrotów głowy, dużo odpoczywałam, zdrowo się odżywiałam, cały czas czułam ruchy córeczki.

15 sierpnia o 23.00 w nocy dostałam plamienia, a raczej krwawienia. Kiedy zobaczyłam krew cieknącą ciurkiem po mojej nodze, myślałam, że to już koniec. Choć do szpitala mieliśmy ponad 30 km, mąż dowiózł mnie do niego dosłownie w 15 minut. Od razu trafiłam na Oddział Patologii Ciąży, gdzie po zrobieniu wszystkich badań stwierdzono u mnie gestozę – zatrucie ciążowe, choć nie wiadomo, co było jego przyczyną. Powiedziano mi tylko, że dotyczy to głównie pierwiastek. W szpitalu moje ciśnienie w miarę się unormowało, opuchlizna na nogach też była już mniejsza niż wczęśniej. Codziennie wykonywano mi kilka razy zapisy KTG, które również nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Lekarze skłonni byli wypisać mnie do domu… ale los chciał inaczej.

W cztery dni po tym jak zostałam przyjęta na oddział, z niewiadomych przyczyn moje ciśnienie nagle drastycznie się podniosło. Nikt nie przewidywał najgorszego… przecież jeszcze kilka godzin wcześniej siedziałam z mężem, rozmawialiśmy o moim powrocie do domu, zakupach dla dziecka itp. 18 sierpnia około północy strasznie zaczęła boleć mnie głowa. Z minuty na minutę czułam się coraz gorzej, w końcu ból był już tak silny, że nie byłam w stanie położyć się na poduszce, zaczęłam wymiotować. Koleżanka z sali szybko zawołała pielęgniarkę, a ta lekarza. Kiedy zmierzono mi ciśnienie, które na tamtą chwilę wynosiło prawie 200/130, od razu podano mi leki na jego zbicie. Owszem ciśnienie w przeciągu dosłownie 3 minut obniżyło się znacznie, ja jednak czułam się coraz gorzej. Wtedy pielęgniarka już na wózku zabrała mnie na porodówkę. Byłam przerażona. Zapytałam tylko „Czy wrócę jeszcze na salę?, Nie urodzę, prawda? Wszystko będzie ok?“ , usłyszałam wtedy „Proszę się nie denerwować, zrelaksować, unormujemy ciśnienie i wróci Pani na salę“. Przez chwilkę nawet w to uwierzyłam. Wysokie ciśnienie jednak nie odpuszczało, zaczęłam bać się coraz bardziej. Pielęgniarki pozakładały mi kolejne wkłucia, by móc podać kolejne leki, mierząc ciśnienie dosłownie co 2 minuty. To jednak kiedy nieznacznie spadło, po minucie podnosiło się z powrotem za każdym razem coraz bardziej. Wtedy lekarz zadecydował o tym, by zrobić mi USG. Kiedy pojechałam na badanie usłyszałam, że dziecko jest stanowczo za małe i za słabe, abym mogła je teraz urodzić. Kiedy jednak wstawałam z kozetki, odeszły mi wody. Lekarz i pielęgniarka zaniemówili. Przewieziono mnie z powrotem na porodówkę, nagle podszedł do mnie ten sam lekarz i powiedział słowa, których nie zapomnę do końca życia: „Muszę Panią rozwiązać, odeszły Pani wody, teraz to już jedyne wyjście“. Później wszystko ruszyło jak wielka machina. Z płaczem i drżącymi dłońmi zaczęłam dzownić do męża, jednak nie mogliśmy się połączyć. Tak bardzo się bałam. 10 minut później leżałam już na stole operacyjnym.

O 4:23 na świat przyszła nasza córeczka. Ważyła zaledwie 710 gram i mierzyła 34 cm. Oliwka dostała 4, a następnie 6 pkt Apgar. Choć w chwili urodzenia płakała, a raczej kwiliła, nie zdążyłam się z nią przywitać, gdyż od razu zabrano ją na OION, gdzie została zaintubowana. Oliwka urodziła się cała zainfekowana, z infekcją wewnątrzmaciczną, ostrym wrodzonym zapaleniem płuc, zaburzeniami oddychania IV st. oraz niewydolnością oddechową w przebiegu, niedotlenieniem okołoporodowym oraz krwawieniami dokomorowymi II stopnia. Na oddziale spędziła 89 dni. 8 dni leżała podłączona do respiratora, następnie 13 dni na CPAP-ie. Była taka malutka, że ledwo było ją widać spod olbrzymiego pampersa. Na początku zjadała zaledwie 0,5 ml co 6 godz, następnie co 3 godz, karmiona oczywiście przez sondę, kiedy jej układ pokarmowy zaczął trawić to, co dostawała, stopniowo zwiększano jej porcje mleczka. Pomimo początkowej choroby okazała się bardzo silną dziewczynką. Ważąc zaledwie 820 gramów, Oliwka leżała w inkubatorze bez żadnego wspomagania oddechowego i bez żadnego wkłucia, gdyż nie wymagała już nawet leków. Leżała i rosła 🙂

Po niespełna 2 miesiącach z wagą 1400 gramów nasza córeczka opuściła inkubator i przeniesiona została do tzw „ciepłego gniazdka“, w którym przebywała do dnia, kiedy w końcu zabraliśmy ją do domu. 15 listopada nadszedł wielki dzień, Oliwka ważąca 2020 gramów i mierząca 44 cm pojechała z nami do domu!!! W naszym przypadku możemy chyba mówić o wielkim cudzie i szczęściu. Początkowo u Oliwki stwierdzono ROP 1. stopnia, która bardzo szybko ustąpiła, nie mieliśmy też żadnych problemów ze słuchem. Jedyne co nam dokuczało to obustronne przepukliny pachwinowe, które musieliśmy zooperować, gdyż uwięzły. Pierwsza przepuklinka uwięzła nam zaraz następnego dnia po tym, kiedy odebraliśmy Oliwkę ze szpitala, po to by znowu do niego trafić. Na szczęśćie udało się znieczulić naszą córeczkę w kręgosłup i 2 dni po operacji byliśmy już w domku. Kolejną operowaliśmy miesiąc później, również bez powikłań. Przepuklina pępkowa już się nie pokazuje 🙂

Do dnia dzisiejszego jesteśmy pod stałą opieką specjalistów. Na szczęście wszystko jest w porządku i Oliwka rozwija się prawidłowo. Żaden ze specjalistów nie stwierdził najmniejszych nieprawidłowości. Jeździmy do Ośrodka Rehabilitacyjnego, gdzie ćwiczymy metodą NDT BOBATH. Jesteśmy bardzo dumni z naszej córeczki, która choć malutka, robi ogromne postępy i rozwija się tak, jak powinna, czyli zgodnie z wiekiem korygowanym. Dzisiaj Oliwia ma 6,5 miesiąca (licząc od urodzenia) mierzy 60 cm i waży 3700 gram. Jest Naszym Małym Wielkim Szczęściem. Zaraża wszystkich swoim uśmiechem, gaworzy tak głośno, że czasem słychać ją w całym domu, chwyta już zabawki, czasami przekręca się z brzuszka na plecki i odwrotnie.

Dziękujemy całemu personelowi Oddziału Patologii Noworodka ze Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, nie sposób opisać słowami, ile Państwu zawdzięczamy. A wszystkim Rodzicom Wcześniaczków życzymy dużo wiary i nadziei, bo te Skarby choć w małych ciałkach są naprawdę wielkie i jeszcze nie raz Wam udowodnią, jak bardzo pragną żyć 🙂

Czerwiec 2012

Czas leci nieubłagalnie szybko, za 2 miesiące nasza Perełka skończy 2 latka. Ponieważ od czasu, kiedy opisałam naszą historię, minęło już tak wiele czasu, chciałam napisać, co u nas nowego.

W sierpniu nasza Oliwka skończy 2 latka. Jest malutką, drobniutką dziewczynką. Mierzy 80 cm i waży zaledwie 7 kg. Jak na dwa latka to bardzo niewiele, ale nie mamy na to wpływu, bo nasza córeczka choć ma apetyt, to przybiera nam na wadze dosłownie po 100 gram miesięcznie, a czasem nawet i mniej. Kiedy rok temu opisywałam naszą historię, byłam pełna nadziei, że wszystko co złe mamy już za sobą. Los jednak potrafi spłatać figle i tak też stało się w naszym przypadku 🙁

Otóż rozwój psychomotoryczny naszej córeczki nie przebiega już tak dobrze jak na początku. U Oliwki zdiagnozowano MPD czterokończynowe, początkowo brak postępów w rehabilitacji argumentowany był bardzo wzmożonym napięciem mięśniowym oraz ogromną spastycznością, dziś wiemy już, że mamy do czynienia nie tylko z samym napięciem, ale z mózgowym porażeniem dziecięcym, a wszystko to wskutek niedotlenienia okołoporodowego. 🙁 Oliwka ma obecnie 22 miesiące, siedzi tylko podparta, sama jednak nie siada, nie pełza, nie staje, nie przyjmuje pozycji czworaczej. Jedyne co potrafi nasza córeczka, to przewrót z brzuszka na plecki i odwrotnie. Oliwka posiada zaświadczenie o niepełnosprawności. Rehabilitowana jest w Ośrodku Fundacji Pomocy Dzieciom w Żywcu 3 razy w tygodniu oraz dodatkowo w domu zarówno przez nas, jak i kwalifikowanych rehabilitantów. Oliwka objęta jest również terapią u psychologa dziecięcego, logopedy. Systematycznie odbywamy wizyty kontrolne u neurologa, kardiologa, endokrynologa, okulisty. 12 czerwca lecę z Oliwką do Turcji na turnus delfinoterapii, w której pokładamy ogromne nadzieje, że nasza córeczka kiedyś być może postawi samodzielne kroki.

Ponadto w lipcu Oliwka przejdzie zabieg operacyjny korekcji zeza w Szpitalu Św. Rafała w Krakowie. Sam zabieg jednak nie poprawi jej samego widzenia (Oliwka na lewe oczko widzi zaledwie w 20%), a jedynie skoryguje wadę, jaką jest zez i sprawi, że Oliwka będzie patrzyła prosto.

Pomimo tych wszystkich problemów, trosk, chwil radości i smutku Oliwka jest i zawsze będzie Naszym Największym Skarbem i głęboko wierzymy, że być może nie za rok, nie za dwa, ale kiedyś przybiegnie do nas o własnych siłach, by nas przytulić tak mocno, jak mocno przytula już teraz 🙂