Fundacja wcześniak

Natalia Czajor

25. tydz., 840 g, 38,5 cm, ur. 13.04.2010 r.

Dzień dobry, choć powinnam raczej napisać dobry wieczór. Znalazłam wreszcie trochę czasu na opisanie historii Natalii. Zacznę tę historię od krótkiego wprowadzenia. Myślę, że jest ono ważne dla rodziców, którzy po stracie Dziecka boją się zaryzykować ponownie. W Sylwestra 2007 r. byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi, po kilku latach starań okazało się, że jestem w ciąży. 22 sierpnia 2008 r. przyszedł w 38. tygodniu na świat mój Synuś Krystian.

Dość szybko zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Ku naszemu zdziwieniu zaszłam szybko w ciążę. Wszystko było super do 24. Tygodnia, gdy poczułam silne skurcze. Pojechaliśmy do szpitala, lekarze nie chcieli lub nie byli w stanie zatrzymać porodu. Basieńka urodziła się siłami natury w 24. tyg. ważąc zaledwie 600 gramów i po niecałych dwóch dniach przegrała swoją walkę o życie.

Mimo bólu podjęliśmy z mężem decyzję o podjęciu jeszcze jednej próby. Gdy tylko na to lekarz pozwolił. Udało się znowu byłam w ciąży.

Natalka, która początkowo miała być Kasią, rosła i rozwijała się prawidłowo do 25. tyg. ciąży, wtedy to dostałam nagłego ataku bólu i zaczęły się skurcze. Do szpitala zabrało mnie pogotowie. Niestety trzeba było przeprowadzić cesarskie cięcie, aby ratować mnie i dziecko. Natalka urodziła się 13 kwietnia 2010 r., z wagą 840 gramów dostała 5 punktów Apgar. Przeszła wylewy II/III stopnia, rokowania jak w przypadku tak skrajnego wcześniaka były bardzo złe. Ja na początku, pamiętając co się stało z Basią, byłam załamana. Ogromnym wsparciem dla mnie był Synuś (malutki miał 2 latka) i Mąż, który powtarzał, że będzie ok. To jest FAJTER. W 15. dobie życia Natalka przeszła zabieg chirurgicznego podwiązania PDA. Dla nas koszmar, bo wiązało się to z narkozą i zabiegiem, a ponadto z transportem do innego szpitala. Ale Natalka dała radę. Po zabiegu wróciła do szpitala, w którym przyszła na świat na oddział intensywnej opieki (niestety oddział został zamknięty, mieścił się w Szpitalu Wojewódzkim w Tychach, woj. śląskie). Tam toczyła swoją walkę o życie.

Każdego dnia byliśmy z Nią, robiąc wszystko, co było w naszej mocy, aby walka ta skończyła się powodzeniem. Były to tzw. dwa kroki do przodu, trzy do tylu. Gdy myśleliśmy, że jest lepiej, Malutka dostała sepsy, udało się Jej to zwalczyć. Potem było święto, gdy po 56 dniach na respiratorze zaczęła oddychać sama z niewielką pomocą tlenoterapii. Niestety kolejny cios nadszedł w czerwcu, gdy padła diagnoza retinopatia. Ponownie trafiła do Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach Ligocie. Tam okazało się, że będzie to walka, żeby Malutka mogła widzieć cokolwiek. Udało się, można powiedzieć połowicznie. Ponieważ na lewym oku zrobiła się zaćma. Po operacji przeszliśmy kilka niefajnych incydentów w Ligocie, Natalka została przewieziona do Świętochłowic, bowiem tak mogła być doglądana przez okulistę, który ją operował.

Po wielu długich dniach i chwilach grozy Natalka wreszcie po 100 dniach pojawiła się w domu. Mieliśmy tlen, monitor oddechu, pulsoksymetr, wszystko zakupione na własny koszt, ale czego się nie robi dla bezpieczeństwa Maleństwa. Zaczęła się długa droga  po specjalistach celem kontroli Natalki zdrowia. Trafiliśmy do wspaniałego neurologa dr Piaseckiego, który nam powiedział, że Natalka nas jeszcze zaskoczy. Zaczęła się rehabilitacja bardzo intensywna, do tego terapia pedagogiczna, wizyty u logopedy i psychologa, oczywiście stałe kontrole w poradniach specjalistycznych: neurologicznej, endokrynologicznej (ma niedoczynności tarczycy), kardiologicznej, okulistycznej itd. Natalka przeszła operację usunięcia zaćmy, niestety to oczko reaguje na światło i cień, nie widzi nim, widzi tylko na prawe oczko. Pierwsze badania słuchu wskazywały na głębokie niedosłuch, tutaj otuchy dodawał nam neurolog i miał rację. Nati potrzebowała czasu na to, aby jej słuch zaczął pracować, dzisiaj słucha muzyki i kocha tańczyć.

Wszystko szło w dobrym kierunku, aż do 18 grudnia 2011 r.,  gdy trafiłyśmy do szpitala z obturacyjnym zapaleniem oskrzeli, potem w lutym 2012 r. ponowna hospitalizacja tym razem pneumokokowe zapalenie płuc, kolejna batalia o jej życie. Intensywna terapia, respirator. Mój Fajterek pokazał, na co ją stać, wyszła z tego i zaczęła pokazywać, na co ją stać.

W 2012 r. byłyśmy jeszcze dwa razy. Potem się uspokoiło. Były infekcje jedne słabsze, jedne mocniejsze, ale w domu. Jak to bywa z takimi maluchami, tydzień po skończeniu 3 lat trafiłyśmy do szpitala z zapaleniem oskrzeli i płuc oraz z temperaturą 40 stopni. Dzisiaj Natalka czuje się dobrze, bije brata, rozrabia i śmieje się, domagając swojej ukochanej bajki. Co będzie, czas pokaże, ja jestem dobrej myśli. Jest małą mądralą, wiedzącą, czego chce od życia. Kochani moi nie poddawajcie się, wcześniaki są super. Natalka dodam na koniec ma Brata, który jej pokazuje świat. Ona kocha żyć, a był moment, gdy ja zwątpiłam, teraz się tego wstydzę, ale bałam się o Nią i jej przyszłość. Kocham Natalkę i jej Brata. Rodzice Kochani nie traćcie nadziei, w razie pytań Pani Magda Sadecka-Makaruk ma mój telefon, można dzwonić.

To chyba cała historia do dnia dzisiejszego.

Pozdrawiam

Aleksandra Czajor