Fundacja wcześniak

Mateusz Parkasiewicz


– 30. tydzień, waga 1440 g, 40 cm, 7.07.1998 r.

Witam serdecznie,

lektura Państwa strony natchnęła mnie do tego, żeby podzielić się z Państwem tym, co przyszło mi przeżywać 12 lat temu, kiedy to w 30. tygodniu urodził się mój pierworodny syn – Mateusz.

Świat mi się niemal zawalił, kiedy po opuszczeniu matczynego łona nie słychać było żadnego krzyku, a jedynie odgłosy akcji reanimacyjnej. Uderzenia serca były jedyną oznaką czynności życiowych, ponieważ Mati urodził się w stanie zamartwicy z wynikiem 1 pkt w skali Apgar. Waga – 1440 (po paru dniach 1180 g). Chwilę później pielęgniarka poinformowała mnie, że istnieje konieczność nagłego nadania imienia synowi wobec faktu, że, jak powiedziała, w jego stanie wszystko może się zdarzyć. W szpitalu Mateusz przeszedł pierwszy chrzest z tzw. pierwszej wody, czyli pokrótce wodą z kranu.

Wielokrotnie później przeżywaliśmy z żoną chwile bezdechu syna leżącego nieustannie w inkubatorze, wzbudzanego do życia szarpnięciem za brzuszek i cieszyliśmy się z każdej kropli sztucznego pokarmu, którą Mati przyswajał. Żona cały czas była z synem, wkładała rękę do inkubatora i gładząc go po brzuszku, zapewniała, że jesteśmy z nim, że nie jest sam. Zawsze – ku mojemu zdziwieniu – się wówczas uspokajał.

Po wyjściu ze szpitala po 2-miesięcznym pobycie zaczęła się, jak się później okazało, druga prawdziwa próba nie mniej ważna od tej szpitalnej – długotrwała i systematyczna rehablitacja metodą Vojty. Pomimo płaczu syna w trakcie bolesnych ćwiczeń i nerwów – moja żona, dzięki swojemu wrodzonemu uporowi, zdała ten egzamin na szóstkę. To dzięki niej po długim okresie rehabilitacji ówczesny guru olsztyńskich lekarzy zajmujących się rehabilitacją dziecięcą powiedział ,,Mateusz jest jak światełko w tunelu dla dzieci urodzonych w jego stanie – dogonił równieśników”. Na pewno zapamiętam to zdanie do końca życia.

Jakkolwiek parę lat później okazało się, że Mati ma niedosłuch prawego ucha spowodowany najprawdopodobniej wcześniactwem (w 1998 roku nie wykonywano jeszcze badań przesiewowych, a przynajmniej w przypadku mojego syna), to jednak po konsultacji u wielkiego Profesjonalisty – Profesora Henryka Skarżyńskiego w Międzynarodowym Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach nie został zaopatrzony w aparat słuchowy i wykorzystując drugie sprawne ucho, bez problemów porozumiewa się z otoczeniem.

Dziś Mati ma 12 lat, jest normalnym, wesołym (czasami za bardzo :), osiągającym dobre wyniki w nauce chłopcem, a rodzicom, którym maleństwo urodziło się nieco za wcześnie chciałem – bazując na własnym doświadczeniu – przekazać, że nie można się załamywać. Przede wszystkim w początkowym okresie wręcz nieodzowne jest okazywanie dziecku ciepła. Ono czuje, że ktoś bliski jest obok, że nie jest sam, że ktoś czuwa i czeka na jego powrót do zdrowia. Potem zaś upór czyni cuda. Systematyczna i konsekwentna rehabilitacja w wielu przypadkach przywróci Waszemu maleństwu sprawność, a Wam uśmiech wróci na twarz na dobre. Powodzenia!

Serdecznie pozdrawiam

Tomasz Parkasiewicz