Fundacja wcześniak

Kamil Wiśniecki

30 tydz., 1404 g, 19.08.2013 r.

Minęły dwa lata, odkąd na świat przyszła nasza córeczka, wcześniak z 26. tyg ciąży. Kruszyna, ważąca zaledwie 730 g, swoim przyjściem na świat dostarczyła nam wiele strachu, nadziei i emocji, jakie naprawdę trudno jest opisać.  I stało się…  test ciążowy znowu pokazał dwie kreski…

Radość i strach. Duma i przerażenie. Uśmiech i łzy. Emocje, które ciągle się przeplatały… Postanowiłam zrobić wszystko, żeby tym razem donosić ciążę jak najbliżej, wyznaczonego przez ginekologa, terminu.

Niemal od razu przeszłam na L4, chodziłam na częste kontrole do różnych specjalistów, regularnie robiłam wszystkie badania, pilnie strzegąc zaleceń lekarzy. Wszystko było dobrze, żadnych problemów, sytuacja dużo lepsza niż przy pierwszej ciąży. Nagle pewnego ranka pojawiło się silne krwawienie. Dalej to już szpital, cesarka i po wszystkim. Ponoć gdybyśmy przyjechaliśmy kilka minut później, dziecka nie udałoby się uratować… Na pytanie dlaczego łożysko się odkleiło, lekarz odrzekł, że po prostu mieliśmy pecha…  że w ciąży to się czasem zdarza, pomimo tak dobrej opieki, jaką miałam.

O czym rozmyślałam? Wcześniak, znowu wcześniak… W sercu pojawił się ból, taki swego rodzaju ciężar. Czy da się z tym pogodzić…? Wszyscy myślą, że za drugim razem jest łatwiej. Bzdura. Było gorzej, gdyż byliśmy świadomi, ile dziecko teraz wycierpi. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że to konieczne, przecież szpital walczy o jego życie, ale dochodziła świadomość, że Mały nie przejdzie tego bezboleśnie… I właśnie cierpienie i samotność Kamilka najbardziej mnie przytłaczały…

Kamil ur. się w 30. tyg. ciąży, z wagą 1404 g, wylewem dokomorowym II stopnia i niedotlenieniem okołoporodowym.  Dostał 4 punkty w skali Apgar, a jego stan był określony jako bardzo ciężki.  W drugiej dobie życia został ochrzczony. Jak większość wcześniaków nie potrafił samodzielnie oddychać, miał silną anemię, kłopoty z układem pokarmowym. Przeszedł setki badań, w tym krwi (trzykrotnie przetoczonej), serca, kilkanaście RTG, badania neurologiczne, wzroku itd. To były bardzo trudne chwile, nasze kolejne dziecko walczyło o życie… W tym samym czasie ja walczyłam o pokarm dla niego. Ale powoli udało się! Każdy dzień był dla nas dniem dobrych wiadomości. A to odłączono respirator, innym razem skończyli podawać antybiotyki, potem syn zaczął tolerować moje mleczko, przybierał na wadze, samodzielnie oddychał,  robił kupki itd. Każda z tych wiadomości dodawała nam skrzydeł, choć dla innych ludzi nie stanowiłaby nic nadzwyczajnego.

Przygnębiający był jeszcze widok wszelkich podłączonych rurek, kabli, wenflonów, plastrów,  taśm klejących na cienkiej skórce i blizn po różnych zabiegach. Ale wszystkiego z czasem zaczęło ubywać, aż wreszcie inkubator zamienił się na podgrzewane (a potem zwykłe) „gniazdko” i nadszedł dzień wypisania, już dwukilowego, Maluszka do domu. Do szpitala przyjechaliśmy wówczas całą rodziną. Kamil poznał swoją siostrę – Beatkę, która przy okazji przypomniała swoją historię pielęgniarkom („ciociom”) i neonatologom, którym trudno było uwierzyć, że tak dobrze się rozwija. Przeżywaliśmy wówczas niezwykłą radość, która jest w naszych sercach do dziś.

3 tygodnie po wypisie ze szpitala zrobiliśmy badania krwi, po których synek niemal natychmiast trafił na oddział pediatryczny, celem ponownego przetoczenia krwi. Na szczęście kolejne wyniki były już znacznie lepsze. Korzystając z doświadczenia, jakie nabraliśmy przy pierwszym wcześniaczku, od razu zapisaliśmy Kamila na niezbędne kontrole – kardiologa, neurologa, okulisty, zrobiliśmy USG bioderek, główki, serduszka, badania krwi, moczu, słuchu, zaczęliśmy uczęszczać na rehabilitację do ośrodka wczesnej interwencji. Na bieżąco jesteśmy w kontakcie z neonatologami i pediatrą. Ku naszemu zaskoczeniu, pomimo iż w szpitalu ani raz nie przystawiałam synka do piersi, w domu tak chętnie ją załapał, że nie dostał już więcej butelki.  Minęły 4 miesiące i nadal jest karmiony wyłącznie piersią. Uważam to za taki nasz mały, osobisty sukces, gdyż z córką się to nie udało.  Na szczęście mamy wsparcie całej rodziny i przyjaciół. Staramy się też podzielić swoją praktyką z innymi rodzicami wcześniaków poprzez maile, czaty na portalach społecznościowych i historiami takimi, jak ta. Wiemy, że większość rodziców po narodzinach wcześniaka nie wie, jak sobie ze wszystkim poradzić, ale również, że po zabraniu maluszka do domu nie ma pojęcia, od czego zacząć i gdzie się udać. My też to przechodziliśmy, wiemy, co to oznacza i dlatego będziemy wspierać pozostałych.

Dziękujemy Oddziałowi Patologii Noworodka z Bielska-Białej. Cudowni ludzie, wielkie serca!

 

Grudzień 2016

Czas tak szybko mija… Kamil w sierpniu 2016 r. skończył już 3 lata. Mając na uwadze nasze liczne doświadczenia z pierwszym wcześniaczkiem, w pierwszym roku jego życia korzystaliśmy z pomocy fizjoterapeutów, uczęszczając na regularną rehabilitację. Z uwagi na szmery słyszalne w okolicach serduszka, anemię i niezamknięty po porodzie przewód Botalla pojawialiśmy się też na kontroli u kardiologa, do tego jeszcze wizyty u neurologa i okulisty. Kamień spadł nam z serca, gdy w kolejnych latach kilkakrotnie usłyszeliśmy, że mały rozwija się prawidłowo. Teraz u specjalistów badamy się profilaktycznie raz do roku.

Chłopak jest bystry, od początku chciał jak najszybciej dorównać swojej siostrze (bardzo chciał mówić, chodzić, jeść czy ubierać się samodzielnie,…), więc zmotywowany szybko osiągał kolejne progi rozwojowe. Usiadł gdy skończył pół roku, chodził po pierwszych urodzinach, potem przyszła kolej na rozwój mowy itd. Wszystko działo się błyskawicznie.

Tej jesieni nasz zuch rozpoczął swoją edukację przedszkolną. Jest wygadany, rozśpiewany, wykonuje czynności samoobsługowe, chętnie bawi się z innymi dziećmi. Ma dobrą pamięć i chętnie pomaga siostrze, mając nadzwyczajną świadomość, że niektóre rzeczy może zrobić szybciej lub lepiej niż ona (podaje jej buty, przyniesie chusteczkę, podniesie jej zgubę z ziemi, gdy – z uwagi na niedowidzenie – siostra nie może czegoś znaleźć), a jednocześnie nie lubi dzielić się swoim i zabawkami. Jest wrażliwy, nie lubi, gdy ktoś płacze, a z drugiej strony niejednokrotnie sam zanosi się od łez, gdy coś nie jest po jego myśli. Ku naszemu przerażeniu jest bardzo zwinny i bez obawy wchodzi na wysokie meble, skarpy, murki, krawężniki, wspina się, gdzie tylko może, nie zważając na konsekwencje swoich wybryków. Dużo skacze, biega, tańczy, nie lubi siedzieć w miejscu. Szybko opanował jazdę na hulajnodze i rowerze biegowym. Odważnie wdrapuje się na ścianki wspinaczkowe na placu zabaw czy długie zjeżdżalnie. Nie lubi lepkich substancji i nadmiernego hałasu, uwielbia pozować do zdjęć i prace plastyczne.

Razem z siostrą tworzą zgrany duet i dla nas – rodziców, są największym powodem do radości.