Fundacja wcześniak

Dominik Kus


– 33. tydzień, 2229 g, 44 cm, 16.02.2002 r.

Dowiedziałam się, iż jestem w ciąży w jej trzecim tygodniu. Było to bardzo radosne wydarzenie tym bardziej, iż zaszliśmy w nią „za pierwszym podejściem”. Już zanim zaszłam w ciążę, która była planowana, brałam przez 3 miesiące kwas foliowy, tak jak zalecił lekarz. Od dnia gdy się potwierdził test, byłam na witaminach „Materna”. Na początku było troszkę krwawienia, ale lekarz powiedział, że to normalne. Poza tym wszelkie nudności i wymioty mnie ominęły. Byłam jedynie bardzo zmęczona i senna przez pierwsze 4 miesiące. Wszelkie badania wychodziły bardzo dobrze. W 18. tygodniu ciąży mieliśmy USG i okazało się, iż będziemy mieć chłopca. Około 30. tygodnia lekarz powiedział mi. iż mam 30% na wcześniaka (mówił, iż każdy ma 10%, kolejne 20% za to, że moja mama z trójki dzieci dwoje miała wcześniaków – ja sama urodziłam się 30 dni przed terminem) Na początku 32. tygodnia miałam wizytę kontrolną, której wyniki jak zawsze były zadowalające, dziecko było dalej skierowane głową do góry. Na początku 32. zaczęła mnie boleć prawa strona w okolicy pasa, od połowy brzucha do kręgosłupa. Po dwóch dniach bólu poszłam do szpitala, po podłączeniu mnie do KTG powiedziano mi, że dziecko jest ok., żebym szła do domu i wróciła następnego dnia, jeśli mnie brzuch nie przestanie boleć. Ból był tak silny, że nie pomagało mi kładzenie się, zwijanie w kłębek czy przykładanie kompresów. Następnego dnia wróciłam do szpitala, gdzie zostawiono mnie na noc, ból nie ustawał, więc dano mi demorol, tabletki przeciwbólowe. Po usg (nie sprawdzono nim dziecka!!!, tylko bok brzucha) doszli do wniosku, iż mam kamienie – których nie widać!!! Po powrocie ze szpitala wróciłam do pracy, gdzie śmiano się, że brzuch jest krzywy tzn. dziecko było tylko po lewej stronie (a prawa, która mnie bolała, była płaska).

W nocy odeszły mi wody (był to pierwszy dzień 33. tygodnia), w szpitalu próbowano podtrzymać ciążę, dając mi antybiotyk przez kroplówkę, KTG nie mogło znaleźć dziecka, więc musiałam 18 godzin leżeć płasko na plecach. Po południu zrobiono USG, które pokazało, że wydostało się już za dużo wody i muszę urodzić. Powiedziano mi, że dziecko ma ok. kilograma i może mieć całą masę kłopotów!!!! Zmieniono lek w kroplówce na ten wywołujący poród, przez 3 h nic się nie działo. Gdy przyszły bóle, dostałam zastrzyk ze sterydami, by rozwinęły się szybciej płuca. Poprosiłam o cesarkę. Po podpisaniu masy papierów za mnie i za nienarodzone jeszcze dziecko, zostałam przewieziona na salę operacyjną. Mąż był cały czas ze mną, stał zaraz obok, trzymając mnie za rękę i całe szczęście, bo inaczej byłby to o wiele większy stres, ponieważ było tam z nami około 10 lekarzy i pielęgniarek (w razie czego).

O 19.30 w sobotę 16 lutego 2002 roku, 7 tygodni przed terminem przyszedł na świat Dominick Julian, który ważył 2229 g i mierzył 44 cm. Gdy go wyjęli, zaczął głośno krzyczeć, a ja śmiać się, że kłopotów z płucami to on na pewno nie ma. Dostał 8 punktów w skali Agpar w 1. minucie życia i 9 w 5. Na szczęście nie miał kłopotów z oddychaniem, jedynie żółtaczkę. Był pod lampą dwa dni. Zobaczyłam go po raz pierwszy, gdy miał jeden dzień, choć mój mąż był z małym zaraz po porodzie. Po trzech dniach poszłam do domu, a mały został w inkubatorze. W tym czasie, gdy byłam jeszcze w szpitalu, to, kiedy byłam sama bez męża, płakałam, patrząc na małego, przytulając się do inkubatora, zaś przy mężu byłam uśmiechnięta i wesoła. Mały był w inkubatorze 6 dni. Na początku był karmiony sztucznym mlekiem sondą przez nos do żołądka. Gdy miał 3 dni, miałam go po raz pierwszy na ręku i od razu próbowałam go przystawić do piersi. Niestety nie umiał ssać, a i ja dopóki go nie wzięłam w ramiona, nie miałam pokarmu, mimo pompowania co 3 h. Gdy wreszcie pokarm się pojawił, była to olbrzymia radość! Również co 3 h pielęgniarka mówiła mi, ile musi dostać pokarmu; najpierw ważyłam małego, później przystawiałam do piersi, ważyłam i to co brakowało, dawaliśmy mu butelką, a jeśli nie zjadł wystarczająco, reszta była podawana przez sondę. Po 16 dniach nauczył się jeść i jego waga zaczęła rosnąć, wiedzieliśmy, że już niedługo będzie w domu. 5 marca powiedziano nam, iż możemy go wziąć do domu. Cóż za radość, ale i strach, pomimo iż w szpitalu karmiłam, kąpałam i przebierałam małego. Zawsze był ktoś w pobliżu, a w domu tylko ja i mąż. Byliśmy zadowoleni z tego, iż nie musimy już jeździć do szpitala, jedyne, co było ciężkie do zniesienia, to to że nie mogliśmy go wziąć tam, gdzie było duzo ludzi aż do maja. A odwiedzić mogło nas najwyżej kilka osób naraz, no i musieliśmy się zawsze upewniać, czy osoby te nie są przeziębione.

Do drugiego roku życia Dominick był badany w klinice dla wcześniaków, co 6 miesięcy. Na szczęście wszystkie testy zawsze były zadowalające, jak dotąd jedynie z mową jest troszkę do tylu. Ja tłumaczę to tym, że musi nauczyć się dwóch języków (mieszkamy w Kanadzie). Pierwszy ząbek wyszedł w 10. miesiącu, a chodzić zaczął, gdy miał prawie 1,5 roku (od dnia narodzin). Obecnie mały ma prawie dwa i pół roku i jedyne, co różni go od rówieśników, to to że jest malutki w porównaniu z nimi, ale za to bardzo ruchliwy i sprytny. Mimo iż jestem bardzo szczęśliwa, iż Domis jest zdrowy, to do dnia dzisiejszego podświadomie winię się za to, że przyszedł na świat wcześniej, choć wiem, iż tak miało być i ja nie miałam na to wpływu. Następnym razem postaram się być mniej nerwowa, może to pomoże!

Lipiec 2005

Dominik ma już prawie 3,5 roku, jest bardzo rozgadanym, niskim chłopczykiem. Powoli zaczyna rozmawiać w dwóch językach, choć najwięcej mówi po polsku. Widzę, że rozumie, gdy się do niego mówi po angielsku, lecz odpowiadać zazwyczaj woli po polsku, jeśli musi złożyć całe zdanie. Ale odpowiedzi są na temat! W sumie nie widać już tego, że jest wcześniakiem, rozwija się prawidłowo, nie choruje, jedyne co mogę powiedzieć negatywnego na jego temat to fakt, że jest okropnym niejadkiem. Trzeba go przekupywać, by coś zjadł.

W wieku dwóch lat zaczął chodzić do przedszkola. Od tego czasu stał się bardzo samodzielny. Nauczył się sam jeść, ubierać, dzielić zabawkami i co najważniejsze sprzątać rozrzucone zabawki po sobie. W wieku dwóch i pół roku przestał załatwiać się w pieluchę, a od kilku tygodni nawet w nocy już jej nie potrzebuje. Jest bardzo pogodnym dzieckiem, choć od miesiąca stał się bardzo zazdrosny. No i ma powód! 8 czerwca 2005 roku dołączył do nas mały braciszek Philip Adam, urodzony pierwszego dnia 37. tygodnia z wagą 2930 g i wzrostem 49 cm. Tym razem obyło się bez cesarskiego cięcia i przeżycie zobaczenia w lustrze maleństwa, które wyskakuje z ciebie jest nie do opisania. Wspaniałe było to, że mogłam małego wziąć zaraz na ręce, czego niestety jak większość mam wcześniaków nie doświadczyłam za pierwszym razem.

Najtrudniejsze było podjąć decyzję, aby zajść w ciążę, mężowi zajęło prawie rok, by mnie przekonać! I myślę, że naprawdę było warto. Jak widać historia nie powtórzyła się tym razem, ale przez całą ciążę lekarz zalecił, abym bardzo się oszczędzała. Także sprzątanie i zakupy spadły na męża. W ostatnim dniu 34. tygodnia podczas wizyty w szpitalu, po całym dniu bólu w krzyżu i biodrach, maszyna pokazała, że mam skurcze, szyjka macicy była również krotka i miękka, lekarz zdecydował, że czas rodzić. A ja uparta dusza powiedziałam, że jak nie odeszły wody, to ja nie będę rodzić. Także wróciłam do domu, zrezygnowałam z pracy i leżąc w łóżku przez pierwszych kilka dni, a następnie dużo odpoczywając, przeciągnęłam ciążę o dwa tygodnie!

Dominik pomimo zazdrości, którą okazuje oczywiście w czasie karmienia małego, jest szczęśliwy, że ma małego braciszka. Mówi, że nie chce go oddać, pomaga przewijać małego, to znaczy podkłada małemu pieluchę i próbuje smarować go kremem. Nie lubi, gdy zbyt dużo ludzi naraz patrzy na Philipa, wtedy zakrywa mu buzię rączkami lub pieluszką. Bardzo lubi małego całować i głaskać, mówiąc, że to jego „maleńki człowieczek” lub „little brother Philip”.

Cóż jeszcze mogłabym napisać, głowa do góry, za drugim razem będzie prawdopodobnie lepiej, ale jak już napisałam wcześniej, myślę, że podjęcie decyzji o samym zajściu w ciążę jest o wiele trudniejsze niż kolejne miesiące samego bycia w ciąży.

Pozdrawiamy,

Agnieszka, Krzysztof, Dominick & Philip Kus