Fundacja wcześniak

Mija dzień za dniem…

Ewelina Anioł – mama 8-letniego Adriana z 31. tyg.


Długo zastanawiałam się nad tym, co nowego mogę napisać. Ale idzie wiosna, wszystko tak cudownie budzi się do życia. Tak jak kiedyś budziła się moja miłość do Maleńkiej Istotki, która wbrew wszystkim jest na tym świecie. Za wcześnie, w ogóle na to nie przygotowani, ale staraliśmy się dać tyle miłości, ile tylko jest to możliwe. I ta miłość dała siłę mnie i mojemu synkowi.

I tak mija nam dzień za dniem. Cieszymy się swoją obecnością, pocieszamy, jak jest źle. Czasem bardzo wszystkim zmęczeni, ale jesteśmy RAZEM. Nieraz zastanawiam, się kim tak naprawdę jestem dla mojego synka: mamą, kimś, z kim można porozmawiać, przytulić się. Aż pewnego dnia mój ośmioletni mężczyzna sam mi na to odpowiedzał: jestem kimś ważnym, bo dałam mu życie.

Nie wiem dziś, jak wyglądałoby moje życie bez mojego wcześniaczka. Tak widocznie musiało być. I tak mija nam dzień za dniem. Przyglądam się sobie w lustrze i pytam, czy dam radę. Odpowiedz brzmi: TAK, bo jesteś silną kobietą. Nie wiemy, co przyniesie życie, co jest nam pisane. Ale jak na razie biegamy rano do szkoły, po południu ćwiczenia, konie i basen. Takie to życie mam wcześniaków. Czasem trudne, choć niekiedy bardzo ekscytujące. Nie zamieniłabym go za nic na świecie.

Każda z nas o czymś marzy. Jednym marzą się dalekie podróże, innym wielkie pieniądze. A nam marzą się spokojne chwile spędzone razem. Każda nowa nabyta umiejętność o mało nie przyprawia nas o zawał. Teraz nauka jazdy na rowerku. Już na dwóch kółkach, ponieważ umiejętność jazdy na czterech opanowana. Krótkie spojrzenie na wesołą buźkę dziecka i proszę, wszystko jak po maśle. Takie chwile warto pamiętać.

Zastanawia mnie nieraz, dla kogo to robię. I ciągle odpowiedz jest ta sama: dla dziecka, kochanego męża i siebie chyba też. Bo cóż byłby warty świat bez pięknych, silnych kobiet. NIC

 

Czerwiec 2011

Czas ciągle pędzi do przodu, a my staramy się mu dorównać. Pytanie tylko po co? Czy nie lepiej żyć chwilą, cieszyć się zapachem truskawek i widokiem umorusanej buźki? Dla mnie odpowiedź jest prosta. Takie chwile dla rodziców chorego dziecka są najpiękniejsze. Chwile radości i beztroski. Nie zawsze jednak tak się da. Mimo wszystko chodzę ciągle z aparatem i pstrykam fotki. Wrzucam na bloga, a za parę lat pokażę je Adriankowi i powspominamy cudowne chwile.

Szkoda tylko, że w tych chwilach nadal brakuje jednej, ukochanej osoby. Taty i męża, który musi ciężko pracować z dala od rodziny. Kolejna źle podjęta decyzja? Na pewno nie. Gdyby nie ta praca, dziś nie miałabym Adrianka. Nie stać byłoby nas na leczenie, synagis i całą resztę kontroli. Tylko w prywatnej klinice postawili mi dziecko na nogi. A inni mówili, że chodził nie będzie.

Ale koniec smęcenia. Czas na nasze marzenia. Póki co najważniejsza rzecz, jakiej bym sobie teraz życzyła, to pomyślna operacja Adrianka, która ma się odbyć 30 września. To w tej chwili jest dla mnie bardzo ważne. A kolejne marzenie? Podjęliśmy z mężem bardzo ważną decyzję. Będzie kolejne dziecko. Ktoś kiedyś powiedział i to chyba nawet na łamach fundacji, że trudniej jest podjąć decyzję o kolejnym dziecku, niż już być w ciąży. Zwłaszcza, jak ma się pierwsze dziecko z problemami. Co Bóg da, zobaczymy. Jesteśmy pełni nadziei, że wszystko dobrze się ułoży, a mój maleńki wcześniaczek będzie starszym bratem.

 

Lipiec 2011

Jak inni potrafią dodać skrzydeł

I to jest szczera prawda. Są ludzie, którzy zawsze nas wspierają, zawsze potrafią dodać otuchy i pocieszyć dobrym słowem. Niby nic nadzwyczajnego. A jednak. Osoby tej nie znam osobiście. Wiem, że jest wyjątkowa. Dużo rozmawiamy, o wszystkim i o niczym. Nigdy się nie spotkałyśmy, a łączy nas tak wiele. Dzieci, problemy z nimi związane. Z naszymi wspaniałymi wcześniakami. Każdy z nich jest na wagę złota. Czasem zastanawiam się, jak dwie obce osoby mogą być sobie tak bliskie. Mogą być „wirtualnymi przyjaciółkami”. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. A połączyła nas fundacja wiele lat temu. Czy się kiedyś spotkamy? Kto to wie! Mam taką nadzieję. Dziś chciałabym życzyć mojej „wirtualnej przyjaciółce” wszystkiego co najlepsze. Pogody ducha i nieustającej wiary w to, że wszystko będzie dobrze. Bo ja w to wierzę. I z taką dewizą brnę przez ciężkie życie. Czy mogę powiedzieć, o kogo chodzi? Raczej nie. Nie wiem, czy ta osoba życzyłaby sobie tego. Ale jeśli to przeczyta, na pewno będzie wiedziała, że ten wpis jest dedykowany dla Niej i jej wspaniałych chłopaków.