Fundacja wcześniak

Kubuś Ignatowicz


– 32. tydzień
, waga 1270 g, 48 cm, 5.07.2002 r.

Mieszkamy w Warszawie. Mam na imię Andrzej. Byliśmy z Agnieszką ponad 4 lata po ślubie i uznaliśmy, że czas na powiększenie rodziny. Żona zrobiła wszystkie badania i stało się. Jednak już w 6. tygodniu ciąży wylądowaliśmy w szpitalu na Karowej. Agę kłuło coś w brzuchu. Okazało się, że to tylko powiększająca się macica. W 19. tygodniu zaczęło żonę swędzieć całe ciało. Jadąc do znajomych, wstąpiliśmy do szpitala, by to skonsultować. Aga została 2 dni na obserwacji. W 25. tygodniu żona zasłabła w pracy. Znowu skończyło się na kilku dniach na oddziale patologii ciąży. Żona wyszła z zaleceniem oszczędnego trybu życia. Dzidziuś według USG ważył wtedy ok.700g.
Kiedy zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie zacząć kupować łóżeczka, wózka nadszedł 27. tydzień. Aga zaczęła puchnąć, a kiedy pewnej nocy ciśnienie wzrosło na 180×120, postanowiliśmy jechać do szpitala. Był 27. tydzień i 6. dzień ciąży. Okazało się, że pojawiły się skurcze. Aga od razu wylądowała na bloku porodowym. Szybko dostała zastrzyki na wykształcenie płuc dzidziusia i powstrzymanie skurczy. Kiedy wydawało się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, zaczął się kaszel, spadła saturacja i Aga wylądowała w Instytucie Gruźlicy na ul. Płockiej z podejrzeniem zatoru płuc. „Na szczęście” okazało się, po zrobieniu zdjęcia rentgenowskiego, że to „tylko” zapalenie płuc oraz woda w płucach, która jeszcze tej samej nocy została usunięta. W leczeniu pojawiły się 2 rodzaje antybiotyków i Aga wyszła z tego. W tym czasie odwiedziło Agę trzech! lekarzy z Karowej, przynosząc aparat do KTG. Pojawiło się niestety też białko w moczu. Początkowo na poziomie 3-4g/24h.
Aga wróciła na Karową. Diagnoza brzmiała: silny stan przedrzucawkowy, czyli potocznie mówiąc poważne zatrucie ciążowe i w zasadzie nie było szans na wyście ze szpitala przed rozwiązaniem. USG wykazało, że dziecko nie przybrało na wadze w tym czasie. Żona leżała znów na patologii i liczyliśmy każdy upływający dzień, tydzień: 29., 30., 31. Białka w moczu było coraz więcej. Przekraczało 10g/24h, próby uszczelniania nerek za pomocą sterydów (Encorton-u) nie przynosiły efektów. Dziecko mało przybierało na wadze i Aga dostawała dożylnie albuminy, aby zapobiec niedożywieniu dzidziusia. Tuż przed porodem Aga przybierała na wadze (woda) ponad 0,5 kg dziennie. Kiedy woda pojawiła się w worku osierdziowym na 1 cm i wynik KTG zaczął się pogarszać, 4 lipca prof. K. Czajkowski opiekujący się nami przed i w czasie ciąży podjął decyzję o jej zakończeniu. Był to 7. dzień 31. tygodnia ciąży. Według USG, zrobionego kilka dni wcześniej, dzidziuś miał ważyć 1460gą210g. Rzeczywistość była troszkę inna.
Kuba urodził się 5 lipca 2002 r. z wagą 1270g. Dodatkowo zaplątał się w pępowinę. Dostał 10 pkt Agpar! i zamiast na intensywną terapię trafił na oddział wcześniaków. (W tym czasie łożysko żony poszło do analizy i po kilku tygodniach okazało się, że 20 % z niego już obumarło. Przy 30 % dziecko ginie. To tylko potwierdziło słuszność decyzji o zakończeniu ciąży).

Jakub był dzielny. Nawet sam oddychał. Niestety trwało to tylko 10 godzin. Wtedy zaczęły się zaburzenia oddychania 3. stopnia, okazało się także, że są wylewy 2. stopnia do mózgu i Kuba na kilka dni wylądował na intensywnej terapii noworodków. Jakub na wcześniakach był jednym z najmniejszych pacjentów, na Intensywnej Terapii jednym z największych. Piszę to po 7. miesiącach od tych zdarzeń, emocje opadły, ale wtedy wchodząc na OIOM, łzy same cisnęły się do oczu. Nie miałem odwagi robić tam zdjęć.

Nasz syn został w szpitalu 7. tygodni, wyszedł 21 sierpnia 2002 r., ważąc 2070g. W tym czasie żona po 2 dniach na oddziale nefrologii i 2 tygodniach w szpitalu na Karowej wyszła wreszcie do domu, a po 5 miesiącach jej organizm sam doszedł do zdrowia i dzisiaj Aga jest zdrowa tak jak przed ciążą. W czasie pobytu Jakuba w szpitalu 2 razy dziennie jeździliśmy do niego, wożąc mleko, systematycznie co 3 godziny odciągane przez żonę. Udało utrzymać się laktację, co uważamy za ogromy sukces.
Wydawało się nam, że jak Kubuś będzie w domu to wreszcie wszystko się ustatkuje. Nic z tego: wizyta goniła wizytę: okulista, chirurg, neurolog, ortopeda, audiolog, kardiolog, neonatolog i pediatra, który bał się naszego dziecka, bo było takie malutkie. Na szczęście siatkówka się nie odkleiła. „Nie ma śladów retinopatii” orzekł po 3. wizycie okulista. USG głowy wykazało, że wylewy do mózgu się wchłonęły! Jest co prawda dyskretnie powiększona przestrzeń podtwardówkowa na 5mm i trzeba to kontrolować. Chirurg znalazł za to przepukliny pachwinowe, pępkową i wodniaki jąder. To wszystko skutki przedwczesnego przyjścia na świat. 25 listopada Kubuś w szpitalu na ul. Niekłańskiej przeszedł operację (pod narkozą) na przepukliny pachwinowe. Przepuklina pępkowa oraz wodniaki zmniejszają się z tygodnia na tydzień i prawdopodobnie same znikną. Ortopeda i audiolog nie mieli zastrzeżeń. Kardiolog wykrył szmery w serduszku, jednak po 2 miesiącach zniknęły! Neurolog zauważa opóźnienie ruchowe i zaleca stymulację ruchową. Żona 5 razy w tygodniu chodzi z Kubusiem na rehabilitację, 2 razy w tygodniu na masaż i obecnie na laseroterapię mającą wzmocnić mięsnie brzucha, które po operacji są słabiutkie. Wobec tego wszystkiego, niedokrwistość – już sobie z nią Jakub poradził i przetoczenie krwi, które miał jeszcze w szpitalu, wydawało się nam czymś normalnym.
24 grudnia Kubuś po raz pierwszy leżąc na brzuchu, oparł się na przedramionach, podniósł głowę, rozejrzał się w lewo i w prawo.

Na początku lutego po raz pierwszy (nie do końca świadomie) przewrócił się z brzucha na plecy. Nie trzyma jeszcze sztywno główki, choć mocno się stara i dzień ten zbliża się ogromnymi krokami.
Wczoraj 24 lutego 2003 r. rehabilitantka zauważyła, że Kubuś zaczyna pełzać!
Jakub ma obecnie 7,5 miesiąca, waży już ponad 7 kilo, ma 68 cm wzrostu. Systematycznie choć powoli robi postępy.

Zdjęcia Kubusia można też oglądać na mojej stronie internetowej http://www.agb.com.pl/~dziejo/kuba.html
Są one raz w miesiącu aktualizowane.