Fundacja wcześniak

Jędrzej Szcześniewski

25. tydz., 965 g, 38 cm, ur. 15.11.2010 r.

Witam serdecznie, chciałam przedstawić na stronie wczesniak.pl historię mojego syna Jędrzeja – skrajnego wcześniaka, ale histroia pozytywna 😉 Historia Jędrzeja Szcześniewskiego, chłopca starszego o kwartał niż powinien. Jędrzej urodził się 15.11.2010 r. o godz. 22.15, w 25. tyg. ciąży z wagą 965 gramów, a mierzył 38 cm, jego poród poprzedzony był moim 3-tygodniowym leżeniem „plackiem” w szpitalu, z powodu ostrej infekcji górnych dróg rodnych, która doprowadziła, iż Jędrzeja wykaszlałam!

Bycie mamą wcześniaka jest trudnym macierzyństwem i bardzo innym. Nie ma tej cudownej chwili po urodzeniu dziecka, gdy można je przytulić, pogłaskać, ucałować…, nie ma gratulacji, serdecznych SMS-ów. Jest tylko ból, lęk, przerażenie i troska, czy dziecko przeżyje, czy będzie upośledzone, kalekie i czy sobie poradzimy….

Do dziś jak myślę o tamtej chwili, tym poniedziałku, coś mnie ściska w gardle i łza sama płynie, usłyszałam tylko jeden krzyk dziecka i szybko syna zabrali…

Porodu nie będę opisywać, bo to dramat, dodam tylko, że mąż zawołał położną, gdy ja złapałam główkę dziecka w kroczu i szukał zestawu do porodu, wyrzucając wszystko z kolejnych szuflad – taka była opieka nad rodzącą w 25. tygodniu ciąży z regularną akcją skurczową…

To moje macierzyństwo rozpoczęło się dla mnie bardzo dramatycznie, pamiętam tylko ten strach o życie i zdrowie Jędrzeja… Mój starszy syn – Mikołaj, urodził się o czasie z wagą 4 kg, nigdy nie stwarzał i nie stwarza żadnych problemów zdrowotnych… Więc świadomość, że moje dziecko może być chore, bo już samo urodzenie go na to skazuje, bardzo boli… i matka nigdy nie jest na to gotowa. Koleżanka spytała mnie kiedyś, jak ja sobie poradziłam z tym, że wyszłam do domu bez dziecka….??? Nie wiem sama, jak ja to wszystko przeszłam, jak funkcjonowałam. W takiej chwili człowiek ma w sobie niezliczone pokłady wiary, że wszystko będzie dobrze, inaczej by zwariował. Wierzyłam bardzo, że wszystko musi być dobrze, bo niby dlaczego ma być inaczej…??? Wiem, że czasem trudno w to uwierzyć, zwłaszcza gdy stoi się przy inkubatorze, a lekarze są bezlitośnie szczerzy, ale trzeba wierzyć…

Dużo też pomogli mi znajomi, przyjaciele (Marzenko, Beatko – dziękuję) i mamy innych wcześniaków. Mąż mnie bardzo wspierał, choć sam cierpiał i miał chwile zwątpienia – ale nigdy tego nie pokazał, o tym dowiedziałam się dużo później. Moja mama była z nami od urodzenia Jędrzeja aż do 17.12.2010 i ona właściwie jakoś ogarniała dom, ja nie byłam w stanie… Pamiętam tę datę 17.12.2010, bo wtedy Jędrzej sam się rozintubował, zaczął sam oddychać i mogłam go po raz pierwszy wziąć na ręce i przytulić… chwila, której nigdy nie zapomnę…

Wcześniaki  mają szansę być zdrowymi dziećmi, które o czasie zaczynają chodzić,  mówić itp., a Jędrzej jest tego idealnym przykładem. Rehabilitacja Jędrzeja w znacznym stopniu polegała na nagrywaniu go przez rehabilitantki i raz w miesiącu pokazywano nam, jak go nosić, przewijać, na co zwracać uwagę w codziennej pielęgnacji itp. Poza tym Jędrzej fizycznie rozwijał się fantastycznie. Na szczęście dla nas i dla niego nie wymagał zbytnio częstych wizyt u rehabilitanta. Lekarz też był bardzo rzadkim gościem, bo poza wizytami  kontrolnymi (których jest naprawdę mnóstwo) Jędrzej miał tylko 2x infekcję.

Jakiś czas temu powiedziano mi, że Jędrzej może być dyslektykiem, później niż rówieśnicy może zacząć wymawiac „r” lub może mieć płaskostopie 😉 ale taki problem to już nie problem. Dzieci o czasie urodzone też borykają się z takimi „problemami”.

Reasumując, syn mój był (jest) skrajnym wcześniakiem, IVF III stopnia, chirugicznie zamykany Bottal, 32 dni pod respiratorem, 1x infekcja szpitalna, a  bilans końcowy; zaczął chodzić nim ukończył 18 m-cy, rozwój psychoruchowy fantastyczny, żadnych problemów okulistycznych, żadnej astmy czy alergii… (pies jest superkompanem), żadnych problemów gastrycznych, ma 8 zębów, wszystko je i z niezmierną gracją egzekwuje prawie wszystko…

Przeszliśmy z mężem bardzo trudne chwile, rozpacz, zwątpienie, ogólną beznadzieję… czy jest nas dziś coś w stanie złamać? Czy może być gorszy dramat dla rodziców niż obawa o życie tak ukochanego dziecka?

Chyba nie.

Sylwia Szcześniewska

Więcej o losach Jędrzeja mogą Państwo znaleźć tutaj: https://wielkieszczescie.wordpress.com/