Fundacja wcześniak

Julita Lenc


– 28./29. tydz., 1000 g, 38 cm, 01.02.2008 r.

CIĄŻA

Zawsze marzyłam, aby mieć dwójkę dzieci w krótkim odstępie czasu, dlatego gdy Michał skończył 1,5 roku, postanowiliśmy postarać się o córeczkę. Plany szybko stały się rzeczywistością i dziecko miało się pojawić 01.05.2008 r. Wszystko przebiegało bardzo dobrze przez 5 miesięcy, kiedy to rozpoczął się styczeń – najgorszy miesiąc w moim życiu. Między świętami a sylwestrem mocno „stawiał” mi się brzuch. Zaniepokojona poszłam do lekarza, który po badaniu stwierdził, że nic złego się nie dzieje. W następnym tygodniu byłam przeziębiona – katar i kaszel. Gdy poszłam do ginekologa po kolejne zwolnienie lekarskie (10 dni po poprzedniej wizycie), okazało się, iż kaszel wywołał skurcze macicy i mam rozwarcie na dwa centymetry. Od razu pojechałam do szpitala, gdzie po 10 dniach leżenia z nogami do góry w strachu o ciążę założono mi szew. Po trzech dniach uspokojona mogłam jechać do domu – miałam leżeć. Niestety po kilku dniach brzuch znowu zrobił się twardy i wróciłam do szpitala. Podano mi lekarstwa, a rano zbadano. Wyniki wskazywały, że wszystko jest dobrze. Niestety około 18.00 (30.01.2008) odeszły mi wody. Do tej pory pamiętam, jak nie chciałam przyznać się, nawet przed sobą, co się stało. Przewieziono mnie na Oddział Septyczny Szpitala Miejskiego im. dr Warmińskiego w Bydgoszczy, zaraz obok znajduje się Oddział Intensywnej Terapii Noworodka. Czekałam na rozwiązanie.

PORÓD

Poród przebiegł błyskawicznie. 01.02.2008 r. o godzinie 0.30 obudziły mnie skurcze. Próba powstrzymania porodu nie powiodła się i o godzinie 3.00 lekarz stwierdził, że porodu nie da się powstrzymać. O 3.15 Julitka była na świecie. Nie byłam nawet świadoma, że lekarz wyjmuje dziecko. Zobaczyłam ją leżącą na łóżku i ku mojemu zdziwieniu i olbrzymiej radości zaczęła płakać. Moją córeczkę natychmiast zabrał lekarz-neonatolog. Nastąpił długi i ciężki okres czekania. Najpierw położna powiedziała mi, że Julitka żyje i ma kilogram. Dużo później przyszła lekarka i dowiedziałam się szczegółów. Julitka miała 1000 g i 38 cm. Oddychała samodzielnie, ale przy wsparciu przez CPAP. Miała „drobne zmiany na płucach” – jak się później dowiedziałam, było to wrodzone zapalenie płuc. Otrzymała 6 pkt, a po 5 minutach 8 pkt w skali Apgar. Urodziła się w czwartej godzinie 29. tygodnia ciąży, dokładnie trzy miesiące przed wyznaczonym terminem porodu. Tamta pani doktor, której nazwiska nie znam do dziś, bardzo mnie pocieszyła. Powiedziała, że „stan wcześniaka poprawia się bardzo powoli, a pogarsza bardzo szybko”. Od tej pory codziennie powtarzałam sobie: JEŻELI SIĘ NIE POGORSZYŁO, TO ZNACZY, ŻE SIĘ POPRAWIŁO. Ta myśl pozwalała mi przetrwać i mieć nadzieję.

POBYT W SZPITALU

Na początku Julitce poprawiało się bardzo powoli. W trzeciej dobie osiągnęła wagę minimalną 930 g. Po tygodniu odłączono ją od CPAP-u. Wtedy zaczęło się najgorsze – bezdechy. Straszne dla rodziców, typowe dla wcześniaków. Na pewien czas małą położono na poduszkę podłączoną do respiratora, która stymulowała ją do oddychania poprzez szturchanie. Po trzech tygodniach zapalenie płuc ustąpiło. Dwukrotnie podano jej krew. Karmiona była sondą, później trochę butelką. Julcia przybierała na wadze bardzo wolno – najpierw po 10 gram, później 20 gram dziennie, a my nie mogliśmy się doczekać upragnionych 2 kilogramów. Luty był dla mnie najdłuższym miesiącem mojego życia, a przez powolną poprawę myślałam, że malutka opuści szpital za jakieś pół roku. Na szczęście prowadząca Julitkę doktor Alina Polak jasno tłumaczyła nam, co dzieje się z naszą córeczką. Opiekowała się nie tylko maleństwem, ale również mną. Za co jestem jej bardzo wdzięczna! Do dziś wspomnienie OITN w Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy nie jest dla mnie koszmarem. Nadal uważam, że praca pielęgniarek jest najtrudniejszym zawodem – bardzo Wam dziękuję! Marzec był miesiącem poprawy. Na początku miesiąca Julitkę przeniesiono z inkubatora do łóżeczka grzewczego. Nareszcie mogłam ją przytulić. Nigdy nie zapomnę, jak pierwszy raz przystawiłam ją do piersi, a malutka od razu zaczęła ssać. Pani doktor i pielęgniarka stały i patrzyły ze zdziwieniem, jak dobrze radzi sobie ta mała istotka. Cieszyłam się, że przez cały ten czas ściągałam mleko i przywoziłam je do szpitala. Utrzymywanie laktacji opłaciło się! Julcia przybierała 30-40 gram dziennie i w końcu 27.03.2008 r. po 55 dniach w wagą 1900 gramów opuściła szpital.

DALSZE LECZENIE

Julitka w domu – to był prawdziwy cud! Przez pierwszy miesiąc prawie cały czas spała, budziła się tylko na jedzenie. Obawialiśmy się zazdrości ze strony Michałka, ale ten od razu ją pokochał, może dlatego, że mama była cały czas w domu. Julkę od początku karmiłam tylko piersią – są to niesamowite chwile, dla których warto walczyć o mleko. Malutka była spokojna i nie chorowała, sielankę zakłócały tylko ciągłe wizyty u lekarzy. W wypisie ze szpitala rozpoznano:

  • wrodzone zapalenie płuc,
  • niedokrwistość (anemię),
  • wady serca PDA, PFO,
  • wylew okołokomorowy drugiego stopnia IVH II,
  • zaburzenia gospodarki wapniowo-fosforowej.

Ilość przychodni, które musieliśmy odwiedzać, była przerażająca. Początkowo miałyśmy 2-3 konsultacje tygodniowo. Na szczęście prawie wszystko było idealnie. Poradnie: kardiologiczną, audiologiczną, ortopedyczną, okulistyczną odwiedziliśmy maksymalnie trzy razy. Obie wady serca znikły przy pierwszym badaniu ECHO. Równie niewiele razy było przeprowadzone USG główki – wylew całkowicie się wchłonął. Jedynie morfologia Julitki uległa pogorszeniu, hemoglobina spadła do poziomu 8,0 (dolna granica 11,2). Byliśmy na pograniczu powrotu do szpitala, w ostatnim momencie wskaźniki zaczęły rosnąć. Do dziś kontrolnie odwiedzamy poradnie neurologiczną, metaboliczną i rehabilitacyjną, kontrolujemy również morfologię u lekarza rodzinnego. Przez 7 miesięcy wykonywaliśmy rehabilitację metodą BOBATH. Pani doktor zdecydowała o przerwaniu, gdy Jula mając 6 m-cy wieku korygowanego, obracała się z pleców na brzuszek i na odwrót, raczkowała do tyłu i dobrze siedziała. Obecnie mamy średnio jedną konsultację lekarską w miesiącu.

STAN OBECNY

Nasza kilogramowa iskiereczka 01.02.2009 r. skończy roczek. Jest wspaniała dziewczynką, która rozwija się prawidłowo. Potrafi już chodzić za jedną rączkę, mówi: tata, baba i mama (to ostatnie dość rzadko), potrafi pokazać: „kosi, kosi”, „pa pa”, „jaka duża” – oczywiście wtedy, gdy ona chce, a nie my, bardzo lubi dawać buzi. Julitka jest bardzo żywą osóbką i ciągle próbuje dogonić swojego trzyletniego brata, a ponieważ jest drobna, to bardzo sprawnie się przemieszcza. Obecnie waży około 8,5 kilograma i ma 68 centymetrów.

MITY, KTÓRE OBALIŁA JULITKA

1. „Wcześniaki rozwijają się wolniej” – Rozwojem ruchowy malutka dogoniła już swój wiek urodzeniowy – na roczek chodzi za jedną rękę. Również rozwój emocjonalny i intelektualny ma lepszy, niż wskazywałby wiek korygowany.
2. „Wcześniaki są marudne” – Oczywiście, że Julitka płacze, przecież jest zdrowym dzieckiem. Jednak zazwyczaj jest bardzo pogodna, a marudzi mniej niż przeciętne dziecko urodzone o czasie.
3. „Wcześniaki dużo chorują” – Julka od powrotu ze szpitala (już 10 m-cy) nie była ani razu chora. Miała dwa razy katarek i raz kaszelek – leczenie witaminą C.
4. „Wcześniaki nie chcą ssać z piersi” – Już przy pierwszej próbie mała najadła się mleczka mamusi, do dziś jest karmiona piersią.
5. „Wcześniaki to niejadki” – Julitka nigdy nie marudziła przy jedzeniu. Z zapałem pije mleczko, je zupki jarzynowe i wszystkie nowości na swoim stole.

OD MAMY DLA MAM

Każdy poród jest dla kobiety burzą hormonalną i towarzyszy jej zawsze tzw. Baby blues, a czasami nawet depresja poporodowa. Nie można się więc dziwić, że rodząc dziecko znacznie przed terminem, przeżywamy to strasznie. Macie prawo płakać, cierpieć i panikować, ale macie obowiązek mieć nadzieję i wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze. W końcu na świecie jest dziecko, które potrzebuje kochającej mamy, która będzie przy nim zawsze. zwłaszcza w tych najtrudniejszych chwilach. Proszę tylko o wyrozumiałość dla personelu OITN. Wykonują oni bardzo trudną i stresującą pracę, chcąc ratować nasze dzieci, a panikujący i krzyczący rodzice na pewno im tego nie ułatwią. Ja mam duży szacunek i czuję ogromną wdzięczność dla pracowników OITN w Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy.