Fundacja wcześniak

Mikołaj Zabłocki


– 33. tydz., 2560 g, 51 cm, 15.02.2006 r.

Mikołaj był kompletnie nieplanowanym dzieckiem, tzw. wpadką – Test ciążowy zrobiłam sobie dzień po imprezie firmowej, na której wypiłam pięć piw – gdy zobaczyłam dwie kreski, doszłam do wniosku, że chyba jestem jeszcze pijana i trzeba test powtórzyć. Na drugim kreski były jeszcze wyraźniejsze. Szok był duży, ale mój chłopak w zasadzie ucieszył się mocno. Od pierwszego dnia mojej świadomości ciąży wiedziałam, że urodzę Mikołaja, pomimo iż do określenia płci było jeszcze daleko. Całą ciążę czułam się więcej niż dobrze – ani razu nie miałam mdłości, spałam tylko na potęgę. Lekarz z wizyty na wizytę mówił, że wszystko jest fajniutko. Całą ciąże chodziłam również do pracy, a do końca trzeciego miesiąca grałam nawet w tenisa ziemnego.

Mikołaj miał urodzić się prawie na prima aprilis, termin porodu został wyznaczony na dzień 02.04.2006 r. Ostatni dzień w pracy byłam 10.02.2006 r. Plan chorobowego był ambitny – przygotować ciuszki (dużo miałam od koleżanek – trzeba było je dobrze wyprać), posprzątać dom, rozliczyć zaległe dokumenty, poczytać książki i nie pamiętam co jeszcze… 14.02.2006 r. w Walentynki przygotowałam pycha obiad, zaplanowałam na deser lody i pomyślałam nawet o malutkim kieliszku szampana. Na godz. 16.00 miałam zajęcia w szkole rodzenia. Po ich zakończeniu wróciłam do domku – ze spodniami mokrymi już do kolan. Pomyślałam, że może zaczynają się problemy z trzymaniem moczu? W końcu byłam w czwartek 09.02.2006 r. u lekarza, który stwierdził szyjka trzyma super, tylko dziecko będzie duże, bo już ma ponad 2 kg. Około godz. 21.00 zdecydowaliśmy się z chłopakiem na wyjazd do szpitala, bo ze mnie cały czas coś ciekło – na izbie przyjęć okazało się, że z nieznanych przyczyn odeszły mi wody płodowe. Karetką zostałam przewieziona do szpitala, oddalonego o około 45 km, ze względu na możliwość opieki, gdybym ewentualnie urodziła. Do szpitala dotarliśmy około 24.00. Położono mnie tam na patologii ciąży i powiedziano, że jeszcze dwa tygodnie mnie przetrzymają. Mój chłopak poszedł więc zanocować do mojego brata. Podano mi kroplówkę wstrzymującą akcję porodową, po niej rozpoczęły się skurcze, dostałam więc kolejną kroplówkę wstrzymującą, po której skurcze miałam co 2-3 minuty – zostałam zawieziona na salę porodową. Okazało się, że rozwarcie jest na 8 cm i porodu nie zatrzymamy. Na całe szczęście Maciej odwiedził mnie przed pracą – był w lekkim szoku, gdy musiał szukać mnie na porodówce. Mikołaj urodził się 15.02.2006 r. punktualnie o godz. 10.00. Ważył 2560 g i mierzył 51 cm. W 1 minucie dostał 4, a w 3 – 8 pkt w skali Apgar. Niestety Maluszek wpadł w bezdech i nie oddychał samodzielnie, został więc błyskawicznie przewieziony na OION. Nawet nie mogłam Go dotknąć ani zobaczyć. Zobaczyliśmy Go wspólnie z Maciejem po 6 godzinach od porodu, leżała Nasza kochana Żabka pod respiratorem, na sobie miała mnóstwo kabelków, czujników itp. Okazało się, że Miki ma zapalenie płuc. Dwa dni pod respiratorem, dwa kolejne pod CPAP-em, a później pod namiotem tlenowym. W trzeciej dobie doszła żółtaczka. Kiedy na trzeci dzień życia Malutki lekko zapiszczał, Jego Tata miał łzy w oczach. W sumie Miki był w szpitalu 13 dni, z czego 6 na OION-e. Przez cały czas byliśmy w pobliżu szpitala, ja co trzy godziny zanosiłam świeżą porcję pokarmu. Nikomu nie życzę tego całego stresu, kiedy lekarze mówią stan ciężki, nie wiadomo, co będzie dalej. Mały był jednak niesamowicie waleczny i z dnia na dzień było lepiej. Niestety nie udało mi się Go nauczyć pić mleczka z piersi (na oddziale był karmiony butelką). Do szóstego miesiąca życia ściągałam Mu pokarm laktatorem i pił moje mleczko, tyle że z butelki. Wczoraj (15.09.2006 r. ) skończył 9. m-cy i jest najcudowniejszym dzieckiem na świecie. Jeszcze cały czas odwiedzamy neurologa, patologię noworodka i innych specjalistów i cały czas wierzymy, że wszystko będzie w porządku.

Miki nadał prawdziwy sens mojego życia. Czekam na kolejne dziecko, które będzie za dwa, trzy latka – chcę poczuć, jak to jest, gdy bezpośrednio po porodzie dostaje się swoje dziecko na pierś. Tym razem stawiam na Agatę