Fundacja wcześniak

Kuba i Filip Dyszkiewicz

36. tydz., 54 cm, 2650 g i 2750 g, 3.02.2009 r.

Dzień dobry,

po długich rozmyśleniach, czy mam coś napisać na temat swoich przeżyć, stwierdziłam, że jednak warto. Kuba i Filip urodzili się 3.02.2009 w 36. tyg. ciąży: Kuba 54 cm, 2750 g, Filip 54 cm, 2650 g.

Ciąża przebiegała bez żadnych problemów, chłopcy rozwijali się super. Od 31. tyg. ciąży miałam skurcze, których niestety nie czułam, gdyby nie to, że w tym czasie przebywałam w szpitalu, pewnie nawet bym nie wiedziała.

Moi Panowie urodzili się poprzez cesarskie cięcie. Zaraz po porodzie trafili do 1 inkubatora (tylko jeden był wolny). I wtedy zaczął się nasz dramat. Filip miał straszne problemy z oddychaniem. Po zdj. RTG okazało się, że ma odmę opłucną i płuca wypychają serce. Byłam załamana, były niewielkie szanse, żeby go uratować. Lekarze wprowadzili drenaż i przewieźli go karetką do Olsztyna. Najgorsze było w tym wszystkim to, że GO NIE WIDZIAŁAM 🙁

Miałam krwotok po porodzie i nie dałam rady wstać z łóżka.

Kuba został ze mną w szpitalu, przez około tydzień leżał w inkubatorze, ale byliśmy razem. Z Filipem był mąż, który jeździł codziennie po 150 km, aby być przy nim. Filip był sam w szpitalu przez ponad 2 tyg. Kiedy go odwiedziłam, serce mi pękało, jak miałam go zostawić.

Z każdym dniem byli coraz silniejsi i walczyli 🙂

Po długim oczekiwaniu byliśmy wreszcie wszyscy razem. Radość trwała krótko, bo tylko miesiąc. W marcu Filip miał 3 bezdechy: 2 krótkie i ten 3 najdłuższy. Dzięki dziadkowi, który zachował stalowe nerwy i zrobił reanimację, zaczął oddychać. Trafiliśmy do szpitala na obserwację. Na szczęście ataki się nie powtórzyły.

Miesiąc po tym podczas powrotu z kontroli w Olsztynie mieliśmy wypadek samochodowy. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Filip i Kuba też ok, byliśmy kilka dni na obserwacji .

Dziś moi królewicze mają 4,5 roczku i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Każde przeziębienie, grypę, a nawet katar bardzo przeżywam. Został mi straszny lęk, że mogę ich stracić.

Bardzo się cieszę, że mogłam to komuś opowiedzieć 😉

Pozdrawiam serdecznie

Ewelina Dyszkiewicz