Fundacja wcześniak

Jaś Ambroży

 

– 30. tydzień, waga 810 g, 41 cm, 16.11.2003 r.

Dowiedziałam się, że będziemy mieli dzidziusia dokładnie 26 maja w Dzień Matki. Po pierwszym „szoku” (nie planowaliśmy dziecka) bardzo się ucieszyliśmy. Od tej pory zaczęliśmy się przygotowywać do roli rodziców. W 8. tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z niewielkimi plamieniami. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Ciąża przebiegała prawidłowo, a wyniki badań były wręcz książkowe. Pojechałam na kolejne badania kontrolne ok. 20. tygodnia. Okazało się, że są dysproporcje pomiędzy główką a resztą ciała, ale specjalnie się tym nie przejęłam, ponieważ podobno często się to zdarza. W 29. tygodniu ponownie pojechałam na kontrolne USG i okazało się, że maluszek jest zdecydowanie za mały. Ważył zaledwie 750 g. Dostałam skierowanie do szpitala. Przeleżałam tam tydzień na oddziale patologii ciąży. Poznałam dwie cudowne dziewczyny, z którymi świetnie się czułam i rozumiałam. Żadna z nas nie wiedziała wtedy, co nas jeszcze czeka. Po tygodniu lekarze stwierdzili, że nie mogą mnie dalej leczyć, że nie poradzą sobie z takim małym dzieckiem. Dostałam skierowanie do kliniki. Tego samego dnia przyjechałam do Warszawy – do Instytutu Matki i Dziecka. Tutaj szybko podjęto decyzję. Podano mi sterydy mające przyspieszyć rozwój płuc u dziecka. Wiedziałam, jakie szanse ma dziecko o wadze 800 gram. To był dopiero 30. tydzień. Nawet nie zdążył mi urosnąć brzuch. Cesarskie cięcie zaplanowano na niedzielę dwa dni później. Na salę szłam jak skazaniec w białej, bezkształtnej koszuli, zrezygnowana, załamana. Miałam tylko nadzieję, że to będzie dziewczynka (nie znałam płci dziecka), bo podobno dziewczynki są silniejsze. O tym, co działo się na sali operacyjnej, wolałabym zapomnieć. Usłyszałam tylko: „Wie pani, to chłopczyk”. Tak bardzo chciałam, żeby żył. Szybko zabrano go do inkubatora i przewieziono na Oddział Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka. Ważył 810 g i mierzył 41 cm. Dostał 3-5 pkt Apgar. Nie zobaczyłam w tym dniu mojego syna. Nawet nie wiem, czy chciałam go zobaczyć. Tak bardzo bałam się, że zaraz go stracę. Dopiero następnego dnia mąż i przyjaciółka zawieźli mnie do niego. Był taki maleńki, ale nie to mnie przeraziło. On przede wszystkim cierpiał. Od tego momentu zaczęła się walka o życie naszego synka i nasza przygoda z Instytutem, do którego tak się przywiązaliśmy, że czasami nam go brakuje. Jaś urodził się w 30. tygodniu ciąży z hipotrofią i wrodzonym zapaleniem płuc. Hipotrofia spowodowana była niewydolnością łożyska. Lekarze odbierający poród nie mogli uwierzyć, że to już całe łożysko i uparcie go szukali. Miało powierzchnię połowy dłoni i zawał. Stan Jasia był ciężki. Bardzo ciężki. Był niewydolny oddechowo. Do 5. doby na respiratorze, później na CPAP-ie. Tlenoterapię bierną prowadzono do 34. doby życia. Krążeniowo również był niewydolny. Miał spore problemy z zamknięciem przewodu tętniczego, ale nie dawało to żadnych objawów klinicznych. Do 11. doby karmiony był wyłącznie dożylnie. Dopiero od 23. doby karmiony był już Nenatalem przez sondę a później smoczkiem. W 2. dobie życia stwierdzono wylew III stopnia. Na szczęście wylew wchłonął się całkowicie. Stwierdzono także retinopatię II stopnia w prawym oku. Po opuszczeniu Kliniki kontrolowaliśmy jego wzrok 3-krotnie w CZD. Wszystkie zmiany się wycofały. 8-krotnie przetaczano mu krew.

W klinice spędziliśmy w sumie 69 dni. Były chwile ciężkie i dramatyczne, ale zawsze mieliśmy nadzieję. Bardzo pomagała nam pani psycholog. Zaprzyjaźniliśmy się z personelem, szczególnie z cudownymi pielęgniarkami. Zawsze mogliśmy liczyć na wyczerpujące informacje i ogromną życzliwość całego zespołu. 23 stycznia 2004 roku Jaś z wagą 1910 g i długością 47 centymetrów został wypisany do domu. Niesamowite szczęście, wręcz euforia przeplatały się z ogromnym strachem, jak sobie poradzimy z taką kruszynką. Obawy okazały się bezpodstawne. Janek chętnie jadł i zastraszająco szybko rósł. Gdy osiągnął 2500 g zmieniliśmy Nenatal na Bebilon 1. Po 2 miesiącach od opuszczenia kliniki Jaś jadł już Bebilon 2 i pił soczki. Zaczęliśmy powoli karmić go łyżeczką zupkami jarzynowymi. Gdy Jaś miał 4 i pół miesiąca (czyli 2:)) ważył już 4500 g. 2 tygodnie później, gdy to piszę, waży już 5200 g. Rozwija się prawidłowo, świetnie trzyma głowę, pięknie podnosi się do pozycji siedzącej, gdy trzyma się go za rączki i pewnie siedzi podtrzymywany. Ciągle się śmieje, przesypia całe noce, gaworzy, jest pogodnym i radosnym dzieckiem. Nawet przewraca się już na boki i je dania z mięskiem. Jesteśmy bardzo dumni z naszego dzielnego synka. Czeka go jeszcze zabieg chirurgiczny, ponieważ ma dość dużą przepuklinę pachwinową, ale wiemy, że i z tym sobie poradzi. Chcielibyśmy apelować do rodziców, którym niedawno urodziły się wcześniaki: bądźcie dobrej myśli, nie przejmujcie się zdziwionymi spojrzeniami sąsiadów, nie porównujcie swoich dzieci z dziećmi urodzonymi o czasie. Chcieliśmy także jeszcze raz podziękować wszystkim ludziom, dzięki którym nasz synek żyje: dr Leszkowi Lewandowskiemu, dr Renacie Jaczyńskiej, dr Martynie Woynarowskiej, prof. Ewie Helwich oraz wszystkim pracownikom Oddziału Perinatologii oraz Kliniki Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka IMiDz w Warszawie.

Basia i Kamil Ambroży