Fundacja wcześniak

Magdalena Rurańska

27. tydz., 1000 g, 39 cm, 17.09.2009 r.

16.09.2009 trafiłam do Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach-Ligocie. Pęcherz płodowy był już w drogach rodnych, a był to dopiero 27. tydzień ciąży. Na KTG skurcze się nie pojawiały, więc lekarze dali mi nadzieję, że postarają się powstrzymać poród. Zrobili wszystkie potrzebne badania i wyszło, że mam infekcję wewnątrzmaciczną i podali antybiotyki. Dostałam zastrzyk sterydowy na rozwój płuc córki. 17.09.2009 r. zaczęły się skurcze i odeszły wody, które były krwiste. Szybka decyzja o cesarskim cięciu i o 10:32 była już Magdalena Sonia. Nie słyszałam płaczu. Widziałam tylko, jak położna biegnie z wózeczkiem, w którym jest małe, białe zawiniątko. Jeden z lekarzy poszedł się dowiedzieć na oddział neonatologii, co z córką. „Żyje. Dostała 5 punktów, waży 1000 gram i ma 39 cm” – powiedział. Po skończonej cesarce podeszła do mnie lekarka, która badała moją córkę. Powiedziała, że dziecko jest niesamowicie ruchliwe i nie dają sobie z nią rady, bo się im buntuje.

Zasnęłam. Po przebudzeniu przyszedł Narzeczony. Mówił, że widział naszą córeczkę. Mówił, że jest piękna, wygląda jak laleczka. Opisał, że jej dłoń jest wielkości jego paznokcia z kciuka. Przyszła neonatolog z pielęgniarką, zlecając pobranie mi krwi dla dziecka. Pani doktor potrzebowała pisemnej zgody na przewiezienie dziecka do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach.

W 4. dobie po cesarce zostałam wypisana. Od razu pojechaliśmy do szpitala w Tychach. Zobaczyłam plastikowe pudełko, wokół pełno aparatury, a w środku maleńką istotę. Miała ciemne, posiniaczone nóżki i czerwonosine ciałko. A na malutkiej główce czarną czuprynkę. Lekarka poinformowała nas, że Magdusia ma lekką żółtaczkę, że trzustka nie trawi i muszą jej dawać insulinę, dużo antybiotyków, a waga spada (wtedy było 880 gramów).

Dni mijały. Wieści raz były lepsze, raz gorsze. Waga rosła, co było widać po Magdusi, bo robiła się coraz to bardziej pulchna. Pod respiratorem leżała równe 1,5 tygodnia i lekarze podłączyli ją pod CPAP. Miała 2 próby odłączenia od tlenu, ale dopiero za 3. razem się udało. Pod tlenem była ok. miesiąca. Lekarze byli pod wrażeniem jej płuc – mówili, że jak na tak wczesnego wcześniaka i o tak małej masie urodzeniowej, to rewelacyjnie sobie radzi z oddychaniem.

Magdusia miała dość długo sklejone oczka, ale gdy tylko je otworzyła, miała robione badanie wzroku. Przy dwóch bądź trzech badaniach oczka były w idealnym stanie. Przy czwartym wyszła retinopatia I stopnia. 17.11., czyli 2 miesiące od urodzenia, miała wyjść ze szpitala. Dzień przed zrobiono kolejne badanie wzroku i niestety było już ROP III. Następnego dnia została przewieziona do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach-Ligocie w celu wykonania laseroterapii. Po tygodniu Magdusia wróciła do szpitala w Tychach. Magdusia musiała jeszcze kilka dni być w szpitalu, by można było powtórzyć badanie wzroku. Nadszedł poniedziałek i powtórne badanie. Tak bardzo się bałam. Po badaniu lekarka podeszła do mnie i powiedziała: „Pakujcie się i jedźcie do domu”. 01.12.2009 Magdusia wyszła ze szpitala po 2,5 miesiącach pobytu w szpitalach.

Później oczywiście wizyty u specjalistów takich jak: ortopeda – wizyt w sumie 3 – zalecane było szerokie pieluchowanie. Na 3. wizycie się skończyło; audiolog – każdorazowe badanie idealne; neurolog – za każdym razem zadowolony z postępów Magdusi – po pierwszej wizycie było USG przezciemiączkowe, które wykazało, że po wylewach nie ma śladu; poradnia rehabilitacyjna – zalecenie: rehabilitacje (do dziś, tj. 04.06. i jeszcze będą trwać) ze względu na opóźniony rozwój, asymetrię ciała i wzmożone napięcie mięśniowe; okulista – co 3-6 miesięcy wizyty kontrolne. Przy ostatniej wyszła wada wzroku: zez, krótkowidztwo i astygmatyzm (-7,00 i -4,25), ale Magdusia dzielnie walczy z okularkami (a my razem z nią).

Aktualnie (27.09.2011) Magdusia jest na etapie samodzielnego chodzenia. Pierwsze kroki postawiła, mając 22 miesiące. Jeszcze niekiedy się przewraca, ale jest coraz lepiej. Madzia jest bardzo pogodnym dzieckiem, rozgadanym, ciekawym świata. Uwielbia towarzystwo innych dzieci. Waży 13 kg i ma ok. 90 cm wzrostu. Nigdy nam nie sprawiała żadnych problemów wychowawczych (jeszcze!). Póki co jest bardzo grzeczną i ułożoną dziewczynką, choć niekiedy wstępuję w nią diabełek.

 

PODSUMOWANIE:

Madzia, 27. tydzień, 5 punktów, 1000 gram, 39 cm. Zmagała się z: zaburzeniami oddychania,  wrodzonym zapaleniem płuc, anemią, początkowo nie trawiła pokarmów, miała wylewy II i III stopnia, retinopatię III stopnia.

Jeśli ktoś ma pytania, czy chce po prostu „porozmawiać”, to proszę o kontakt: soniacwajda@gmail.com