Fundacja wcześniak

Bartosz Gabryszewski

29 tydzień, 1180 g, 28.02.2014

O ciąży dowiedziałam się od ginekologa dopiero w 11 tygodniu. Ciąża przebiegała pomyślnie, bez problemów, co miesięczne kontrole i badania bez zarzutu. Co prawda brzuch był mały ale lekarz prowadzący zapewniał, że wszystko było wporządku. Ostatnia wizyta u ginekologa 26 lutego nie zapowiadała tak wczesnego rozwiązanie, tym bardziej,że zrobiono mi USG, które oczywiście wypadło bez zarzutu. Jeszcze pamiętam,ostatnie słowa lekarza na pożegnanie „Za niedługo będziemy się przygotowywali do porodu”

W dniu porodu nic na to nie wskazywało, samopoczucie dobre, ruchy dziecka też odczuwałam, nic niepokojącego, co mogłoby mnie zaniepokoić. W nocy około 2-3 poczułam silne bóle. To moje pierwsze dziecko, więc skąd mogłam wiedzieć,że to już skurcze. Co chwila wizyta w toalecie i ulga kiedy chodziłam po pokoju i oczywiscie częste i regularne bóle „od krzyża”. Dopiero rano, kiedy odwiedziła mnie mama, stwierdziła, bym poszła do lekarza,gdy zapytała co się dzieje. Jednak chwilę później zaskoczyła mnie krew. Szybko przyjechało pogotowie, które zabrało mnie do szpitala. Oczywiście na pogotowiu nie mogłam doczekać się na lekarza, pielegniarki postanowiły mnie same zawieźć do jego gabinetu. Moment później znalazłam się na PORODÓWCE. Poród przyjmował mój lekarz prowadzący, który ledwo pamiętał mnie z ostatniej wizyty. Do szpitala trafiłam po 9 rano, a maleństwo urodziło się o 10:55. To był szybki poród. Jedynie co pamiętam, to głos położnej, która kazała mi tylko na chwilę pokazać małego, powiedziała,że mam syna. Był mały, cały siny, ledwo to pamietam, bo szybko go zabrali. Dostał 8 pkt i odrazu podłączony to nCPAP .Doszłam do siebie dopiero na oddziale ginekologii. Bez dziecka, zapłakana wśród rodziny. Po 2 dniach opuściłam szpital, by móc pojechac do mojego dziecka, które zostało przewiezione 40 km ode mnie, do Zabrza, bo w szpitalu, w którym rodziłam nie ma specjalistycznej opieki dla wczesniaków z takim obciążeniem poporodowym.
Właściwie po raz pierwszy zobaczyłam go 30 lutego, był taki mały, więcej było wszystkich kabli niż jego ciała. Chciałam porozmawiać o jego stanie z pielęgniarką, która opiekowała się wszystkimi maleństwami na sali, ale ta podeszła i pozwoliłą mi go dotknąć. To straszny widok kiedy cała aparatura własciwie utrzymywała go przy życiu. Tam przebywał do 30 kwietnia następnie został przwieziony do Katowic- Ligoty (Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka)
– wcześniactwo, wodogłowie pokrwotoczne,uproczywe bezdechy, infekcja wewnątrzmaciczna,niedotlenienie okołoporodowe,krwawienie śródczaszkowe, zespół RDS, przetrwały przewód tętniczy Botalla,odma opłucnowa lewostronna, dysplazja oskrzelowo-płucna, retinopatia wcześniacza,niedokrwistość, małopłytkowość.
W Katowicach wszczepiono mu zastawkę komorowo-otrzewnową oraz wykonano laserokoagulacje siatkówek z powodu retinopatii. Spędził tam 16 dni i został przekazany do Świętochłowic na oddział patologii noworodka by nauczył się pić z butelki, jednak szybko,b o po 3 dniach powrócił do Katowic z poważną infekcją. Utrzymujące się bezdechy nie pozwoliły na szybki powrót dziecka do zdrowia i z OIOM-u w Katowicach został przewieziony do Chorzowa, do ChCPiO. Tam ustabilizowano jest stan zapalny, wypisany ze stwierdonym brakiem odruchu ssania i połykania, został przekazany do OIT w JAstrzębiu Zdroju, byśmy mieli bliżej do niego i mogli nauczyć się jak opiekować się dzieckiem, które nie potrafi samo pić z butelki. Tam spędził 5 dni, bez zaburzen oddychania. Tam także podjęto próby karmienia smoczkiem, jednak bezowocnie. W końcu został przewieziony do szpitala w Rybniku (25.06.14). W tym szpitalu spędził ponad miesiąc, bo do 21.07.14. Cały personel podejmowął próbę karmienia smoczkiem, jednak Bartuś wyjątkowo uparcie nie chciał spróbować. Musiliśmy nauczyć się zakładać sondę dożołądkową jak i karmienia przez sondę strzykawką. Tak zostaliśmy wypisani do domu. Strach, niepokój, to wszystko co towarzyszyło nam, rodzicom, kiedy po raz pierwszy mieliśmy go w domu, przy nas, kiedy w końcu mogliśmy mu okazywać nasza miłość, przez przytulenia,ciepło, czułość i dotyk.
We wrześniu odstawiliśmy sondę. Bartuś sam potrafi pić z butelki i połykać, opanowuje technikę samodzielnego jedzenia z łyżeczki. Wiemy,że przed nim długa droga pełna nauki i ćwiczeń rehabilitacyjnych, jednak najważniejsze,że już jest w domu z rodziną!