Fundacja wcześniak

Amelia Jarowicz

35. tydz., 2950 g, 54 cm, ur. 30.03.2013 r.

Amelka urodziła się w 35. tygodniu ciąży, na świat przyszła w stanie dobrym, po kilku godzinach stan zdrowia Amelki uległ pogorszeniu. Wystąpiła niewydolność oddechowa i natychmiast musiała zostać zaintubowana i podłączona do respiratora. Pierwsze tygodnie życia Amelka spędziła na intensywnej terapii w inkubatorze. W 3. dobie życia w USG przezciemieniowym wykryto obustronne wylewy krwi do komór bocznych mózgu. Amelka miała również wrodzone zapalenie płuc, przetrwały otwór owalny w serduszku, znaczną hiperbilirubinemię z powodu krwawień śródczaszkowych. W szpitalu spędziła 3 tygodnie, walcząc dzielnie każdego dnia. Nie wiedziałam, z jakimi konsekwencjami wiąże się  wcześniactwo. Sądziłam, że wcześniak to noworodek o mniejszej masie ciała, który po prostu musi wygrzać się w inkubatorze. Nic bardziej mylnego, wcześniactwo to często poważna sprawa, często po prostu walka o życie, o własny oddech, to również zagrożenie niepełnosprawnością i innymi dysfunkcjami. To niekończąca się bieganina po lekarzach różnych specjalności, neurolog, kardiolog, okulista, fizjoterapeuta itd.

Każdego dnia martwię się o jej losy. Amelka od 3. miesiąca życia jest rehabilitowana prywatnie, gdyż  czas oczekiwania na rehabilitacje w ramach NFZ jest bardzo długi. Początkowo 3 razy w tygodniu metodą NDT Bobath, potem krótko, bo przez 2 miesiące metodą Vojty i od stycznia znowu metodą NDT Bobath 3 razy w tygodniu. Dodatkowo Amelka uczęszcza na rehabilitację w basenie dla niemowląt. Poza pracą nad poprawą motoryki, stymulacji wymaga również jej rozwój poznawczy. Amelka poddana jest również specjalistycznej stymulacji logopedycznej i codziennie przez 15 minut słucha w słuchawkach specjalnego programu na CD. Każdego dnia walczymy z konsekwencjami wcześniactwa i ze wszystkich sił pragniemy zwyciężyć tę walkę.

Niestety w 9. miesiącu życia Amelka zachorowała – sepsa. Wyniki krwi były fatalne, bardzo wysokie wskaźniki świadczące o ogólnoustrojowej infekcji. Mieliśmy szczęście w nieszczęściu, bo do szpitala trafiliśmy przed wstrząsem septycznym i udało nam się go uniknąć. Po wielu nieprzespanych nocach i bardzo silnej antybiotykoterapii dożylnej trafiliśmy do domu. Dalej ćwiczymy i nigdy przenigdy się nie poddamy, gdyż wiemy, że każdy dzień to walka o to, by nasza córeczka jak najlepiej funkcjonowała w społeczeństwie.