Fundacja wcześniak

Jakub Zarębski


– 24. tydzień, 620 g, 36 cm, 17.02.2005 r.

O sobie opowiem krótko. Jestem kobietą po trzydziestce mającą kochanego męża i wspaniałych rodziców. Mam za sobą długie i ciężkie leczenie. Oboje z mężem bardzo pragnęliśmy mieć dziecko, a wszystko stawało przeciw nam. Po długoletnich staraniach w końcu udało się, byliśmy przeszczęśliwi. Wszystko przebiegało bardzo dobrze. Byłam pod stałą kontrolą lekarską. Jednak pod koniec 24. tygodnia z powodu narastającej infekcji i odpływu płynu owodniowego trafiłam do Szpitala Klinicznego im. Ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie. Pierwszą noc w szpitalu spędziłam w ogromnym stresie i niepokoju o życie mojego dziecka.. Płakałam z niemocy i nie wiedziałam, co mogę uczynić, aby wszystko było dobrze. Jednak po 60 godzinach odpływu czystego płynu owodniowego urodziłam siłami natury mojego kochanego synka.

Jakub w chwili urodzenia ważył 620g, a jego ciałko mierzyło 36 cm. Otrzymał 1 pkt w skali Apgar. Cały jeden punkt za ogromną chęć życia! Jego stan był tak ciężki, że zaraz po porodzie nie mogłam się z nim przywitać. Został natychmiast przewieziony na OITN.
Jakub urodził się z typowymi objawami wcześniactwa i zaraz został podłączony do respiratora. Rozpoznano niedotlenienie okołoporodowe, niewydolność oddechową. Jego funkcje życiowe były ledwie dostrzegalne. W drugiej dobie stwierdzono kwasicę oddechową, w kolejnym dniu odmę opłucną. W 5. dobie wykonano zabieg operacyjny – zamknięcie przewodu tętniczego. Później krwawienie okołodokomorowe (IVH) III stopnia. Byliśmy przerażeni. Tylko „tykająca” aparatura i słabe odruchy malutkiego ciałka udowadniały, jak bardzo chciałby nas zobaczyć. Każdy kolejny dzień przynosił radości i smutki.

Jakub w pierwszym tygodniu życia miał trzykrotnie przetaczaną masę erytrocytarną, a później jeszcze pięciokrotnie. Jego stan był chwiejny, ale my nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że moglibyśmy się rozstać. Widzieliśmy ogromną walkę lekarzy o jego życie. Jakub w szpitalu i domu był niejadkiem, zjadał bardzo małe ilości mleka. Nasz synek miał problemy okulistyczne, został zakwalifikowany do zabiegu laseroterapii z powodu odklejania się siatkówki. Po laseroterapii stan wskazywał na 2/3 stopień. Na szczęście od 63. doby życia i pobytu na oddziale nasz syn miał już własny oddech. Od tej chwili mogliśmy być już razem! Jakub w 87. dobie życia został wyjęty z łóżeczka, a w 105. wypisany do domu z wagą 2440 g. Nie mogłam uwierzyć, że mój synek po 54 dniach podłączenie do respiratora oddycha sam i jest z nami. Opuścił szpital z takimi powikłaniami jak płuca, oczy i słuch.

Obecnie Jakub jest w dobrej kondycji i robi wszystko, by już nie wracać do szpitala. Muszę na niego chuchać i dmuchać, bo każde przeziębienie jest dla niego groźne ze względu na słabo wykształcone płuca. Jeśli chodzi o słuch, to było bardzo źle, badania i jeszcze raz badania diagnozy złe, ale choć z tym problemem nasz kochany synek sobie poradził, to jednak nie odbywało się to wszystko naraz. Czasami nam wrażenie, jakby chciał mi powiedzieć „mamo daj mi troszkę czasu, ja jestem wcześniakiem i nie nadrobię wszystkiego od razu”. Jakub chodzi na rehabilitację ruchową, a także na terapię kolorami ze względu na stan oczek. Jestem załamana, bo lekarze nie dają żadnych szans na odzyskanie w jakimkolwiek stopniu wzroku. Jedyne, czego pragnę dla mojego synka to, aby choć w nieznacznym stopniu zaczął widzieć i mógł rozwijać się jak inne dzieci.

Z tego miejsca chcielibyśmy jeszcze raz podziękować wszystkim osobom, które walczyły o życie naszego maluszka: lekarzom ze Szpitala Klinicznego im. Ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie.