Fundacja wcześniak

Martynka Pakulska

 

– 32. tydzień, waga 1500 g, 36 cm, 18.09.2002 r.

Martynka urodziła się 18 września 2002 r. Był to 32. tydzień ciąży. Ważyła 1500g, stan po urodzeniu był średniociężki, dostała 7 punktów w skali Apgar. Miała podawany tlen w 1. dobie życia. Wystąpił też okołoporodowy wylew do mózgu drugiego stopnia. W siódmej dobie nastąpiło nefrotyczne zapalenie jelit. Przez prawie dwa tygodnie była karmiona dożylnie. Miała również retinopatię wcześniaczą oraz jeszcze w szpitalu podawano jej krew ze względu na zbyt niski poziom hemoglobiny. W chwili obecnej Martynka skończy już 6 miesięcy, wylew praktycznie się cofnął, retinopatia również. Cały czas jest rehabilitowana metodą Wojty 4 razy dziennie co 3 godziny.

Martynka spędziła w szpitalu miesiąc, który był chyba dla mnie najcięższym miesiącem w życiu. W chwili obecnej rozwija się bardzo prawidłowo, jest pod stałą opieką pediatry, neurologa, ortopedy oraz oczywiście rehabilitantki, która przychodzi raz w tygodniu. Rehabilitacja daje niesamowite efekty nie tylko ze względów leczniczych, ale również ogólnorozwojowych.Jedyna uwaga, jaką mam do Państwa, jest taka, iż nie zgadzam się z tym, że poradą mogą służyć rodzice, których dzieci skończyły rok. Ja siebie uważam w chwili obecnej za bardzo doświadczoną w opiece nad wcześniakiem, mimo że Martynka skończy dopiero 6 miesięcy. Myślę, że każdy rodzic, który ma tak dużego wcześniaka, może uważać siebie za doświadczonego. Moim zdaniem największe rozterki i wątpliwości następują w momencie zabrania dziecka do domu, bo wtedy dopiero człowiek uświadamia sobie, że nie wie, jak ma się zająć wcześniakiem. Popieram waszą akcję całym sercem, ponieważ ja swojego czasu również szukałam publikacji na temat wcześniaków i powiem szczerze, że nie znalazłam właściwie nic, czego w tamtej chwili już bym nie wiedziała. Natomiast w sprawach, które wzbudzały moje wątpliwości, niestety i tak nie znalazłam pomocy. Służę również swoim obecnym doświadczeniem i oferuję dalszą współpracę z fundacją. Takie akcje są bardzo potrzebne, bo w Polsce rodzi się bardzo dużo dzieci przedwcześnie urodzonych i matki nie mają gdzie uzyskać pomocy i informacji.

Nowe zdjęcia Martynki:

 

Marzec 2004

Witam,

Martynka ma 1,5 roku. Jesteśmy już po intesywnych przejściach z lekarzami i borykaniem się z problemami wcześniakowymi. Martynka wyszła z retinopatii praktycznie bez szwanku. Oczka miała badane do ok. 5. miesiąca życia, co tydzień, a potem następne badanie po skończeniu 12 miesięcy. W czwartym miesiącu życia okazało się, że rozwój neurologiczny nie idzie w tym kierunku, którego wszyscy by oczekiwali. W związku z tym włączono rehabilitację metodą Vojty. Bardzo to przeżywaliśmy, dużo wtedy płakałam, ale trzeba, to trzeba. Zaczęliśmy rehabilitację, która miała trwać nawet do dwóch lat, ale Martynka zaczęła robić tak niesamowite postępy rozwojowe z tygodnia na tydzień, że rehabilitacja skończyła się po pół roku. Nie ukrywam, że to przyniosło mi ulgę, ponieważ ćwiczenia przede wszystkim chyba najbardziej kosztują rodziców bardzo wiele. Szczególnie nastawienie psychiczne do tej metody, która jest trudna, szczególnie jak dziecko tak strasznie płacze. Mój mąż wychodził z domu, jak przyjeżdżała rehabilitantka, bo nie mógł znieść płaczu Martynki. Metoda jest fenomenalna, czasami już po jednym ćwiczeniu było widać efekty. Dlatego wszyscy rodzice, którzy macie wątpliwości, uwierzcie, że warto. Najważniejsze jest dobro dziecka, a metoda procentuje, widzę to teraz, kiedy Martynka sama, naturalnie, bez problemów rozwija się, tak jak powinno dziecko w jej wieku. Obecnie jesteśmy na etapie jedzenia samodzielnego, wprawdzie na razie więcej idzie za talerz i na podłogę, ale jemy same i to się liczy.

Martynka zaczęła chodzić, jak miała 13,5 mies., czyli 11 w wieku korygowanym. Podobno to szybko jak na wcześniaka – ale zaznaczam, że stało się tak dzięki rehabilitacji metodą Vojty. Ćwiczenia absolutnie poruszyły Martynki zmysły do dalszego rozwoju.

We wrześniu ubiegłego roku, przy kończeniu roczku, okazało się, iż Martynka ma astmę oskrzelową, która jest efektem alergii pokarmowej – z którą do dnia dzisiejszego się borykamy – oraz przejść typu inkubator, podawanie tlenu i wszelkich innych rurek…

Musieliśmy zakupić inhalator elektryczny do robienia inhalacji oraz lekarstwa. Jest to choroba przewlekła, praktycznie nie do wyleczenia. Można jej objawy przy odpowiednio szybkim wykryciu zminimalizować praktycznie do stanu, że nie występują one przez lata, ale trzeba się z tym nauczyć żyć. Bardzo to przeżyłam i długo nie mogłam się z tym oswoić. Martynka miała bardzo łagodne objawy – nie od razu duszenie – jak jest kojarzona astma, ale charczenie, które np. nasilało się między godz. 4 a 7 rano oraz duszący kaszel po większym wysiłku przy zabawie. Na początek inhalacje mieliśmy 2 razy dziennie, obecnie od stycznia inhalujemy się raz dziennie, oprócz tego są dodatkowe syropy na alergię, ale jakoś to idzie. Wszyscy nauczyliśmy się i przyzwyczailiśmy do sytuacji. Martynka czasami buntuje się przy inhalacji, ale to wszystko dla jej dobra. Dużo przeszliśmy, ale chciałam wszystkim rodzicom powiedzieć, że warto poświęcić sie dla dziecka. Największą dla mnie nagrodą za to wszystko, jest to, jak Martynka potrafi przyjść i dać buzi, uśmiechnąć się. Nic wtedy nie jest ważniejsze. Ostatnio nawet po ciężkim roku byłyśmy na krótkich feriach zimowych, gdzie jeszcze rok temu było to dla mnie w ogóle nierealne i nie do pomyślenia.

Wiem, że mieliśmy dużo szczęścia, że Martynka tak się rozwija i przebiega to bez większych problemów – już. Zdaję sobie doskonale sprawę, że nie wszystkie wcześniaki mają taką możliwość.

Chciałam tym samym bardzo podziękować wszystkim lekarzom, którzy prowadzili i prowadzą Martynkę. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy do nich, bo oni uratowali życie i rozwój mojego dziecka. Szczególnie dziękuje dr Joannie Koralewskiej, bez której nie wyobrażam sobie funkcjonowania Martynki. Bardzo dziękuję Pani doktor za to, że jest przy nas, że dba o Martynki zdrowie oraz zawsze nas słuchała i nie dopuszczała do paniki.

Życzę wszystkim rodzicom wytrwałości i przekonania, że warto. Jesteśmy na to dobrym przykładem

Pozdrawiam
Emilia Pakulska