Fundacja wcześniak

Daria Sierakowska


– 28. tydzień, waga 1050 g, wzrost 35 cm, 20.05.2003

Niedzielę spędziliśmy bardzo miło na rodzinnej imprezie. Po powrocie do domu poczułam się trochę gorzej, miałam spuchnięte nogi i bolała mnie głowa. Zmierzyłam sobie ciśnienie. Okazało się, że jest dość wysokie, więc postanowiliśmy pojechać do szpitala, mając nadzieję, że błędnie odczytaliśmy wskazania ciśnieniomierza. Na izbie przyjęć okazało się, że obrzęki nóg znacznie się powiększyły i ciśnienie drastycznie wzrosło. Zapadła decyzja o przyjęciu mnie na oddział. Od razu dostałam leki i wszystko wskazywało na to, że sytuacja wróci do normy. Niestety następnego dnia przestałam reagować na podawane mi leki i trafiłam na porodówkę, gdzie jeszcze przez 2 doby lekarze próbowali zapanować nad rosnącym ciśnieniem. We wtorek rano (20.05.2003) sytuacja stała się bardzo poważna – zaczęła zagrażać mojemu życiu i zdrowiu dziecka. Lekarze zdecydowali, że nie można dłużej czekać i wykonali cesarskie cięcie. Wszystko działo się bardzo szybko, a ja byłam coraz bardziej przerażona.
Na salę operacyjną trafiłam z ciśnieniem 230/115 i drgawkami. Chwilę później na świat przyszła Daria. Widziałam ją tylko przez kilka sekund. Była bardzo malutka i słaba. Od razu przewieziono ją na oddział intensywnej terapii, gdzie trafiła do inkubatora. Mąż mógł ją zobaczyć już po godzinie, ja musiałam poczekać 2 doby. Widok był przerażający: do maleńkiej istotki podłączone było kilkanaście rurek, kabelków i wenflonów. Była taka słaba, a my byliśmy bezradni.
Daria urodziła się w 28. tygodniu ciąży z niewydolnością oddechową i układu krążenia. Ważyła tyle co torebka cukru (1050g) i miała 35 cm. Miała też żółtaczkę i anemię. Przez jedną dobę podłączona była do respiratora, po czym (po podaniu surfaktantów) podłączono jej CPAP. Najgorsze było to, że lekarze nie byli w stanie powiedzieć, co będzie jutro, czy mała wyzdrowieje i czy w ogóle przeżyje. Dopiero po kilkunastu dniach stan mojej córeczki zaczął się poprawiać. Nieznacznie przybrała na wadze i zaczynała oddychać bez pomocy. Dość często miała bezdechy, ale w końcu po czterech tygodniach podjęto próby „wyprowadzenia” małej z inkubatora. Całkiem nieźle sobie radziła i od tego momentu zaczęła gwałtownie rosnąć. Po 50. dobach została wypisana do domu. Ważyła wtedy 1820 g i miała 42 cm. Byliśmy szczęśliwi, ale niestety nie oznaczało to końca naszych wizyt w szpitalach.
Po 10 dniach Darii gwałtownie spadł poziom hemoglobiny i konieczne było przetaczanie krwi. Pogarszał się też stan jej oczek. Z pierwszego stopnia retinopatii wcześniaczej zrobił się drugi i konieczne były częste wizyty u okulisty. Po miesiącu okazało się, że niezbędny jest zabieg laseroterapii, który zniszczy ogniska retinopatii i tym samym uratuje małej wzrok. 12 sierpnia (czyli w dniu, na który miałam wyznaczony termin porodu) trafiliśmy do szpitala na Działdowskiej – należało zbadać, czy Daria może mieć narkozę. Wykonano jest mnóstwo badań i kolejne przetaczanie krwi. Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, znaleźliśmy się w Centrum Zdrowia Dziecka na okulistyce. Daria została zbadana przez anestezjologa i następnego dnia była już na sali operacyjnej. Po godzinnym zabiegu została przewieziona na oddział pooperacyjny, gdzie niestety nie mogliśmy z nią przebywać. Jednak cały czas byliśmy informowani o jej stanie i postępach w wybudzaniu z narkozy. Po jednej dobie na OIOM-ie Daria była pod obserwacją jeszcze kilka godzin i nareszcie mogliśmy zabrać ją do domu.
Teraz Daria ma 4 miesiące i waży nieco ponad 4 kilogramy. Ma już swoje przyzwyczajenia i humory, a my, mimo nawału obowiązków, odetchnęliśmy. Byliśmy już zmęczeni ciągłym jeżdżeniem do szpitala i obawami o zdrowie naszego dziecka. Ja przestałam się obwiniać za zaistniałą sytuację i za to, że nie karmię już piersią.
W czasie gdy Daria była w szpitalu, czuliśmy się pozostawieni samym sobie. Nie byliśmy przygotowani na tak wczesne przyjście na świat naszej córeczki. Nie mieliśmy kontaktu z innymi rodzicami, a słowa lekarzy brzmiały dla nas abstrakcyjnie i przerażająco. Nie wiedzieliśmy, gdzie zgłosić się po pomoc i jak dbać o takie maleństwo. Teraz mamy już nieco doświadczenia i ciągle mnóstwo pytań….

Ludmiła, Marcin i Daria Sierakowscy

Styczeń 2011

 

Teraz Daria ma 7 lat i chodzi do pierwszej klasy. Jest wesołą, żywą i pełną energii dziewczynką. Z problemów, jakie mieliśmy po jej urodzeniu, pozostało tylko wspomnienie. Nie dość tego – Daria dogoniła w rozwoju rówieśników w wieku 11 miesięcy. Lekarze twierdzili, że zajmie to ok. 2 lat, a tymczasem na kontrolę „roczniaka” Daria weszła do gabinetu na własnych nogach. Pani doktor stwierdziła, że bardzo rzadko zdarza się, aby wcześniaki tak szybko zaczynały chodzić. Od tamtej pory wszystko przebiegało prawidłowo. Może tylko przeziębień było więcej niż u kolegów i koleżanek. W tej chwili Daria rozwija się bardzo dobrze. Jest bardzo ruchliwa i gadatliwa.

Jedyne, na co musimy w tej chwili uważać, to oczka. Po laseroterapii związanej z retinopatią pozostały drobne blizny na siatkówce. Wiąże się to z pewnymi ograniczeniami związanymi z wykonywaniem ćwiczeń fizycznych. I tyle! Tylko tyle!

Wiem, że mieliśmy sporo szczęścia, ale chciałam zapewnić rodziców takich dzieci jak Daria, że wszystko może być dobrze. Wcześniactwo nie musi oznaczać problemów ze zdrowiem i rozwojem maluszka – czego wszystkim życzę.

Pozdrawiam

Ludmiła Sierakowska