Fundacja wcześniak

Mateusz i Aleksandra Forgiel

Mateusz
– 30. tydzień, 1420 g, 1.12.2003 r.

Aleksandra
– 32. tydzień, 1400 g. 44 cm, 17.08.2005 r.

Gdy dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami, nie posiadaliśmy się ze szczęścia. Nikt z nas jednak nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko.

Ciąża przebiegała prawidłowo. Termin mieliśmy wyznaczony na 9 lutego 2004 r. Brzuszek rósł z dnia na dzień. My cieszyliśmy się każdym dniem. Zaczęły się problemy. Pani doktor wykryła u mnie torbiel na jajniku. Po hormonalnej kuracji lekami na szczęście torbiel się wchłonęła. Naszej radości nie było końca. Wszystko przebiegało ok. Nic nie wskazywało na wcześniejszy poród.

W nocy 30 listopada zaczął pobolewać mnie brzuch. Był to dziwny ból. Bałam się, ale nikomu nic nie powiedziałam (teraz z perspektywy czasu wiem, że źle zrobiłam). Bóle były dość regularne (zdążyłam to zaobserwować). Ból „łapał” mnie co 5-7 minut. W takim stanie przesiedziałam do rana. Rano powiedziałam mężowi, co się dzieje i on zaalarmował rodziców. Natychmiast zawieziono mnie do mojej pani doktor. Po badaniu okazało się, że mam skurcze i rozwarcie na 2 cm. Moja pani doktor wysłała mnie do powiatowego szpitala w Żninie. Tam po badaniu stwierdzono, że muszę jechać (na własną rękę, bo nie było karetki) do szpitala wojewódzkiego. Trafiłam do Bydgoszczy do szpitala im. dr J. Biziela. Po przyjęciu od razu położono mnie na porodówkę. Leżałam pod kroplówką, która miała zatrzymać akcję porodową. Akcja porodowa osłabła, ale niestety miałam pełne rozwarcie. Wtedy podano mi kroplówkę na wywołanie skurczy. Poród trwał krótko – 2 godziny 45 minut od podania kroplówki. Pęcherz płodowy pękł podczas porodu, wody były czyste. Nasz synek przyszedł na świat o 18.45 pierwszego grudnia 2003 roku. Urodził się w 30. tygodniu ciąży i ważył 1420 g. Był silnym facetem. Oddychał samodzielnie. W pierwszej minucie dostał 4 punkty w skali Apgar, a w trzeciej minucie 7 punktów. Po przewiezieniu na OION z powodu narastania duszności wymagał wsparcia oddechu metodą CPAP. W 38. dobie życia w stanie ogólnym dobrym z masą ciała 2030 g wypisano naszego bobasa do domku.

Zaczęło się. Zostaliśmy rodzicami po raz pierwszy. Nieprzespane noce. Pierwsze kupki, karmienia, kąpanie itd. Totalny zawrót głowy. Na początku przez pierwsze 2 tygodnie nie mogliśmy się z mężem odnaleźć. Nasz świat zmienił się o 360°. Ale warto było. Mateuszek rozwijał się świetnie. Przybierał na wadze i rósł w oczach. Był bardzo pogodnym i bezproblemowym dzidziusiem. Uwielbiał spacerki. Kąpanie było jego pasją. Wyżynanie się ząbków??? Matuś był troszkę marudny, ale był dzielny. Po prostu zuch chłopak. Gdy miał 10 m-cy zaczął powoli mówić. Cieszyliśmy się bardzo. Rozwijał się świetnie bez żadnych problemów. Tydzień przed roczkiem nasz synuś zaczął chodzić. Obecnie ma 19 m-cy i mówi naprawdę dużo. Można się z nim porozumieć. Pokaże i powie po swojemu, o co mu chodzi. Jest mały jak na swój wiek, ale wszystkiego mieć nie można.

Obecnie jestem w ciąży z drugą dzidzią. To już 26. tydzień. Wszyscy drżymy o to, aby ta dzidzia nie urodziła się za wcześnie jak jej braciszek. Ciąża przebiega prawidłowo, chociaż wykryto u mnie toxoplazmozę. Biorę leki – rovamycynę do końca ciąży. Czuję się świetnie. Dzidzia rozwija się prawidłowo i jest zdrowa, co potwierdziło badanie usg. Teraz w tej ciąży staramy się nie myśleć o tym, co będzie. Nie szykujemy nic dla dziecka. Żyjemy chwilą, z tygodnia na tydzień. Wczoraj wróciłam ze szpitala. Zauważono u mnie grzybicę, którą już wyleczyliśmy (cieszymy się z tego ogromnie). Założono mi już szew na szyjkę macicy, aby uniknąć tak wczesnego porodu. Teraz moi chłopcy zajmują się domem i mną. Nie wolno mi nic robić i muszę się oszczędzać. Boję się strasznie o dziecko, ale staram się optymistycznie patrzeć na to wszystko i nie dopuszczam do siebie złych myśli. Teraz nie boję się macierzyństwa. Już wiemy, co i jak. Chociaż mam dopiero 23 lata (mąż 24) jestem szczęśliwa, że mogę być mamą i żoną. Jestem z tego dumna. Mam ślicznego synka, który rozwija się prawidłowo, chociaż jest wcześniaczkiem. Kochamy go najmocniej na świecie i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Teraz tylko boimy się o to, czy będziemy umieli przelać naszą miłość na drugą dzidzię. Mateuszek jest bardzo zazdrosny (chociaż codziennie daje mi buziaka w brzuszek dla dzidzi). Boję się, że sobie nie poradzę z obowiązkami. Dwójka dzieci..hmmm trudne zadanie. Jednakże jesteśmy optymistami i myślę, że sobie poradzimy. Mamy nadzieję, że nasz mały urwisek dostosuje się do nowej sytuacji i będzie wszystko ok. Poczekamy, zobaczymy.

Chcielibyśmy pozdrowić wszystkich wcześniaków i ich rodziców. Uszy do góry! Będzie ok. Trzeba tylko pozytywnie myśleć. Buziaki

Październik 2005

Na początku sierpnia urządziliśmy sobie małe wakacje. Byliśmy pod namiotem. Wszystko było ładnie, pięknie. Wróciliśmy do domku i zauważyłam, że mam spuchnięte nogi oraz wysokie ciśnienie (był to początek 30. tyg.). Przestraszyłam się bardzo i udałam się do szpitala. Zatrzymano mnie tam z rozpoznaniem gestozy – zatrucia ciążowego. Na oddziale Patologii ciąży spędziłam dwa tygodnie. Było całkiem fajnie. Oprócz skoków ciśnienia i opuchlizny nic mi nie dolegało. Potem wykryli u mnie bardzo duże ilości białka w moczu. Zaczęłam się bać. Przyjmowałam leki na obniżenie ciśnienia i było ok. Najgorzej było w nocy, gdy tylko skoczyło mi ciśnienie, to automatycznie dostawałam skurczy.Nie wiem, co było przyczyną tych skurczy. Zdarzyło się to dwa razy w ciągu tygodnia. Lekarz zadecydował o cesarskim cięciu, ponieważ ciąża stawała się zagrożeniem dla mnie i dla dziecka. Dnia 17 sierpnia wzięto mnie na porodówkę (to był 32. tydzień). Leżałam długo pod urządzeniami rejestrującymi tętno dziecka i moje skurcze. W końcu nadeszła upragniona chwila. Wzięli mnie na salę operacyjną, znieczulili od pasa w górę i wykonali cięcie. Mamy córeczkę. Ola przyszła na świat z masą ciała 1400 g, 44 cm. Dostała 8 pkt w pierwszej minucie i 9 pkt w trzeciej minucie. Była owinięta pępowiną dwa razy wokół szyi. Urodziła się o godzinie 15.00 w szpitalu im. Dr Biziela w Bydgoszczy. Operował mnie doktor Ludwikowski.
Olę po urodzeniu pokazali mi na minutkę (dałam jej buziaczka) i zabrali ją na intensywną terapię. Była tam wspomagana oddechowo metodą CPAP od 1. do 9. doby życia. Stosowano tlenoterapię, kaniulację naczyń centralnych, terapię antybiotykową oraz fitoterapię. Oleńkę przeniesiono po jakimś czasie na noworodki septyczne z powodu zakażenia wewnątrzmacicznego. Tam radziła sobie świetnie. Zakażenie wyleczono. Przybierała na wadze w błyskawicznym tempie. Pozwolono mi ją kangurować, z czego bardzo byliśmy zadowoleni. O karmieniu piersią nie było mowy – pokarm zniknął po 2 tygodniach po porodzie. Oleńka rosła z dnia na dzień. W 37. dobie życia musieli jej podać preparaty krwiopochodne z powodu anemii. Teraz jest już lepiej.
W 39. dobie życia Oleńkę zabraliśmy do domku. Jej stan ogólny był dobry. W domku czekał na nas Mateusz z dziadkiem. Ciekawi byliśmy jego reakcji. Rozczarował nas. W ogóle nie zwracał uwagi na Olę i nie był nią zainteresowany. Gdy Ola zaczynała płakać, wtedy przychodził do mnie i mówił: – Mama Ola!!! Wtedy szłam do niej, brałam ją na ręce i kucałam, żeby Mateusz mógł ją zobaczyć. Patrzył na nią zainteresowany tym płaczem. Jak ją przewijałam, to Mateusz podawał mi skarpetki i śpioszki, żebym ubrała Oleńkę. Jak na małego starszego brata muszę powiedzieć, że spisuje się dzielnie i jest bardzo pomocny. Gdy karmię Olę z butelki, to on też siada i pije ze swojej butelki.
Myślałam, że sobie nie poradzimy. A jednak dajemy sobie świetnie radę. Ola nie sprawia kłopotów. Mateusz to anioł. Teraz już nie ma tej typowej „nerwówki” co przy pierwszym dziecku. Teraz robimy wszystko ze spokojem, wiemy, co i jak. Drugie dziecko to przyjemność, pierwsze to same stresy. Nie mam problemów. Jest po prostu bosko. Oleńka je pięknie. Wypija całe 60 ml. Nie ma kolek. Śpi, gdy tylko jest najedzona. Płacze, gdy jest głodna i gdy ma mokro.
Macierzyństwo to naprawdę coś pięknego. Teraz po kilku dniach mogę to powiedzieć. Gdy widzę, jak Mateusz daje buziaka w czółko Oleńce i gdy ją przytula, to łezki mi napływają do oczu. Kochane te nasze dzieciaki.

To, co przeszliśmy, naprawdę dużo nas kosztowało. Ten pobyt w szpitalu z pierwszym synkiem i teraz powtórka z Olą. Zszarpane nerwy i niepewność. To naprawdę straszne nie mieć dziecka przy sobie. Dla mnie najgorsze było to, że nie mogłam przystawiać Oleńki do piersi i mieć jej przy sobie zaraz po porodzie.Drugi raz przechodziłam przez to samo. Rodzice wcześniaczków wiedzą, jak to jest.

Mam nadzieję że z Oleńką będzie wszystko dobrze. Będzie zdrowa i silna. Wyrośnie na dużą pannicę.

W naszym przypadku historia przedwczesnego porodu powtórzyła się. Ale jest wszystko dobrze i mamy nadzieję że tak już będzie do końca.

Czerwiec 2006 r.

Rozpoczął się czerwiec 2006 r. Nasze pociechy rosną z dnia na dzień. Rozwijają się znakomicie. Mateuszek ma już 2,5 roku. Jest kochanym urwisem. Mówi jak na swój wiek bardzo dużo i bardzo wyraźnie. Potrafi liczyć, uczy się słówek po angielsku. Potrafi także nazywać niektóre literki. Wymowa przychodzi mu bardzo łatwo. Ostatnio bardzo wyraźnie akcentuje w wyrazach literę R. Mamy z tym niezły ubaw. Jak wiecie, Mateusz jest alergikiem. Często chorował nam na zapalenie oskrzeli. Od jakiegoś czasu dostaje taki syrop odczulający Claritine. Od czasu jak zażywa ten syrop, widać poprawę. Nie ma duszącego kaszlu. Na spacerki może wychodzić bez „wziewów”. Teraz mamy spokój na jakiś czas. Od września wysyłamy naszego małego-dużego synka do przedszkola. Bardzo chce tam iść. Ciekawe, jak będzie we wrześniu. Na razie jest pełen zapału.
Oleńka ma obecnie 10 m-cy. Jest przeciwieństwem Mateusza. Mateusz jest bardzo ruchliwym dzieckiem. A Ola spokojna. Wychodzą jej właśnie ząbki. Przechodzi to strasznie. Bardzo ładnie je. Przybiera na wadze. Waży teraz 9 kg. Duża dziewczynka. Nie mamy z nią kłopotów wychowawczych. Zaczyna mówić pierwsze słowa. Mama, baba, tata J. Oboje z mężem jesteśmy bardzo dumni z obu naszych pociech. Ola również jest alergikiem, jest zbyt mała, aby stwierdzić, na co. Zapobiegawczo podajemy jej pyłek kwiatowy + miód zalane wszystko ciepłą wodą. Po tym „eliksirze” nasza córeczka przestała chorować. Choroby minęły jak ręką odjął. Oleńka ma już dwa ząbki na dole i trzeci wyżyna się u góry, strasznie przechodzimy to wszyscy. Ola już jako niemowlak przesypiała całe noce. Teraz też pięknie je i śpi. Jada 5 razy dziennie. Przede wszystkim mleko. To u niej podstawa. Ale nasz łakomczuszek uwielbia, co chwilka coś mieć w buźce. Jada chrupki, jabłuszko no i obiadki. Wszystko, co jej się poda, to zje. Oleńka sama siedzi. Nie raczkuje, chyba jej masa na to nie pozwala.

Nikt nigdy nam nie chce wierzyć, że nasze dzieci bardzo się kochają. Ten, kto nie widział, ten nie uwierzy. Mateusz jest w stosunku do Oli bardzo opiekuńczy i pomocny. Pomaga jej we wszystkim. Jeśli Ola nie radzi sobie w chodziku z jakąś przeszkodą, Mateusz bardzo chętnie biegnie z pomocą. Jeśli Ola przewróci się w łóżeczku podczas zabawy, wtedy Mateusz alarmuje i podnosi nas na równe nogi. A niekiedy sam ją podniesie. Nikt tak jak on nie potrafi rozbawić Olci. Wtedy nasza córeczka śmieje się w głos. A Mateusz robi do niej głupie miny. Woła na nią Olcha fasolcia ha ha ha. Mamy mnóstwo radości z tych naszych dzieci. Nie wyobrażamy sobie życia bez nich. Są całą naszą radością, radością naszego życia. Dzieci to największy skarb, jaki posiadamy. Kochamy ich nad życie. A choroby???? Raz są, raz ich nie ma. Trzeba sobie radzić i być dzielnym, najważniejsze, że można im pomóc.

Wcześniaki są najcudowniejszym darem od Boga. Pomimo tych wszystkich perypetii i przejść nie wyobrażamy sobie z mężem, co by to było, gdyby ich nie było. Są, jacy są, ale SĄ. I za to ich kochamy. Teraz dopiero dociera do nas, jak wielką moc ma Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, bo to dzięki niej (aparaturze uzyskanej z tej Orkiestry) żyje większość wszystkich malutkich wcześniaczków. I cieszmy się, że taka organizacja istnieje, która ratuje takie maleństwa. Wspierajmy WOP.

Pozdrawiamy serdecznie Kaśka, Marcin, Mateusz i Oleńka Forgiel