Fundacja wcześniak

Amelka Włosek


– 35. tydzień, waga 2100 g, 50 cm, 8.07.2003 r.

O tym, że zostaniemy rodzicami dowiedzieliśmy się 2 grudnia 2002 r., kiedy to z samego rana zrobiłam sobie test ciążowy i jego wynik był pozytywny. Później 6 grudnia potwierdziły to badania krwi (to był nasz prezent na Mikołaja). Od początku ciąży przyjmowałam leki (Duphaston i Kaprogest w zastrzykach) aż do czwartego miesiąca. Potem tylko kwas foliowy i żelazo (miałam anemię). Maleństwo rozwijało się prawidłowo, na każdej wizycie mogłam obserwować na małym monitorku, jak szybko rośnie. W siódmym miesiącu zaczęły się bóle, miałam twardy brzuch i zaczęłam przyjmować Fenoterol, dzięki któremu dotarłam do końca ósmego miesiąca. Nagle podczas kolejnej wizyty w 35. tygodniu okazało się, że główka dziecka jest bardzo duża a brzuszek mały, podejrzenie niewydolności łożyskowej, skierowanie do szpitala, a przede wszystkim szok. Byłam przerażona, jak nigdy wcześniej, strasznie się bałam o dziecko. Okazało się, że łożysko nie pracowało tak jak powinno i nie dostarczało dziecku potrzebnych składników, co wywołało hipotrofię płodu. W poniedziałek 7 lipca poszłam do szpitala na obserwację (co 2 godziny było badane tętno płodu, raz dziennie dokładne USG), no i na drugi dzień dowiedziałam się na badaniu po obchodzie, że będę zaraz miała cesarskie cięcie. Najlepsze było to, że lekarz, który mnie badał, nie poinformował mnie o tym, tylko rzucił to w stronę praktykantek, jak opuszczałam po badaniu pokój. Oczywiście kolejny szok, przecież miałam mieć naturalny poród w normalnym terminie…………. poza tym nikt mi nic nie mówił…. miałam tu być tylko na obserwacji. Dopiero lekarz, który prowadził moją ciążę, wytłumaczył mi, dlaczego podjęli taką decyzję – chodziło przede wszystkim o życie mojego dziecka.
No i potem to oczekiwanie. W końcu o 12.25 (8 lipca) z mojego brzucha wyjęta została ważąca 2100 g i mierząca 50 cm Amelka. Dostała najpierw 5, potem 6 i na końcu 7 punktów w skali Apgar. Przez niecały tydzień leżała w inkubatorze, miała niewydolność oddechową, wymagała w 1. dobie zastosowania urządzenia CPAP. Później miała podawaną mieszankę tlenu z powietrzem. W czwartej dobie już oddychała samodzielnie. Przeszła też żółtaczkę, była naświetlana. O wszystkim opowiadał mi mój mąż Paweł i lekarze zajmujący się Małą. Ja zobaczyłam Amelkę dopiero w trzeciej dobie, bo nie umiałam chodzić, jak tylko wstawałam z łóżka, robiło mi się słabo, w końcu zawieziono mnie do Niej na wózku. Od czwartej doby przeniesiono mnie na oddział noworodków, gdzie byłam w sali zaraz obok tej z inkubatorami i chodziłam co 3 godziny karmić mają Córeczkę, jadła bardzo ładnie, więc zaczęło mi przybywać pokarmu. W ósmej dobie obie wyszłyśmy do domu. Karmiłam Amelkę piersią tylko przez miesiąc, bo okazało się, że mam za mało pokarmu i Mała ciągle jest głodna. Próbowałam wszystkiego: odciągania pokarmu co 2 godziny, herbatek, ziół, homeopatii, jednak to nic nie dało. Zablokowałam się kompletnie. Musiałam dziecko dokarmiać, w końcu karmić już tylko butelką (karmię Ją Bebilonem AR). Amelka ma teraz ponad 3 miesiące, waży 5 kg, jest żywym, kochanym dzieckiem. Wprawdzie ma kolki, ulewa się Jej (dlatego bierze Debridat), miała też bardzo dużą anemię, ale po miesiącu podawania żelaza i kwasu foliowego wyniki znacznie się polepszyły. Śpi też trochę niespokojnie, płacze czasami przez sen, w nocy często się budzi, muszę brać Ją do łóżka i przytulać, żeby zasnęła, ale myślę, że to kiedyś minie. Poza tym nie je tyle, ile bym chciała, żeby jadła (zjada teraz około 600 ml/dobę, a porcje najczęściej nie przekraczają 100 ml). Teraz jest na etapie połykania własnych rączek, co mnie trochę zbija z tropu, bo za każdym razem jak zaczyna ssać palce i wkładać rączki do buzi, myślę, że jest głodna i jak tylko podaję jej butelkę z mlekiem okazuje się, że wcale nie chce jeść, po prostu lubi gryźć swoje rączki.
Pozdrawiamy wszystkich Rodziców Małych Słodkich Bobasków.

Ola, Paweł i Amelka Włoskowie