Fundacja wcześniak

Aleksander Sarota

5 listopada w 2013 roku przyszedł na świat nasz synek. Nikt się go nie spodziewał, bo do narodzin były jeszcze 4 miesiące. Oluś urodził się z wagą 610 gram, był bardzo mały i bardzo chory. Nic nie było gotowe na jego przyjście na świat, imię nie wybrane, pokoik nie gotowy, my nie gotowi… ale od początku bardzo kochaliśmy tego dzielnego okruszka, a on każdego dnia pokazywał, jak bardzo chce z nami być.

Oluś spędził pięć miesięcy w inkubatorze w szpitalu Uniwersyteckim na ul. Kopernika w Krakowie. W drugiej dobie życia miał wylewy krwi do mózgu IV stopnia. W wyniku wylewów zachorował na wodogłowie pokrwotoczne. Miał cztery sepsy, zapalenie opon mózgowych i mózgu, zakażenie cytomegalią z powodu częstego przetaczania krwi, sześć operacji,  w tym cztery operacje na główce, laserokoagulacje oczu, miał też zoperowaną przepuklinę. Pobyt Ola w szpitalu był najtrudniejszym czasem w życiu, jaki przyszło nam przeżyć, bo z cierpieniem dziecka nie można się pogodzić. Można jedynie przeżyć ten czas i czekać, aż minie.

W wyniku wcześniactwa Oluś jest niepełnosprawny: prawego oczka nie udało się uratować i jest niewidome, a lewe oczko widzi słabo, synek jest dzieckiem bardzo  słabowidzącym. Ma 4 latka, nie siedzi, nie chodzi  i nie mówi. Rehabilitujemy go dużo z intensywnością dostosowaną do jego możliwości. Żeby nadrobił to, czego nie dostał na starcie. Oluś zamiast spędzać czas na beztroskiej zabawie – ćwiczy, uczy się, pracuje.  Oluś jest  cudnym, radosnym, uroczym i wrażliwym chłopcem, chciałby siedzieć i biegać i tak samo się bawić jak inne dzieci. Ma wielki potencjał, dlatego pomagamy mu jak możemy m.in. udziałem w terapiach czy zakupem sprzętu rehabilitacyjnego.

Olo ma siostrzyczkę Justynkę, ma 2 latka. Póki co nie umieją się razem bawić, Oluś nie nadąża za Justynką. Próbujemy budować relacje między dzieciakami i wierzymy, że z czasem na pewno się poprawi. Justynka głaska Ola, chce mu robić masaż pachnącym kremikiem, ale tez wyrywa zabawki i czasem robi na złość. Obydwoje są bardzo różni i cudowni.

Oluś jest pod opieką wielu specjalistów, ma zajęcia zarówno w placówce OREW jak i prywatnie w domu. Oprócz tego ćwiczy w domu z nami, głównie ze mną – mamą. Już sporo się nauczyłam podglądając specjalistów.

Oluś jest najkochańszy na świecie, ma swój charakter, nie godzi się na wszystko, chociaż nie mówi, to słowo ‘nie’ najczęściej mu się wyrywa 🙂 Jest naszym cudem i cieszymy się, że mamy taką fajną rodzinkę. Dzięki Olusiowi poznaliśmy wielu cudownych ludzi.

Cieszymy się każdym dniem, wierzymy, że będzie coraz lepiej.

A jakby nie było, to będzie dobrze 🙂