Fundacja wcześniak

Aleksander Sobek

23. tydz., 690 g, 32 cm, ur. 20.02.2015 r.

Nazywam się Aleksander, urodziłem się w 23 tygodniu ciąży – 20.02.2015, ważyłem 690g, po czym schudłem do 540g… Miałem aż 32cm i zarośnięte powieki oczne. Moje przedwczesne narodziny były zaskoczeniem dla rodziców, których przez kolejne 4 miesiące nie mogłem tak naprawdę poznać, bo mieszkałem w inkubatorze – w nowym brzuchu. W dniu, kiedy mama trafiła do szpitala dowiedziała się, że ma kilka minut na podjęcie decyzji, czy mam się urodzić drogą naturalną, czy przez cesarskie cięcie. Mama podjęła decyzję o cesarskim cięciu, gdyż czuła, że będzie to dla mnie lepsze. Lekarz po moich „narodzinach” powiedział, że dwie doby będę żył dzięki metabolizmie mamy, a potem sobie nie poradzę…

…ale na szczęście było inaczej…

Lekarze neonatolodzy nazwali mnie skrajnym wcześniakiem, w stanie ogólnym bardzo ciężkim – dostałem tylko 3 punkty w skali Apgar. Następnie mnie zaintubowano – oddychałem dzięki respiratorowi do 47 doby mojego nowego życia. Potem miałem jak każdy wcześniak krwawienia dokomorowe II i III stopnia, czyli wylew krwi do mózgu. Okazało się, że mam zakażenie wrodzone, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie śródmiąższowe płuc oraz konflikt serologiczny. Lekarze nie dawali mi szans, ale byłem dzielny… Dowiedziałem się, że czekają mnie dwie operacje panfotokoagulacji laserowej oczu, bo miałem retinopatię wcześniaczą, potem kilkakrotnie przetaczano mi krew. Na domiar złego czekał mnie zabieg operacyjny przepukliny pachwinowej. Zdiagnozowano mi również dysplazję oskrzelowo-plucną oraz nefrokalcynozę – choć nie wiem co to znaczy…

Pewnego dnia odwiedził mnie przyjaciel moich rodziców, który jest księdzem, długo modlił się za mnie przy inkubatorze… Mój starszy brat mówi, że otrzymałem wtedy iskierkę „mocy” z nieba.

Po 47 dniach przeszedłem na „nowe płuca” – urządzenie nCPAP, a od 62 doby samemu potrafiłem oddychać, choć tlenozależny byłem aż do 86 doby życia.

Następnie robili mi co EEG mózgu, zapis fal miałem za każdym razem nieprawidłowy…

Na szczęście moje serduszko było silne i nie zanotowano żadnych niebezpiecznych dla mnie zmian.

I tak po 103 dniach przebywania w oddziale Neonatologii w Szpitalu Klinicznym SPSK nr 2 w Szczecinie mogłem wyjść do mojego rodzinnego domu. Jednak pomimo mojej waleczności i walki o przetrwanie muszę przechodzić rehabilitację oraz odwiedzać lekarzy specjalistów, którzy na bieżąco sprawdzają stan i kondycję mojego organizmu oraz każdego mojego organu. Obecnie mam 4 miesiące wieku skorygowanego, czyli 8 miesięcy jestem już na świecie.

Choć jeszcze długa droga przede mną to mam nadzieję, że kiedyś będę mógł zagrać w piłkę z moim starszym bratem… choć nie wiem, co lekarze jeszcze u mnie zdiagnozują…